Tutaj nie było żadnych psów, wręcz przeciwnie Klubokawiarnia była oazą dla kotów. Mieszkały w niej bowiem na stałe trzy, każdy należał do innego Figga. Nora postanowiła je jednak na czas przyjęcia zamknąć w części mieszkalnej, bo kto wie, co za pomysły mogły im przyjść do głowy. W szczególności Lady, która była jej kotem, a zarazem kocim dzieciakiem, więc trzeba było ją jeszcze nieco ułożyć. Nie to co Salem - jak się okazało wspaniały przedsiębiorca, zabawiacz gości, zwierzę wielu talentów, który był jej towarzyszem do czasu Beltane, gdzie zginął śmiercią tragiczną.
Dzwonek zapewne zostanie przed Norkę wyciszony, tuż przed samym przyjęciem. Wiedziała, że może być dość irytujący, jednak przydawał się w sytuacjach, kiedy była tutaj sama i niknęła na zapleczu, gdzie dekorowała ciastka. Nie miała jeszcze tylu pracowników, że mogła sobie pozwolić na dłuższe przerwy i niestety musiała czuwać nad tym biznesem. Zresztą nie zakładała, że to miejsce okaże się być aż takim popularnym, przerosło to jej oczekiwania, oby tak dalej. Między innymi dlatego ciągle szukała nowych pracowników, powoli udawało jej się formować zespół, co ogromnie ją cieszyło. Czuła bowiem, że znajdzie prawdziwe perełki, które tak jak ona pokochają to miejsce. Zresztą jedną już znalazła.
- Ciężko to dopiero będzie. - Wolała założyć najgorsze. Wiadomo, jak to jest, przynajmniej nie było sporego rozczarowania, kiedy przychodziło niepowodzenie.
Przysunęła miskę bliżej chłopaka, kiedy sięgał w jej stronę. - Raczej pełny alkohol, chociaż z tego co słyszałam kobiety mogą być zainteresowane koktajlami, później pewnie będzie im wszystko jedno, ale na początku trzeba będzie się skupić. - Wiadomo, jak to jest wraz z wypitą ilością alkoholu ludzie przestawiali się przejmować, co jest im dolewane do szklanek, najważniejsze, aby znajdowało się to tam szybko.
- Trzeba będzie przynieść jedzenie z kuchni, ale na to trochę za szybko. Rozstawić szkło i wyciszyć ten cholerny dzwonek. - Powiedziała przenosząc spojrzenie na drzwi.