To ciekawe rozmyślenia, bo czy właściwie właściciele przypominali swoje zwierzęta, czy one je? Nie było to istotne, ale na pewno miało jakiś sens. Nowa kotka Nory wydawała się być idealnym odwzorowaniem jej w kocim ciele. Była malutka, słodziutka niczym lukier. Sama Figg miała zielone, kocie oczy, więc również coś poza sympatią łączyło ją z tymi stworzeniami.
Jeśli chodzi o sprawy klubokawiarni to Norka bardzo mocno się nimi przejmowała. Wiele lat pracowała na to, by otworzyć to miejsce, musiało więc być idealne. Nie ukrywała wcale, że bardzo jej zależało na tym, aby wszystko działało jak w zegarku, chociaż ogólnie była naprawdę wyrozumiałą szefową i na wiele rzeczy przymykała oko. Czasem jednak nie potrafiła ukryć swojego zdenerwowania, dzisiaj był właśnie jeden z takich dni. Przez to również zajadała się tymi ciastkami, normalnie raczej rzadko kiedy można było zobaczyć ją jedzącą słodycze.
- Dziękuję, w takim wypadku, ja zajmę się dzwonkiem i zaraz zacznę przynosić jedzenie. - Podzielenie się zadaniami było dość istotne, bowiem dobrze było mieć wszystko zaplanowane, właściwie to chyba w każdej dziedzinie życia lubiła planować, chociaż nie zawsze jej to wychodziło, mimo to nadal starała się to robić.
- Najlepiej by było, wtedy od razu zajęliby się sobą i nie trzeba będzie ich zabawiać. - Lubiła rozmawiać z ludźmi, jednak czasem nie umiała sobie poradzić z tym, aby zabawiać wszystkich równocześnie, dlatego prościej by było, gdyby sami zajęli się sobą.
Kiedy wspomniał, żeby tyle nie jadła zatrzymała w locie swoją rękę, w której trzymała ciastko. Nie zauważyła tego wcześniej, był to zwyczajny odruch nad którym nie panowała. Miała jednak świadomość, że nasila się u niej w stresowych sytuacjach, także zrozumiała skąd się jej to wzięło. - Możesz mieć rację. - Nie bała się tego, że rozboli ją brzuch, a tego, że pójdzie jej to w biodra, bo miała tendencje do tycia, wolałaby uniknąć zostania małą, turlającą się kulką.
- Na całe szczęście mnie nie prosili, chyba sami mają coś do powiedzenia, to dziesiąta rocznica ślubu, ponoć zleciało im całkiem szybko. - Sama nie do końca potrafiła sobie wyobrazić, jak można być z kimś tyle lat, zresztą nigdy nie była w żadnym związku, nie licząc tego krótkiego wakacyjnego, po którym została jej pamiątka w postaci Mabel, od tego czasu trzymała się od mężczyzn z daleka i bała się nawiązać jakąkolwiek relację.
- Nie ma co gadać, zróbmy swoje, to będziemy mogli siedzieć i na nich czekać. - Ruszyła w stronę tego dzwonka przy drzwiach, machnęła różdżką, żeby go wyciszyć, aby ich nie denerwował.