11.01.2024, 21:00 ✶
Stłuczony kufel rozjechał się szklanymi kawałkami w każdy kąt kuchni wywołując w niej poruszenie jakiego dawno tu nie było. Dzisiaj był TEN mecz, dużo klientów się zeszło, serwowanie alkoholu odbywało się niemalże cały czas, chyba, że akurat w telewizji odbywała się bardziej wyjątkowa akcja lub było blisko gola, wtedy spojrzenia wszystkich kierowały się na...
-Dopiero tu sprzątałem, nie będę znów zamiatać po tobie!-krzyknąłem na palanta co zamiast brać rozsądną liczbę kufli w łapy, brał w zęby pod pachy i jakby mógł to by sobie na głowę stawiał.
-Ja to ci zaraz zamiotę ryj. Pilnuj swojego nosa. Będzie mnie jakiś żółty pouczał!-odkrzyknął, odstawiając z huknięciem naczynia na blat i zaraz oberwał w pierś miotłą jaką rzuciłem w jego kierunku. Kolejny raz mam jego syf sprzątać, ja podziękuję. Może i ciężko mi rozmowę utrzymać, ale na pewno nie dam sobą aż tak pomiatać, skończyły się czasy Akademii, już nie mówiąc o tym, że dopingowała mnie cała masa stresu, bo życie jak to życie raz pogłaszcze, raz w dupę kopnie.
Mężczyzna podwijał już rękawy, ja rzuciłem ścierkę na szafkę i wtedy i on i ja jak te dwa wściekłe psy zostaliśmy wyciągnięci z chęci walki jednym krótkim krzykiem szefa.
-Tej! A won mi na bar, jak tu burdy chcesz robić!-pchnął mnie w ramię w stronę drzwi. Zgarnąłem na szybko kolejną, czystą ścierkę i ruszyłem do wyjścia na salę.-A ty sprzątaj ten burdel. Kolejny stłuczony, z wypłaty ci odliczę.-usłyszałem jeszcze tylko kątem ucha i z krzywym uśmiechem pod nosem wylazłem do ludzi.
Zerknąłem na dziewczynę, co właśnie uciekała do kuchni.
-Facet z nosem piwo. Idę po frytki, rozlicz go.-mruknęła zostawiając mnie samego z tłumem co właśnie się zerwał do wiwatu zakończonego zawiedzionym pomrukiem. Nie tłum jednak przyciągnął moją uwagę, a facet, który został dość dobrze opisany przez dziewczynę. Nos, później oczy i usta...
Westchnąłem ciężko, pociągnąłem nosem i podszedłem do lady.
-Frytki i piwo, tak? 6£.-rzuciłem mu cenę, gotów przyjąć zapłatę i jeśli tylko podał mi pieniądze, schowałem je bezpiecznie.-Chłodzone?-zapytałem się jeszcze, po czym podałem mu takie jakie chciał. W tym samym czasie przybyły również frytki i mogłem je elegancko zaserwować klientowi prosto pod sam nosek. A zapach aż mi przypomniał o tym, że pominąłem obiad.
Moja ukochana ścierka dalej przy mnie była, więc zwinąłem ją i przetarłem na szybko blat, opierając się o niego obiema rękoma i patrząc na telewizor, który zbierał się do kolejnych krzyków. Raz... Dwa... Trzy... I darcie mordy. Aż skrzywiłem się na taki hałas.
-Komu Pan kibicuje?-zapytałem mężczyznę sam nie wiem po co i na co, bo czy to moja sprawa? Może to przez nerwy i skoro nie mogłem się wyżyć przy sprzątaniu i zamiataniu, to chociaż zajmę sobie czymś uwagę.
-Dopiero tu sprzątałem, nie będę znów zamiatać po tobie!-krzyknąłem na palanta co zamiast brać rozsądną liczbę kufli w łapy, brał w zęby pod pachy i jakby mógł to by sobie na głowę stawiał.
-Ja to ci zaraz zamiotę ryj. Pilnuj swojego nosa. Będzie mnie jakiś żółty pouczał!-odkrzyknął, odstawiając z huknięciem naczynia na blat i zaraz oberwał w pierś miotłą jaką rzuciłem w jego kierunku. Kolejny raz mam jego syf sprzątać, ja podziękuję. Może i ciężko mi rozmowę utrzymać, ale na pewno nie dam sobą aż tak pomiatać, skończyły się czasy Akademii, już nie mówiąc o tym, że dopingowała mnie cała masa stresu, bo życie jak to życie raz pogłaszcze, raz w dupę kopnie.
Mężczyzna podwijał już rękawy, ja rzuciłem ścierkę na szafkę i wtedy i on i ja jak te dwa wściekłe psy zostaliśmy wyciągnięci z chęci walki jednym krótkim krzykiem szefa.
-Tej! A won mi na bar, jak tu burdy chcesz robić!-pchnął mnie w ramię w stronę drzwi. Zgarnąłem na szybko kolejną, czystą ścierkę i ruszyłem do wyjścia na salę.-A ty sprzątaj ten burdel. Kolejny stłuczony, z wypłaty ci odliczę.-usłyszałem jeszcze tylko kątem ucha i z krzywym uśmiechem pod nosem wylazłem do ludzi.
Zerknąłem na dziewczynę, co właśnie uciekała do kuchni.
-Facet z nosem piwo. Idę po frytki, rozlicz go.-mruknęła zostawiając mnie samego z tłumem co właśnie się zerwał do wiwatu zakończonego zawiedzionym pomrukiem. Nie tłum jednak przyciągnął moją uwagę, a facet, który został dość dobrze opisany przez dziewczynę. Nos, później oczy i usta...
Westchnąłem ciężko, pociągnąłem nosem i podszedłem do lady.
-Frytki i piwo, tak? 6£.-rzuciłem mu cenę, gotów przyjąć zapłatę i jeśli tylko podał mi pieniądze, schowałem je bezpiecznie.-Chłodzone?-zapytałem się jeszcze, po czym podałem mu takie jakie chciał. W tym samym czasie przybyły również frytki i mogłem je elegancko zaserwować klientowi prosto pod sam nosek. A zapach aż mi przypomniał o tym, że pominąłem obiad.
Moja ukochana ścierka dalej przy mnie była, więc zwinąłem ją i przetarłem na szybko blat, opierając się o niego obiema rękoma i patrząc na telewizor, który zbierał się do kolejnych krzyków. Raz... Dwa... Trzy... I darcie mordy. Aż skrzywiłem się na taki hałas.
-Komu Pan kibicuje?-zapytałem mężczyznę sam nie wiem po co i na co, bo czy to moja sprawa? Może to przez nerwy i skoro nie mogłem się wyżyć przy sprzątaniu i zamiataniu, to chociaż zajmę sobie czymś uwagę.