Tak. Wymówki. Chcąc udowodnić swojej rodzinie, że się sprawdza, spełnia i potrafi. Pracował do oporu. Brał dodatkowe zmiany. Zostawał na nocnych dyżurach. Ale wiedział, że nie mógł przesadzać. Organizm też potrzebował odpocząć. W tym roku próbował to zmienić. Zbyt często bywał zmęczony. Ta praca nie była tym, co by chciał robić w życiu. Rodzina jeszcze czekała na to, aż złoży on papiery na ubieganie się o tytuł ordynatora. Kolejne szkolenia i edukacja. Po co mu to, kiedy widział możliwość pracy w innym miejscu? Czekał tylko na możliwości złożenia papierów. Jak będzie na to gotowy.
Camille go przejrzała.
Zawahał się. Nawet podrapał po tyle głowy, rozmasowując zaraz kark. Już nie wiedział jak się wytłumaczyć. Nie byli jedynymi uzdrowicielami w szpitalu a tymi, którzy dawno powinni wracać do domu, bowiem koledzy i koleżanki przyszli już na swoje popołudniowe zmiany. Oni mogli się już zająć nowymi przypadkami. Ale nie. Bo skoro Laurence był jeszcze na miejscu i pod ręką, skorzystali z jego pomocy i umiejętności związanych z leczeniem zatruć. Co miał zrobić? Życie ludzkie jest ważniejsze.
- Tak, ale zostaje na obserwacji.
Odpowiedział z westchnięciem. Podał eliksir, uleczył co mógł, ale obserwacja ma sprawdzić, czy podany eliksir zadziała prawidłowo i czy dzieciak nie ma czasem uczulenia na jakiś składnik. Matka chłopca twierdziła, że nie ma uczuleń, ale czasami takie rzeczy wychodzą podczas badań, podawania czegoś i leczenia. A z grzybkami to można różnie przeholować.
Koleżanka oznajmiła mu w odpowiedzi, że skończyła właśnie pracę. Choć widocznie też miała w tym dniu trudny przypadek. Klątwy to tak samo paskudna sprawa, jak z truciznami. Nigdy nie wiesz jak zadziałają na pacjenta. Z jakim ryzykiem na ich życia.
- Czyli też miałaś ciężkie wyzwanie.Skomentował krótko jej przypadek. Przy okazji rozpiął swój kitel medyczny i schował ręce do kieszeni spodni. Zaraz pójdzie do swojego biura zostawić go w szafce, zabrać rzeczy i udać do domu. Choć Camille dała interesującą propozycję o wyjście na obiad.
Dostrzegł do jej subtelne spojrzenie, jakby chyba chciała go zaprosić? Także skupiał się bardziej na pracy niżeli własnych potrzebach. Stąd widoczna była momentami u niego niedowaga.
Ich rozmowa została przerwana przez niespodziewany huk dochodzący z parteru. Laurence spoważniał od razu i spojrzał porozumiewawczo na Camille. Nie zastanawiając się dłużej, skierował kroki w stronę schodów aby biegiem dostać się na parter, żeby zobaczyć co się wydarzyło. Mógłby skorzystać z teleportacji, ale chciał oszczędzić swojemu żołądkowi helikoptera. Udał się tam, skąd mógł dochodzić dźwięk, jakby coś wielkiego się miało przewrócić. Zapewne nie tylko on mógł skierować się w to miejsce.
Czy Camille poszła za nim?