10.01.2024, 22:05 ✶
Podobno zwierzęta przypominają swoich właścicieli i uważam, że jest w tym wiele racji, choć na pewno nie wiem wszystkiego zarówno o kotach właścicielki kawiarni, jak i o samej kobiecie. W świecie mugoli wiele dało się ukryć, a co dopiero w naszym.
Czarnowidzenie kobiecie nerwy poszarga, ale niektórzy po prostu tacy byli i z bardzo się wszystkim przejmowali. Z drugiej strony biznes dalej był dość świeży i w niepełnym jeszcze składzie, a sukcesu niejeden lokal w okolicy mógł zazdrościć. Wysoka pozycja Nory w świecie kawiarnianym była jeszcze nieustabilizowana.
Pochwycone ciasto szybko zostało przeze mnie zamordowane szybkimi ugryzieniami. Jedno jednak ciasto musiało mi starczyć, na więcej pozwalać sobie nie powinienem.
Słuchałem jej i faktycznie niby nie było dużo do roboty, ale jednak dość ciężkie.
-To doniosę jeszcze kilka butelek wina.-pokiwałem głową do siebie. Tak na wszelki wypadek lepiej je mieć pod ręką niż później biegać i szukać.-I zajmę się szkłem.-bo szkło ciężkie... Aj, po takim skakaniu z życia mugoli do życia czarodziejów, czasami zapominałem, że waga przedmiotu nieraz nie ma znaczenia.
Wciągnąłem z opuszek palców okruszki po ciastku i ruszyłem za ladę, żeby tam przemyć dłonie, coby nie dotykać czystych naczyń ocukrzonymi i zatłuszczonymi palcami.
-Mam nadzieję, że wszyscy przyjdą w miarę jednocześnie, a nie, że zaczną się już schodzić za godzinę.-chwyciłem zmiotkę i podszedłem do kobiety, zaraz, zgarniając na szufelkę kilka zagubionych okruszków po cieście. W czasie imprezy nikt się nimi nie przejmie, ale po co syfić.-No i nie jedz ich tyle, brzuch cię rozboli, a musisz być w formie.-upomniałem ją delikatnie, wracając za bar, wyrzucając okruszki i jeszcze raz myjąc pazurzaste ręce.-Prosili cię o jakieś przemówienie?-rzuciłem głośno pytanie uciekając na zaplecze po naczynia. Wyniesienie i przetarcie ich chwilę zajmie.
Czarnowidzenie kobiecie nerwy poszarga, ale niektórzy po prostu tacy byli i z bardzo się wszystkim przejmowali. Z drugiej strony biznes dalej był dość świeży i w niepełnym jeszcze składzie, a sukcesu niejeden lokal w okolicy mógł zazdrościć. Wysoka pozycja Nory w świecie kawiarnianym była jeszcze nieustabilizowana.
Pochwycone ciasto szybko zostało przeze mnie zamordowane szybkimi ugryzieniami. Jedno jednak ciasto musiało mi starczyć, na więcej pozwalać sobie nie powinienem.
Słuchałem jej i faktycznie niby nie było dużo do roboty, ale jednak dość ciężkie.
-To doniosę jeszcze kilka butelek wina.-pokiwałem głową do siebie. Tak na wszelki wypadek lepiej je mieć pod ręką niż później biegać i szukać.-I zajmę się szkłem.-bo szkło ciężkie... Aj, po takim skakaniu z życia mugoli do życia czarodziejów, czasami zapominałem, że waga przedmiotu nieraz nie ma znaczenia.
Wciągnąłem z opuszek palców okruszki po ciastku i ruszyłem za ladę, żeby tam przemyć dłonie, coby nie dotykać czystych naczyń ocukrzonymi i zatłuszczonymi palcami.
-Mam nadzieję, że wszyscy przyjdą w miarę jednocześnie, a nie, że zaczną się już schodzić za godzinę.-chwyciłem zmiotkę i podszedłem do kobiety, zaraz, zgarniając na szufelkę kilka zagubionych okruszków po cieście. W czasie imprezy nikt się nimi nie przejmie, ale po co syfić.-No i nie jedz ich tyle, brzuch cię rozboli, a musisz być w formie.-upomniałem ją delikatnie, wracając za bar, wyrzucając okruszki i jeszcze raz myjąc pazurzaste ręce.-Prosili cię o jakieś przemówienie?-rzuciłem głośno pytanie uciekając na zaplecze po naczynia. Wyniesienie i przetarcie ich chwilę zajmie.