10.01.2024, 03:57 ✶
Pierwsze co Bulstrode zrobił po zerwaniu z Brenną więzi, to porządnie się wyspał. Serio, nawet sobie wziął dzień wolnego, żeby do oporu delektować się leżeniem w łóżku i szeroko pojętym wypoczywaniem. Było to doświadczenie niebywałe, bo chyba zwyczajnie zdążył zapomnieć co to znaczy zmagać się tylko z bezsennością (na co z resztą łyknął sobie eliksir), a nie dodatkowo z wygłupami Brenny. Sen był mocny i głęboki, ale w taki sposób, który nie przynosił ze sobą żadnych snów, a wyłączał całkowicie. Następnego ranka natomiast czuł się jeszcze gorzej niż zazwyczaj, jakby danie szansy ciału na uzupełnienie braku energii poskutkowało tylko tym, że nagle zorientowało się że do tej pory leciało na oparach.
To wcale nie było tak, że od tych paru dni próbował jej unikać, ale miał wrażenie, że to ona dokładała ku temu wszelkich starań i nawet jej się nie dziwił. Sam też starał się nie myśleć o tym co między nimi było i czy miało to przełożenie na to, co znajdowało się między nimi aktualnie, bo prawdę powiedziawszy, nagła próba zignorowania tego typu rzeczy brzmiała jak najbardziej w jego stylu.
Kiedy wcisnęli im ten świstoklik uśmiechnął się tylko niechętnie, jakby właśnie ktoś im robił bardzo na złość, specjalnie wybierając akurat ich dwójkę do wysłania na miejsce sprawy, do jakiegoś absolutnie zapomnianego przez los i świat miasteczka.
- KurwaaaAA - wyrzucił z siebie, a proste słowo wzbiło się coraz głośniej ku niebu, kiedy podeszwy trafiły na błoto, rozjechały się, a Bulstrode w końcu stracił równowagę i wywinął orła do tyłu, lądując dupskiem w błocie. To z kolei zapoczątkowało kolejne przekleństwa, wyrzucane z częstotliwością karabinu, ale już bardziej pod nosem, bo szarpał się ze śliską mazią, żeby podnieść się na równe nogi i to na tym bardziej się aktualnie koncentrował. - Ja już go kurwa i ten jego świstoklik... - wymemłał pod nosem, najpewniej mając na myśli Louvaina, kiedy wreszcie stanął na nogach i rozejrzał się dookoła, widząc absolutnie nic. Błoto, kapiący z nieba deszcz, który dodatkowo moczył ubranie. - Dobrze że to butelka, to przynajmniej gładko wejdzie - warknął wreszcie, złapał za tę butelkę, co ją trzymała wypuściła i się zamachnął nawet, chcąc nią ewidentnie pierdolnąć, ale zatrzymał się, tylko zaciskając na niej palce ze złością, bo przecież przed chwilą przewidział dla niej inne przeznaczenie. Louvain nawet nie musiał być winny i Atreus nawet pewnie wiedział, że po prawdzie to na pewno nie był, ale w tym konkretnym momencie szukał pierwszego lepszego winnego.
Żachnął się trochę, jakby chciał coś jeszcze na jej słowa powiedzieć, ale pokiwał głową, zastanawiając się, czemu w ogóle na niego czeka, ale potem sam spróbował się teleportować i podobnie jak ona, stłumił przekleństwo. No tak, byłoby przecież za prosto, gdyby tylko wypluło ich w niewłaściwym miejscu. Musiało ich tutaj jeszcze uwięzić.
Mimowolnie sięgnął do niej ręką, kiedy się zachwiała, łapiąc ją za łokieć i próbując podtrzymać, nawet jeśli nie było potrzebne, bo samej udało jej się utrzymać równowagę.
- Popierdoli mnie, przysięgam - wyszeptał, ale na tyle wyraźnie, żeby mogła go usłyszeć. - To co, kręcimy butelką, czy idziemy po prostu przed siebie? - zaproponował jej z takim dziwnym, trochę niepokojącym uśmiechem, bo w sumie to bardzo miło było dowiedzieć się, że los się im całkowicie sprzeniewierzył.
To wcale nie było tak, że od tych paru dni próbował jej unikać, ale miał wrażenie, że to ona dokładała ku temu wszelkich starań i nawet jej się nie dziwił. Sam też starał się nie myśleć o tym co między nimi było i czy miało to przełożenie na to, co znajdowało się między nimi aktualnie, bo prawdę powiedziawszy, nagła próba zignorowania tego typu rzeczy brzmiała jak najbardziej w jego stylu.
Kiedy wcisnęli im ten świstoklik uśmiechnął się tylko niechętnie, jakby właśnie ktoś im robił bardzo na złość, specjalnie wybierając akurat ich dwójkę do wysłania na miejsce sprawy, do jakiegoś absolutnie zapomnianego przez los i świat miasteczka.
- KurwaaaAA - wyrzucił z siebie, a proste słowo wzbiło się coraz głośniej ku niebu, kiedy podeszwy trafiły na błoto, rozjechały się, a Bulstrode w końcu stracił równowagę i wywinął orła do tyłu, lądując dupskiem w błocie. To z kolei zapoczątkowało kolejne przekleństwa, wyrzucane z częstotliwością karabinu, ale już bardziej pod nosem, bo szarpał się ze śliską mazią, żeby podnieść się na równe nogi i to na tym bardziej się aktualnie koncentrował. - Ja już go kurwa i ten jego świstoklik... - wymemłał pod nosem, najpewniej mając na myśli Louvaina, kiedy wreszcie stanął na nogach i rozejrzał się dookoła, widząc absolutnie nic. Błoto, kapiący z nieba deszcz, który dodatkowo moczył ubranie. - Dobrze że to butelka, to przynajmniej gładko wejdzie - warknął wreszcie, złapał za tę butelkę, co ją trzymała wypuściła i się zamachnął nawet, chcąc nią ewidentnie pierdolnąć, ale zatrzymał się, tylko zaciskając na niej palce ze złością, bo przecież przed chwilą przewidział dla niej inne przeznaczenie. Louvain nawet nie musiał być winny i Atreus nawet pewnie wiedział, że po prawdzie to na pewno nie był, ale w tym konkretnym momencie szukał pierwszego lepszego winnego.
Żachnął się trochę, jakby chciał coś jeszcze na jej słowa powiedzieć, ale pokiwał głową, zastanawiając się, czemu w ogóle na niego czeka, ale potem sam spróbował się teleportować i podobnie jak ona, stłumił przekleństwo. No tak, byłoby przecież za prosto, gdyby tylko wypluło ich w niewłaściwym miejscu. Musiało ich tutaj jeszcze uwięzić.
Mimowolnie sięgnął do niej ręką, kiedy się zachwiała, łapiąc ją za łokieć i próbując podtrzymać, nawet jeśli nie było potrzebne, bo samej udało jej się utrzymać równowagę.
- Popierdoli mnie, przysięgam - wyszeptał, ale na tyle wyraźnie, żeby mogła go usłyszeć. - To co, kręcimy butelką, czy idziemy po prostu przed siebie? - zaproponował jej z takim dziwnym, trochę niepokojącym uśmiechem, bo w sumie to bardzo miło było dowiedzieć się, że los się im całkowicie sprzeniewierzył.