Los postanowił sobie z niej po prostu zadrwić, nie pierwszy raz. Zresztą nie od dzisiaj było wiadomo, że Norka była pechowcem, jeśli coś głupiego miało się przydarzyć jednej osobie na tysiąc to na pewno byłaby ona. Pozostawało do tego przywyknąć, bo nie dało się z tym walczyć na dłuższą metę. Im bardziej się próbowała przed tym bronić, tym więcej pecha do siebie przyciągała.
Przepraszam Pana uświadomiło jej, że faktycznie wyglądała jak mężczyzna. Może niezbyt wysoki, wszak z jej wzrostem nawet poltergeist nie był w stanie zrobić zbyt wiele, jednak zdecydowanie nie była tą uroczą panienką. Zastanawiała się, czy warto w to brnąć, obawiała się jednak, że prędzej, czy później Morpheus domyśli się kim jest. Nie do końca wiedziała, jak się z tego wytłumaczy. Na jej twarzy pojawił się nawet delikatny zarost, który poczuła, gdy przejechała dłonią po policzku. Dziwne to było uczucie. Włosy nadal miała w kolorze słomianego blondu, jednak zdecydowanie krótsze, nieco roztrzepane. Koszula zdecydowanie nie pasowała do tych spodni, których pożyczenie wymusiła na znajomym uzdrowicielu. Była bowiem jasnozielona, w różowe kwiaty - zresztą również pożyczona, tyle, że od koleżanki, która była pielęgniarką w Mungu.
- Nie trzeba, jakoś sobie poradzę. - Próbowała obniżyć ton swojego głosu, przez co zabrzmiała bardzo nienaturalnie. Spowodowało to, że poczuła się jeszcze bardziej niepewnie.
Na jej nieszczęście, Morpheus postanowił od razu pochylić się po komponenty, które wypadły jej z tej wielkiej torby, musiała więc pogodzić się z tym, że postanowił jej pomóc. Znaczy, to było całkiem miłe, naprawdę, tyle, że w tej sytuacji nieco wszystko komplikowało. Nie mogła stąd uciec bez słowa.
Spojrzała na te nieszczęsne gałki oczne, które potoczyły się bardzo daleko. Naprawdę ich potrzebowała. Bez zastanowienia więc wyciągnęła swoją różdżkę i machnęła nią zwinnie. Accio. Mruknęła pod nosem, a wtedy przedmioty wróciły do niej. Wrzuciła je od pospiesznie do siatki, w ogóle nie spoglądała na mężczyznę, jakby chciała uniknąć konfrontacji, zmiana płci bowiem nie dosięgła jej zielonych, kocich oczu, wiedziała, że prędzej, czy później zostanie rozpoznana.