Nie była w stanie być za bardzo wymagającą szefową. Na pewno od siebie samej wymagała więcej, niż od wszystkich pracowników razem wziętych, była krytyczna przede wszystkim wobec siebie. Nie było to do końca zdrowym podejściem, ale tak już miała. Od zawsze brała odpowiedzialność na swoje barki. Najpierw opiekowała się swoim młodszym rodzeństwem, wyręczając przy tym swoich rodziców, później zajmowała się pierwszakami w Hogwarcie, aż, gdy ledwie zakończyła edukację musiała zająć się swoją własną córką, zupełnie sama, bez żadnej pomocy. Nauczyło ją to odpowiedzialności, przyzwyczaiło do tego, że musi radzić sobie sama, zawsze, chociaż miała obok siebie przyjaciół, nigdy sama nie prosiła o pomoc. Nie chciała być niczyim problemem, przez to też, nieco lekko podchodziła do tematu swoich pracowników. Może też trochę uważała, że sama wszystko zrobi najlepiej i mimo, że im płaciła, to zazwyczaj była gdzieś obok, aby móc na wszystko patrzeć i mieć pod kontrolą.
- Oj tak, za szybko. - Wiele by dała, żeby zatrzymać czas i móc się nacieszyć tym wszystkim na spokojnie, no ale się nie dało. Dni mijały, okropnie szybko, jeden za drugim i nic nie mogła z tym zrobić.
Udało jej się zaczarować dzwonek, sprawdziła to jeszcze otwierając i zamykając drzwi, zamilknął na czas imprezy. Jeden problem z głowy. Mogła się zająć kolejnym zadaniem.
Przystanęła w miejscu, gdy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. Nie miał nic w lodówce. Okropnie ją to zmartwiło, bo nie mogła dopuścić do tego, aby ktokolwiek chodził głodny, to nie mieściło się w jej głowie. - Wiesz, że możesz zawsze zjeść tutaj i zabrać coś do domu. - Nie dopuści do tego, aby ktokolwiek z tego miejsca wychodził głodny. - Zawsze przygotowuję zamówienia z nadwyżką, także się nie krępuj, oczywiście z rozsądkiem, bo nie mogę pozwolić sobie na to, żeby zabrakło jedzenia dla gości. - Wolała to podkreślić, bo wiedziała, że młodzi mężczyźni mają spore możliwości, jeśli chodzi o ilość pożywienia, które są w stanie pochłonąć.
Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, gdy zadał dosyć niewygodne dla niej pytanie. Nie miała pojęcia, jak na nie odpowiedzieć. - Da się w ogóle szukać męża? - W końcu to nie było takie proste, nie było sklepów, w których można było sobie kupić jakiś idealny model. Zresztą Norka nie była w stanie do siebie nikogo dopuścić, uważała, że jest skazana na samotność, przynajmniej jeśli chodzi o relacje miłosne. - Przypomnę ci tylko, że nie jestem atrakcyjną partią, mam ośmioletnie dziecko, które wychowuję sama, jest to idealny odstraszacz dla ewentualnych kandydatów, zresztą świetnie sobie radzę sama. - Dodała jeszcze, żeby nie było, że narzeka na swój los, przywykła do tego, pewnie trudno byłoby jej zmienić tok myślenia, chociaż ostatnio czasem zastanawiała się, jakby to było, i czy jest jeszcze dla niej nadzieja. Nie miała jednak czasu na takie głupoty.