09.01.2024, 18:28 ✶
Może było i tak: że Derwin i Jeremiah chcieli go chronić, a początkowo werbowano głównie ludzi do walki w pierwszych szeregach. Jak pomijano Danielle, ponieważ Lucy i Derwin pragnęli chronić swoją słodką, wesołą dziewczynkę. Było wiele drobnych elementów, składowych, nad którymi Brenna wolała się nie zastanawiać, bo może jeszcze zaczęłaby kwestionować własną decyzję, podjętą teraz, gdy właściwie zależało to od niej i na niej spoczywała odpowiedzialność.
Uśmiechnęła się tylko, gdy zmierzwił jej już i tak rozczochrane włosy i nieco wygodniej rozsiadła się w fotelu. Spojrzenie odruchowo powędrowało najpierw ku schodom, potem ku kuchni, chociaż w tym domu nie było nikogo, kogo podejrzewałaby o sprzyjanie śmierciożercom: gdyby było inaczej, pewnie byliby już dawno wszyscy martwi.
- Przede wszystkim ze mną. Jeśli cokolwiek zaobserwujesz, uważasz, że coś powinno zostać zrobione, zdobędziesz informację albo czegoś potrzebujesz, możesz przyjść z tym do mnie, a ja mam znaleźć sposób, by coś zrobić dalej - powiedziała, odruchowo dość cicho, mimo tego, że rozmawiali przecież w chronionym domostwie Longbottomów. - Jeżeli to pilne, a mnie nie ma, Mavelle zwykle albo wie, jak mnie znaleźć, albo falami może szybko pchnąć sprawę do Prawej Ręki. Tak samo... jeżeli będziemy czegoś potrzebować, ja przyjdę z tym do ciebie - wyjaśniła. Wiele pytań, wiele wyjaśnień, a w tej chwili zaś mogła udzielić tylko części. Zwłaszcza, że sama nie była pewna, jak głęboko wciągać we wszystko Morpheusa: miała wrażenie, że po części na to pytanie odpowie czas. - Chyba nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, że sporo naszych znajomych tkwi w to po uszy - dodała, sama zresztą wymieniła mu domowników, którzy należeli do Zakonu. Ciężko byłoby to przeoczyć, teraz, kiedy wiedział, co się święciło.
- Na kogo uważać? Odpowiedź "na wszystkich" pewnie jest mało satysfakcjonująca, co? - spytała, uśmiechając się przy tym nieco krzywo. - Borginowie - dodała zaraz, nawet nie czekając na odpowiedź. Nazwisko padło bez zastanowienia i nawet nie z powodu Voldemorta, a Crawleyów i cóż… pewnego listu od Patricka z końcówki czerwca. - Przynajmniej paru z nich bardzo sprzyja idei czystości krwi. Poza tym niezbyt ufam Rookwoodom. To może zaskakiwać, ale Chester Rookwood nawet nie ukrywa, że nie lubi mugolaków, a jeden z jego braci na pewno jest zaangażowany.
Ojciec Charliego konkretnie. Brenna zakładała, że Chester raczej nie ma mrocznego znaku, w końcu pracował w Biurze Aurorów, zakładała, musieliby by być tam ślepi, by niczego nie zaobserwować, ale poglądy na pewno zbliżały go do tej drugiej strony...
- Ogólnie, o samym Zakonie nie może dowiedzieć się nikt poza osobami, które są jakoś zaangażowane. Nawet jeżeli ktoś nie należy do śmierciożerców, może ich informować. My zresztą skupiamy się głównie na gromadzeniu informacji, próbach zorientowania się, kto, zwłaszcza w Ministerstwie może sprzyjać Voldemortowi... - i zresztą dlatego Morpheus mógł bardzo się im przydać. - ...przeciwdziałaniu atakom, krzyżowaniu planów śmierciożercom, pomaganie niektórym się ukryć, i cóż, wypełnianiu bieżących zadań od Dumbledore’a. On informuje, co trzeba zrobić, a my szukamy sposobu, by się to udało. Trochę szpiegujemy, trochę walczymy, parę osób dostarcza zaopatrzenie i tak dalej. Można powiedzieć, że budujemy siatkę ludzi. Jeśli chcesz wiedzieć, o co mogę się poprosić… to na przykład o spojrzenie w przyszłość kogoś, kogo będziemy próbowali zrekrutować. O trzymanie oczu szeroko otwartych w Departamencie Tajemnic, bo bada się tam sprawę Beltane i widm, a to może interesować Voldemorta. O poinformowanie nas, jeśli w twoje ręce wpadnie przepowiednia, której on nie powinien usłyszeć.
Uśmiechnęła się tylko, gdy zmierzwił jej już i tak rozczochrane włosy i nieco wygodniej rozsiadła się w fotelu. Spojrzenie odruchowo powędrowało najpierw ku schodom, potem ku kuchni, chociaż w tym domu nie było nikogo, kogo podejrzewałaby o sprzyjanie śmierciożercom: gdyby było inaczej, pewnie byliby już dawno wszyscy martwi.
- Przede wszystkim ze mną. Jeśli cokolwiek zaobserwujesz, uważasz, że coś powinno zostać zrobione, zdobędziesz informację albo czegoś potrzebujesz, możesz przyjść z tym do mnie, a ja mam znaleźć sposób, by coś zrobić dalej - powiedziała, odruchowo dość cicho, mimo tego, że rozmawiali przecież w chronionym domostwie Longbottomów. - Jeżeli to pilne, a mnie nie ma, Mavelle zwykle albo wie, jak mnie znaleźć, albo falami może szybko pchnąć sprawę do Prawej Ręki. Tak samo... jeżeli będziemy czegoś potrzebować, ja przyjdę z tym do ciebie - wyjaśniła. Wiele pytań, wiele wyjaśnień, a w tej chwili zaś mogła udzielić tylko części. Zwłaszcza, że sama nie była pewna, jak głęboko wciągać we wszystko Morpheusa: miała wrażenie, że po części na to pytanie odpowie czas. - Chyba nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, że sporo naszych znajomych tkwi w to po uszy - dodała, sama zresztą wymieniła mu domowników, którzy należeli do Zakonu. Ciężko byłoby to przeoczyć, teraz, kiedy wiedział, co się święciło.
- Na kogo uważać? Odpowiedź "na wszystkich" pewnie jest mało satysfakcjonująca, co? - spytała, uśmiechając się przy tym nieco krzywo. - Borginowie - dodała zaraz, nawet nie czekając na odpowiedź. Nazwisko padło bez zastanowienia i nawet nie z powodu Voldemorta, a Crawleyów i cóż… pewnego listu od Patricka z końcówki czerwca. - Przynajmniej paru z nich bardzo sprzyja idei czystości krwi. Poza tym niezbyt ufam Rookwoodom. To może zaskakiwać, ale Chester Rookwood nawet nie ukrywa, że nie lubi mugolaków, a jeden z jego braci na pewno jest zaangażowany.
Ojciec Charliego konkretnie. Brenna zakładała, że Chester raczej nie ma mrocznego znaku, w końcu pracował w Biurze Aurorów, zakładała, musieliby by być tam ślepi, by niczego nie zaobserwować, ale poglądy na pewno zbliżały go do tej drugiej strony...
- Ogólnie, o samym Zakonie nie może dowiedzieć się nikt poza osobami, które są jakoś zaangażowane. Nawet jeżeli ktoś nie należy do śmierciożerców, może ich informować. My zresztą skupiamy się głównie na gromadzeniu informacji, próbach zorientowania się, kto, zwłaszcza w Ministerstwie może sprzyjać Voldemortowi... - i zresztą dlatego Morpheus mógł bardzo się im przydać. - ...przeciwdziałaniu atakom, krzyżowaniu planów śmierciożercom, pomaganie niektórym się ukryć, i cóż, wypełnianiu bieżących zadań od Dumbledore’a. On informuje, co trzeba zrobić, a my szukamy sposobu, by się to udało. Trochę szpiegujemy, trochę walczymy, parę osób dostarcza zaopatrzenie i tak dalej. Można powiedzieć, że budujemy siatkę ludzi. Jeśli chcesz wiedzieć, o co mogę się poprosić… to na przykład o spojrzenie w przyszłość kogoś, kogo będziemy próbowali zrekrutować. O trzymanie oczu szeroko otwartych w Departamencie Tajemnic, bo bada się tam sprawę Beltane i widm, a to może interesować Voldemorta. O poinformowanie nas, jeśli w twoje ręce wpadnie przepowiednia, której on nie powinien usłyszeć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.