11.01.2024, 22:57 ✶
Chyba to co powiedziałem źle zabrzmiało. To nie tak, że głoduję, po prostu zapomniałem zrobić zakupów. Jeżdżenie to tu to tam, mieszkanie, dom, praca. Zamotałem się zwyczajnie i zgubiłem w dniach tygodnia.
-Nie no nie będę aż taki.-zaśmiałem się lekko niezręcznie. Nie chciałem, żeby aż taką łaskę mi dawała i musiała upominać o zostawieniu czegoś dla gości. Dziwnie mi się zrobiło.
Zaraz kolejny idiotyzm wyciekł z moich usta, ale jej pytanie było...
-Chyba tak...-zmarszczyłem brwi w namyśle.-Ludzie szukają.-chciałem podać siebie za przykład, ale czy ja szukam? Zaraz, jak męża ja, jasne. Tak czy inaczej się chyba da szukać? Teraz jednym pytaniem kobieta zburzyła mi całą filozofię życia. Zaraz też dodała kolejne wytłumaczenia. Dziecko niby tak, ale ma też udany biznes, choć to też niektórzy mężczyźni mogliby uznać za zagrożenie dla ich godności.
-W to nie wątpię.-uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do naczyń trochę też żeby i ratować siebie od kompromitacji.
Szkło zabłysło krzywo w jednym z kieliszków. Złapałem go w dłoń, przyjrzałem mu się, przetarłem ścierką, raz, drugi, trzeci, przesunąłem paznokciem, czując jak ten wpada w niewielką rysę na szkle, blokuje się na niej i leci dalej gdy w końcu z niej uciekł.
Obmacałem się po bokach, ale no tak... Spojrzałem znużonym spojrzeniem na bar z myślą, że gdzieś tam jest moja torba i różdżka.
-Jeden jest nadpęknięty.-poinformowałem ją, odstawiając naczynie na bok. Zwykłe Reparo powinno podziałać, w końcu nie takie rzeczy to zaklęcie potrafi składać w całość.-Inne chyba są w porządku.-dodałem, przyglądając się kolejnym elementom zastawy.
-W sumie... Masz jakieś plany dla kawiarni za dwa tygodnie? Planowałem pojechać do rodziny. Nic pilnego, więc jak potrzebujesz mnie tu, to zostanę.-zagadałem. Przyszykowałem ojcu nowe mazidła i świece, testowałem je już na sobie i dają sporą ulgę przy bólach głowy, więc może i jemu pomogą. Nie chciałem się jednak aż tak tym wszystkim chwalić, w końcu to rodzinne sprawy, ale kobieta wiedziała, że mam rodzinę nie aż tak daleko i czasami muszę im pomagać.
-Nie no nie będę aż taki.-zaśmiałem się lekko niezręcznie. Nie chciałem, żeby aż taką łaskę mi dawała i musiała upominać o zostawieniu czegoś dla gości. Dziwnie mi się zrobiło.
Zaraz kolejny idiotyzm wyciekł z moich usta, ale jej pytanie było...
-Chyba tak...-zmarszczyłem brwi w namyśle.-Ludzie szukają.-chciałem podać siebie za przykład, ale czy ja szukam? Zaraz, jak męża ja, jasne. Tak czy inaczej się chyba da szukać? Teraz jednym pytaniem kobieta zburzyła mi całą filozofię życia. Zaraz też dodała kolejne wytłumaczenia. Dziecko niby tak, ale ma też udany biznes, choć to też niektórzy mężczyźni mogliby uznać za zagrożenie dla ich godności.
-W to nie wątpię.-uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do naczyń trochę też żeby i ratować siebie od kompromitacji.
Szkło zabłysło krzywo w jednym z kieliszków. Złapałem go w dłoń, przyjrzałem mu się, przetarłem ścierką, raz, drugi, trzeci, przesunąłem paznokciem, czując jak ten wpada w niewielką rysę na szkle, blokuje się na niej i leci dalej gdy w końcu z niej uciekł.
Obmacałem się po bokach, ale no tak... Spojrzałem znużonym spojrzeniem na bar z myślą, że gdzieś tam jest moja torba i różdżka.
-Jeden jest nadpęknięty.-poinformowałem ją, odstawiając naczynie na bok. Zwykłe Reparo powinno podziałać, w końcu nie takie rzeczy to zaklęcie potrafi składać w całość.-Inne chyba są w porządku.-dodałem, przyglądając się kolejnym elementom zastawy.
-W sumie... Masz jakieś plany dla kawiarni za dwa tygodnie? Planowałem pojechać do rodziny. Nic pilnego, więc jak potrzebujesz mnie tu, to zostanę.-zagadałem. Przyszykowałem ojcu nowe mazidła i świece, testowałem je już na sobie i dają sporą ulgę przy bólach głowy, więc może i jemu pomogą. Nie chciałem się jednak aż tak tym wszystkim chwalić, w końcu to rodzinne sprawy, ale kobieta wiedziała, że mam rodzinę nie aż tak daleko i czasami muszę im pomagać.