23.11.2022, 04:24 ✶
Z domu, który zamieszkiwała Emily Hill nie dochodziły żadne odgłosy. Firanki pozostały nieruchome. Ze środka nie docierały żadne, nawet stłumione dźwięki. Steward zmarszczył brwi, chyba spodziewał się, że nikogo nie zastanie w środku a jednocześnie i tak przez jego twarz przebiegł jakiś wyraz głębokiego rozczarowania. Pociągnął za klamkę, ale drzwi okazały się zamknięte.
Dopiero zaklęcie Brenny sprawiło, że zamek z cichym szczęknięciem ustąpił. Patrick posłał czarownicy pytające spojrzenie a potem nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. Te ustąpiły z pewnym trudem. Tuż pod samymi drzwiami natknęli się na pokaźny stosik nieodebranej korespondencji, ulotek i reklam.
Mężczyzna pociągnął nosem, ale z wnętrza nie dochodził żaden szczególnie przykry zapach. Śmierdziało może trochę stęchlizną i starym, zepsutym jedzeniem. Brenna za to niemal od razu poczuła, że nie była tu mile widzianym gościem. Wrażenie było dość silne i ostre. Dom odpychał ją od siebie, nie chciał by do niego zaglądała, traktował jak intruza, który próbował wtargnąć i zgłębić jego sekrety. A to nie były dobre sekrety.
- Mam nadzieję, że oni naprawdę wyjechali do jakiejś Francji na wakacje. Albo do Hiszpanii – wymamrotał Steward, zamykając za sobą i brygadzistką drzwi. – Albo może do Portugalii? – zastanowił się.
Nawet jeśli byli obserwowani przez sąsiadów, wolał by ci nie patrzyli na nich zbyt długo, kiedy sterczeli pod drzwiami Hillów.
W środku dom Emily sprawiał wrażenie całkiem nowoczesnego. Na parterze znajdowała się nieduża, ale zgrabna kuchnia (z tylnym wyjściem prowadzącym do ogrodu), łazienka, przestronny salon połączony z jadalnią, sypialnia i pralnia, z której można było przejść do garażu. Były tu również schody prowadzące na piętro.
Na korytarzu ułożono ciemny, drewniany parkiet a ściany zdobiła jasnozielona tapeta w niewielkie kwiaty. Znalazł się tu również biały komplet: sporych rozmiarów szafka na buty oraz wieszak na kurtki. Wisiał na nim żółty płaszcz przeciwdeszczowy i zielona, pikowana kamizelka (z kieszeni z której wystawały zielone rękawice ogrodowe).
Steward sapnął.
- Emily? Lyndon? – zawołał, ale niezbyt głośno, jakby robił to raczej z czystej grzeczności, niż żeby naprawdę wierzył, że jego zachowanie może przynieść jakiekolwiek efekty. Pewnie sterta kopert i gazet u ich stóp uświadomiła mu, że od pewnego czasu nikt nie odbierał korespondencji. – Rozejrzymy się po domu? Może będzie tu coś, co mogłoby… co mogłoby powiedzieć nam, gdzie oni właściwie wyparowali – opisał. – A jak się nie uda, to może mogłabyś sama coś zobaczyć swoim trzecim okiem.
Uczucie bycia niechcianym gościem nie minęło. Ten dom naprawdę nie chciał tu Brenny. Nie chciał też Stewarda, choć ten nie zdawał sobie z tego sprawy.
Dopiero zaklęcie Brenny sprawiło, że zamek z cichym szczęknięciem ustąpił. Patrick posłał czarownicy pytające spojrzenie a potem nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. Te ustąpiły z pewnym trudem. Tuż pod samymi drzwiami natknęli się na pokaźny stosik nieodebranej korespondencji, ulotek i reklam.
Mężczyzna pociągnął nosem, ale z wnętrza nie dochodził żaden szczególnie przykry zapach. Śmierdziało może trochę stęchlizną i starym, zepsutym jedzeniem. Brenna za to niemal od razu poczuła, że nie była tu mile widzianym gościem. Wrażenie było dość silne i ostre. Dom odpychał ją od siebie, nie chciał by do niego zaglądała, traktował jak intruza, który próbował wtargnąć i zgłębić jego sekrety. A to nie były dobre sekrety.
- Mam nadzieję, że oni naprawdę wyjechali do jakiejś Francji na wakacje. Albo do Hiszpanii – wymamrotał Steward, zamykając za sobą i brygadzistką drzwi. – Albo może do Portugalii? – zastanowił się.
Nawet jeśli byli obserwowani przez sąsiadów, wolał by ci nie patrzyli na nich zbyt długo, kiedy sterczeli pod drzwiami Hillów.
W środku dom Emily sprawiał wrażenie całkiem nowoczesnego. Na parterze znajdowała się nieduża, ale zgrabna kuchnia (z tylnym wyjściem prowadzącym do ogrodu), łazienka, przestronny salon połączony z jadalnią, sypialnia i pralnia, z której można było przejść do garażu. Były tu również schody prowadzące na piętro.
Na korytarzu ułożono ciemny, drewniany parkiet a ściany zdobiła jasnozielona tapeta w niewielkie kwiaty. Znalazł się tu również biały komplet: sporych rozmiarów szafka na buty oraz wieszak na kurtki. Wisiał na nim żółty płaszcz przeciwdeszczowy i zielona, pikowana kamizelka (z kieszeni z której wystawały zielone rękawice ogrodowe).
Steward sapnął.
- Emily? Lyndon? – zawołał, ale niezbyt głośno, jakby robił to raczej z czystej grzeczności, niż żeby naprawdę wierzył, że jego zachowanie może przynieść jakiekolwiek efekty. Pewnie sterta kopert i gazet u ich stóp uświadomiła mu, że od pewnego czasu nikt nie odbierał korespondencji. – Rozejrzymy się po domu? Może będzie tu coś, co mogłoby… co mogłoby powiedzieć nam, gdzie oni właściwie wyparowali – opisał. – A jak się nie uda, to może mogłabyś sama coś zobaczyć swoim trzecim okiem.
Uczucie bycia niechcianym gościem nie minęło. Ten dom naprawdę nie chciał tu Brenny. Nie chciał też Stewarda, choć ten nie zdawał sobie z tego sprawy.