09.01.2024, 19:54 ✶
Choć ciche westchnięcie zamarło na wargach z silną mocą, to udawała, że nie widzi męskich ust stykających się z rąbkiem jej filiżanki; głosy w głowie szeptały, że musiał uczynić to odruchowo, zapominając w roztargnieniu, iż właściwie należała do niej. Bo przecież komu by się to nie przydarzyło? Nie on jeden chadzałby zamyślony po Pokątnej z czerepem w letnich chmurach; może coś ważnego akurat go zaabsorbowało.
Ale cichy skowyt podbrzusza sugerował, że może liczyła na coś innego.
Skup. Się. Na. Różdżce.
Przymrużyła oczy w absolutnym skupieniu. Różdżka wibrowała subtelnie między palcami, a każde pociągnięcie palcem po jej powierzchni wywoływało obrazy i echa dawnych zaklęć. Skrywała w sobie historie i moce, które choć rozpostarte tuż przed nią, były poza zasięgiem jej wiedzy, czego podskórnie trochę żałowała. Za każdym razem, gdy tylko dotykała cudzego narzędzia, czuła jakby była na skraju odkrycia czegoś niezwykłego, sekretu tkwiącego w sercu drugiej osoby, takiego który mógłby równie dobrze odkryć nowe horyzonty magii. Był to portal do niewyjaśnionych tajemnic, opowieść czekająca na to, aby zostać opowiedziana.
Zastanowiło ją czemuż wciąż używa tej samej od kilku dekad i jaką sposobnością znalazła się właśnie w jego posiadaniu na tak długo. Czy po latach wybrałby podobny egzemplarz, czy też magia pchnęłaby go w ramiona innego? Czy wciąż był tym samym człowiekiem, o tych samych pragnieniach i aspiracjach? A może dopiero się nim stawał i magia sama wiedziała jakiego człowieka ukształtuje lata później.
Nie dzieliła się z nim tymi przemyśleniami, a wyjawiała klientom tylko tyle, na ile tylko pozwalały jej wyznaczone okowy marginesów zawodowej uprzejmości. Jakże ciężko było się z nich wydostać, jakże trudno było przełamać samemu sobie wyznaczone granice.
A przecież... chciałaby.
Jej wargi zadrżały, a coś podskórnie zapulsowało, gdy tylko usłyszała przepowiednię. Tak jak on, odetchnęła z ulgą promieniującą z jej aury.
— Stanowcze działania w osiąganiu moich pragnień — powtórzyła za nim, walcząc z rozbawieniem kolorującym jej oblicze — żeby jeszcze te wróżby przychodziły z interpretatorem...
Rosnącej bliskości.
Przylgnęła do tych słów, czując i otwierając się na obce ciepło, na bezpieczeństwo, ale i nieznajomą nutę grającą w jej skroniach.
— Coś więcej? — koślawy uśmiech pojawił się mimo tego jak pojedynczy bohomaz na płótnie jej twarzy.
Ale cichy skowyt podbrzusza sugerował, że może liczyła na coś innego.
Skup. Się. Na. Różdżce.
Przymrużyła oczy w absolutnym skupieniu. Różdżka wibrowała subtelnie między palcami, a każde pociągnięcie palcem po jej powierzchni wywoływało obrazy i echa dawnych zaklęć. Skrywała w sobie historie i moce, które choć rozpostarte tuż przed nią, były poza zasięgiem jej wiedzy, czego podskórnie trochę żałowała. Za każdym razem, gdy tylko dotykała cudzego narzędzia, czuła jakby była na skraju odkrycia czegoś niezwykłego, sekretu tkwiącego w sercu drugiej osoby, takiego który mógłby równie dobrze odkryć nowe horyzonty magii. Był to portal do niewyjaśnionych tajemnic, opowieść czekająca na to, aby zostać opowiedziana.
Zastanowiło ją czemuż wciąż używa tej samej od kilku dekad i jaką sposobnością znalazła się właśnie w jego posiadaniu na tak długo. Czy po latach wybrałby podobny egzemplarz, czy też magia pchnęłaby go w ramiona innego? Czy wciąż był tym samym człowiekiem, o tych samych pragnieniach i aspiracjach? A może dopiero się nim stawał i magia sama wiedziała jakiego człowieka ukształtuje lata później.
Nie dzieliła się z nim tymi przemyśleniami, a wyjawiała klientom tylko tyle, na ile tylko pozwalały jej wyznaczone okowy marginesów zawodowej uprzejmości. Jakże ciężko było się z nich wydostać, jakże trudno było przełamać samemu sobie wyznaczone granice.
A przecież... chciałaby.
Jej wargi zadrżały, a coś podskórnie zapulsowało, gdy tylko usłyszała przepowiednię. Tak jak on, odetchnęła z ulgą promieniującą z jej aury.
— Stanowcze działania w osiąganiu moich pragnień — powtórzyła za nim, walcząc z rozbawieniem kolorującym jej oblicze — żeby jeszcze te wróżby przychodziły z interpretatorem...
Rosnącej bliskości.
Przylgnęła do tych słów, czując i otwierając się na obce ciepło, na bezpieczeństwo, ale i nieznajomą nutę grającą w jej skroniach.
— Coś więcej? — koślawy uśmiech pojawił się mimo tego jak pojedynczy bohomaz na płótnie jej twarzy.