23.11.2022, 03:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 10:51 przez Morgana le Fay.)
Nigdy by się nikomu do tego nie przyznał, ale nawet lubił te wszystkie obchody świąt. Nie chodziło o jakąś rodzinną atmosferę czy spędzanie czasu z przyjaciółmi, ale o ogólny harmider jarmarków i wiążące się z tym atrakcje. Kiedy układał ozdobne jajka w witrynie pracowni, myślał o tym jak to dobrze będzie się bawił, kiedy pójdzie z koszykiem w las, zbierając te czekoladowe. Kiedy szedł do pracy po Horyzontalnej, gdzie co rusz było widać produkty deklarowane tylko na Ostarę, wyobrażał sobie jak to przechadza się między straganami sabatu w Dolinie Godryka i zwraca uwagę na co ciekawsze przedmioty, które się na nich znajdują. Miał zamiar próbować świątecznych specjałów i być najszczęśliwszym samotnikiem pod słońcem, licząc na to, że bliźniaki nie znajdą się w tym samym miejscu o tym samym czasie i nie będą zawracać mu dupy.
Jak więc sobie wymarzył, tak też zrobił. Zaczął od straganów, przechadzając się między nimi niczym największy koneser. Spróbował paru przekąsek (tych bez sera, jako że nie miał ochoty ścigać się z innymi do kibla), poprzewracał w dłoniach parę durnostojek, przyglądając im się z największą uwagą, a potem ruszał dalej, większą ilość monet wyłuskując tylko na pęknięty dzban, który wydał mu się obiecującym przedmiotem, o ile tylko poświęcić mu odrobinę uwagi i odrestaurować.
Trzymając swój nowy nabytek niczym dumny tata, przesunął się dalej, natykając na koło do losowania, którego pilnował jakiś goblin. W pierwszej chwili ruszył dalej, ale po paru minutach zawrócił, niby to tak przypadkiem znowu przyglądając się atrakcji. Zrobił jeszcze ze trzy ósemki między rozstawionymi straganami, zanim wrócił do koła losującego na dobre, ostatecznie wyciągając wymagając do kupienia losowania kwotę.
Pokręcił nosem. Raz się przegrywa, raz wygrywa, a raz wychodzi na zero, jak było widać na załączonym obrazku. Żałował trochę, że nie wygrał szyszki, bo przymiotnik tajemnicza, brzmiał na prawdę... cóż... tajemniczo i tylko podsycał ciekawość. Musiał jednak obejść się smakiem, odbierając swoją nagrodę i ruszając dalej.
W pewnym momencie do jego uszu doszły dźwięki harfy, a im bardziej się do nich zbliżał, tym bardziej udzielał mu się dobry humor. Wyłapując wreszcie spojrzeniem znajdujące się przy stoisku wille, przystanął na dłuższą chwilę, ciesząc oczy czarującym widokiem. Im dłużej jednak stał i przysłuchiwał się skocznej melodii, tym nogi bardziej rwały mu się do tańca, w końcu też porwał swój dzban do tańca, pląsając przez dłuższą chwilę, podobnie jak inni przechodnie, którzy dali złapać się czarowi. W nagrodę został ukoronowany kwiatowym wiankiem i szarawym napojem, który przywiódł mu na myśl cynamonową herbatę, którą czasem parzyła jego matka, zostawiając po sobie posmak melancholii.
Rozpamiętując dzieciństwo i nieliczne momenty, które spędzał z matką w kuchni, kiedy przy dobrym humorze parzyła jedną z lepszych herbat, a także wciąż podrygując, ruszył dalej, oddalając się od stoiska will i grającej przez nich muzyki. Kiedy miał już wrażenie, że nie pozostało mu nic innego, jak ruszyć w las za jajkami, natrafił wreszcie na Sally i postanowił zagrać w nią w oferowaną grę, zanurzając dłoń w jej worku.
Jak więc sobie wymarzył, tak też zrobił. Zaczął od straganów, przechadzając się między nimi niczym największy koneser. Spróbował paru przekąsek (tych bez sera, jako że nie miał ochoty ścigać się z innymi do kibla), poprzewracał w dłoniach parę durnostojek, przyglądając im się z największą uwagą, a potem ruszał dalej, większą ilość monet wyłuskując tylko na pęknięty dzban, który wydał mu się obiecującym przedmiotem, o ile tylko poświęcić mu odrobinę uwagi i odrestaurować.
Trzymając swój nowy nabytek niczym dumny tata, przesunął się dalej, natykając na koło do losowania, którego pilnował jakiś goblin. W pierwszej chwili ruszył dalej, ale po paru minutach zawrócił, niby to tak przypadkiem znowu przyglądając się atrakcji. Zrobił jeszcze ze trzy ósemki między rozstawionymi straganami, zanim wrócił do koła losującego na dobre, ostatecznie wyciągając wymagając do kupienia losowania kwotę.
Rzut 1d6 - 4
Pokręcił nosem. Raz się przegrywa, raz wygrywa, a raz wychodzi na zero, jak było widać na załączonym obrazku. Żałował trochę, że nie wygrał szyszki, bo przymiotnik tajemnicza, brzmiał na prawdę... cóż... tajemniczo i tylko podsycał ciekawość. Musiał jednak obejść się smakiem, odbierając swoją nagrodę i ruszając dalej.
W pewnym momencie do jego uszu doszły dźwięki harfy, a im bardziej się do nich zbliżał, tym bardziej udzielał mu się dobry humor. Wyłapując wreszcie spojrzeniem znajdujące się przy stoisku wille, przystanął na dłuższą chwilę, ciesząc oczy czarującym widokiem. Im dłużej jednak stał i przysłuchiwał się skocznej melodii, tym nogi bardziej rwały mu się do tańca, w końcu też porwał swój dzban do tańca, pląsając przez dłuższą chwilę, podobnie jak inni przechodnie, którzy dali złapać się czarowi. W nagrodę został ukoronowany kwiatowym wiankiem i szarawym napojem, który przywiódł mu na myśl cynamonową herbatę, którą czasem parzyła jego matka, zostawiając po sobie posmak melancholii.
Rozpamiętując dzieciństwo i nieliczne momenty, które spędzał z matką w kuchni, kiedy przy dobrym humorze parzyła jedną z lepszych herbat, a także wciąż podrygując, ruszył dalej, oddalając się od stoiska will i grającej przez nich muzyki. Kiedy miał już wrażenie, że nie pozostało mu nic innego, jak ruszyć w las za jajkami, natrafił wreszcie na Sally i postanowił zagrać w nią w oferowaną grę, zanurzając dłoń w jej worku.
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
Loteria rozliczona