To ona, Delilah, decydowała o tym, w jaki sposób będą przebiegać rodzinne spotkania. Niezależnie od chęci Nicholasa, zamierzała przywitać się z wnukiem w ten sam sposób, co zawsze. Zignorowała tym samym jego protesty. Nie stanowiło to żadnej nowości, nikogo nie powinno było zaskoczyć. Tak już miała. Pozostawała głucha, kiedy coś było jej nie na rękę; kiedy coś jej niekoniecznie odpowiadało. Z filiżanką w ręku, czekała aż Nicholas usiądzie. Nie śpieszyła się z tym, żeby zacząć rozmowę, wyjaśnić powód, dla którego zorganizowała to spotkanie. Kiedy wnuk zdecydował się skierować pytanie do ojca, od niego oczekując informacji, zacisnęła usta w wąską kreskę. Odstawiła filiżankę na niewielki talerzyk. Choć niezadowolenie się z niej wręcz wylewało, pozwoliła żeby to syn zabrał głos.
- Sprawa dotyczy Twojego brata, Theona. - Nevan zabrał głos w chwilę po tym, jak odstawił filiżankę na biurko i upewnił się, że faktycznie może odezwać się jako pierwszy. Dał matce dość czasu, żeby mogła się wtrącić, przejąć pałeczkę. Skoro się na to nie zdecydowała, zaczął wszystko tłumaczyć. - Od kilku dni nie mamy z nim kontaktu, nie odpowiada na listy. Sytuacja jest trochę problematyczna. Sam dobrze wiesz, co się wydarzyło na początku miesiąca. - znaczące spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości odnośnie tego, do czego Nevan nawiązywał. - Wolelibyśmy uniknąć ściągania na naszą rodzinę większej uwagi. Poza tym jest jeszcze kwestia Flintów, z którymi udało nam się wstępnie porozumieć w kwestii zaręczyn. William chciałby wyznaczyć jakieś daty, dopiąć ostatnie szczegóły, ale niestety, Twój brat zapadł się pod ziemię.
Po tych słowach, spojrzał w kierunku matki. Będzie chciała coś dodać od siebie czy na ten moment zachowa milczenie? Delilah potrafiła dość długo prezentować swoje niezadowolenie, tylko czy teraz powinna sobie pozwalać na takie zachowanie? W tym konkretnym momencie?
- Udało mi się na ten moment dowiedzieć, że nie pojawił się od kilku dni w pracy. Twoja kuzynka, Selina potwierdziła, że nie korzystał też w ostatnim czasie z pomocy medycznej w Mungu. - mimo swojego wyraźnego niezadowolenia, babka zdecydowała się dorzucić tych kilka informacji, do których udało jej się dotrzeć. Miała na to swoje sposoby. Na dłuższą metę ciężko było ukryć przed nią... cóż, cokolwiek. Z pewnością wiele robiły tutaj pieniądze, na których brak staruszka nie mogła narzekać. - Zadbałam o to, żeby jego nieobecność nie budziła wątpliwości, ale musimy dowiedzieć się, co z nim jest, żeby jakoś to wszystko poukładać. W tym przypadku... - skinęła głową w kierunku Nevana, dając synowi znak, że to on powinien kontynuować. Był w tych kwestiach lepiej zorientowany. Ona sama nie chciała wiedzieć, nie chciała mieć z tym wszystkim związku. Nie była wciąż w pełni przekonana co do drogi, którą chcieli podążać niektórzy spośród jej bliskich.
- Podejrzewamy, że jego nieobecność może mieć związek z dodatkową... działalnością. Musimy spróbować dowiedzieć się czegokolwiek na temat jego ostatnich aktywności. - ojciec unikał nazywania rzeczy po imieniu. Choć sam nie krytykował, a niekiedy mówił nawet głośno o potrzebie zmian w kraju, nie chciał określać swojego stanowiska. Nie był skłonny tak ryzykować, nawet w obecności zaledwie dwóch, bliskich sobie osób. Własnych krewnych. Matki oraz syna.
- Jeśli wiesz coś na ten temat, Nick, powinieneś nam powiedzieć. - na samym końcu, swoje dwa knuty dodała Delilah. Niebieskie oczy zdawały mówić, że nie zamierzała odpuścić. Zrezygnować w szukania odpowiedzi. Może w jakiejś mierze wynikało to z tego, iż młodszy z braci Travers był niewątpliwie jej ulubieńcem? A przynajmniej tak to dawało się czasem odczuć.