09.01.2024, 01:11 ✶
To prawda, że nie uraczyła go kawą, lecz szybko się zreflektowała i sięgnęła do szuflady biurka, z której następnie wyjęła metalowe pudełko, z którego zdjęła wieczko i podsunęła je Stanleyowi. W środku znajdowały się świeże maślane ciasteczka w kształcie serduszek.
— Skusi się pan? — zapytała, po czym - bez względu na to, czy Stanley się poczęstował, czy jej odmówił - postawiła pudełko na biurku w zasięgu jego ręki. Sama oparła się biodrem o blat i sięgnęła po jedno z ciasteczek; trudno jednak powiedzieć, czy z chęci pokazania mu, że łakocie wcale nie są zatrute, czy dlatego, że Harper miała taką zachciankę. Być może z obu tych powodów, trudno bowiem było odgadnąć, co siedzi w jej głowie. — Przez nawał pracy człowiek zapomina zabrać ze sobą drugie śniadanie i później trzeba improwizować — posłała mu uśmiech; pozornie ciepły, ale wciąż nieobecny, tak zupełnie do niej niepodobny. Zjadła ciastko. I drugie. I trzecie.
A potem, słysząc jego słowa, westchnęła jedynie, strzepała zagubione okruszki z dekoltu i wróciła na swoje miejsce.
— Jest pan pewien? — rzuciła mu badawcze spojrzenie, jakby szukała w jego mowie ciała czegokolwiek, co mogłoby sugerować, że ma do tamtych wydarzeń emocjonalny stosunek — Panie Borgin, to, co teraz powiem, nie może wyjść poza próg tego gabinetu. Ufam jednak, że potrafi pan zachować dyskrecję.
Kiedy mówiła, bezustannie podbierała z pudełka ciastka, jedno po drugim, więc wszystkie jej wypowiedzi były przerywane cichym chrupaniem. Wreszcie splotła dłonie w koszyczek i odkaszlnęła.
— Podczas Beltane mieliśmy bardzo niepokojący incydent z pocztą. Zabójca - niewątpliwie związany z terrorystami, którzy napadli na Polanę Ognisk - przesłał nam dobitny dowód swej zbrodni. Nie wiemy, czy była to groźba, czy też próba odwrócenia naszej uwagi, ale mam nadzieję, że rozumie pan, jak bardzo delikatna jest ta sprawa. Może pomogę odświeżyć pańską pamięć...
Pochyliła się w stronę Stanleya. Nie uśmiechała się, ale też nic nie wskazywało na to, żeby targały nią negatywne emocje. Wyglądała jak niezmącona tafla wody - tylko jej oczy wydawały się nieobecne, jakby zasnute bielmem smutku.
— Zaprosiłam tutaj pana, ponieważ jeden z pańskich współpracowników twierdzi, że tamtego dnia widział pana przy poczcie. Czy teraz pan sobie przypomina?
— Skusi się pan? — zapytała, po czym - bez względu na to, czy Stanley się poczęstował, czy jej odmówił - postawiła pudełko na biurku w zasięgu jego ręki. Sama oparła się biodrem o blat i sięgnęła po jedno z ciasteczek; trudno jednak powiedzieć, czy z chęci pokazania mu, że łakocie wcale nie są zatrute, czy dlatego, że Harper miała taką zachciankę. Być może z obu tych powodów, trudno bowiem było odgadnąć, co siedzi w jej głowie. — Przez nawał pracy człowiek zapomina zabrać ze sobą drugie śniadanie i później trzeba improwizować — posłała mu uśmiech; pozornie ciepły, ale wciąż nieobecny, tak zupełnie do niej niepodobny. Zjadła ciastko. I drugie. I trzecie.
A potem, słysząc jego słowa, westchnęła jedynie, strzepała zagubione okruszki z dekoltu i wróciła na swoje miejsce.
— Jest pan pewien? — rzuciła mu badawcze spojrzenie, jakby szukała w jego mowie ciała czegokolwiek, co mogłoby sugerować, że ma do tamtych wydarzeń emocjonalny stosunek — Panie Borgin, to, co teraz powiem, nie może wyjść poza próg tego gabinetu. Ufam jednak, że potrafi pan zachować dyskrecję.
Kiedy mówiła, bezustannie podbierała z pudełka ciastka, jedno po drugim, więc wszystkie jej wypowiedzi były przerywane cichym chrupaniem. Wreszcie splotła dłonie w koszyczek i odkaszlnęła.
— Podczas Beltane mieliśmy bardzo niepokojący incydent z pocztą. Zabójca - niewątpliwie związany z terrorystami, którzy napadli na Polanę Ognisk - przesłał nam dobitny dowód swej zbrodni. Nie wiemy, czy była to groźba, czy też próba odwrócenia naszej uwagi, ale mam nadzieję, że rozumie pan, jak bardzo delikatna jest ta sprawa. Może pomogę odświeżyć pańską pamięć...
Pochyliła się w stronę Stanleya. Nie uśmiechała się, ale też nic nie wskazywało na to, żeby targały nią negatywne emocje. Wyglądała jak niezmącona tafla wody - tylko jej oczy wydawały się nieobecne, jakby zasnute bielmem smutku.
— Zaprosiłam tutaj pana, ponieważ jeden z pańskich współpracowników twierdzi, że tamtego dnia widział pana przy poczcie. Czy teraz pan sobie przypomina?