23.11.2022, 05:06 ✶
Jak na jej gust, to piekarnik mógł sobie stawać w środku balu w płomieniach. Znaczy... byłoby to wydarzenie niewątpliwie nieoczekiwane i niepożądane, jednak przynajmniej wtedy na pewno nic by się w nim nie znajdowało. Wszystko wtedy powinno być już na stołach, wystawione do użytku gości, a skrzaty na pewno by sobie dały radę w razie ewentualnego zaprószenia ognia. Wiadomo, Dora nikomu źle nie życzyła, szczególnie Longbottomom, ale o wiele bardziej w tym momencie zależało jej na sukcesie jej tartaletek.
- Zawsze zastanawiało mnie nieco... - zapauzowała na chwilę, zastanawiajac się jakich słów użyć - Skąd ludzie wiedzą, że będzie im ze sobą dobrze. W sensie... po ślubie. Razem w domu. Nie wszyscy mają tak długi staż jak Cedric i Danny - cofnęła łyżkę. Nigdy do końca nie rozumiała meandrów szeroko pojętej miłości i związków. Koncept czystokrwistych małżeństw natomiast, często podszytych chęcią zysku, zwiększenia wpływów lub umocnienia pozycji, była dla niej tym bardziej abstrakcyjna. Oczywiście, te kwestie nie dotyczyły Lupina i Bagshot, ale im więcej o nich myślała, tym bardziej zbaczała nieco na inny tor, ten bardziej jej odległy i tajemniczy. - A ty? Nie myślałeś o małżeństwie? - zapytała, zupełnie niewinnie, uznając to za naturalną kolej rzeczy w tej rozmowie. Nigdy się nad tym poważnie nie zastanawiała, bo Erika bardzo często traktowała jak starszego brata, podobnie jak Brennę jako starszą siostrę, ale odnosiła wrażenie, że powinien być uważany raczej za dobrą partię, jeśli chodzi o Angielską społeczność czarodziejów. Bogaty, dobrze urodzony, brygadzista z okładki.
Wytarła ręce w ścierkę, odwracając się w kierunku piekarnika, i łapiąc za tacki nieupieczonych jeszcze tartaletek, by zapakować je do środka. Czujnym spojrzeniem wróciła do Longbottoma, przez moment oceniając odległość w którym ustawił krzesło. - Jeszcze z pięć centymetrów do tyłu - stwierdziła niby to poważnie, ale z przekorą czającą się w kącikach ust. Oczywiście, nie mówiła poważnie, bo też nie sądziła, że te pięć centymetrów mogłoby ich uchronić od jakiejkolwiek katastrofy, którą 'poltergeist' mógłby mieć dla nich zaplanowaną.
- Tak! Brenna pomogła mi wybrać taką ładną sukienkę. Ma taki głęboki, niebieski kolor i jest z takiego mięciutkiego materiału, który tak przyjemnie się dotyka - odparła wyraźnie podekscytowana, oczyma wyobraźni widząc już rzeczoną kreację. Oczywiście, miała wybraną też biżuterię, ale była ona raczej skromna i niebędąca gwoździem programu. A przynajmniej nie dla niej. - A jakie masz do wyboru? Może ci pomogę, co? Po pierwsze - co na siebie założysz? Dobrze by było, gdyby pasowały do reszty - wręcz zatarła ręce, gotowa w pełni oddać się zadaniu odpowiedniego odziania Erika na zbliżający się bal.
- Zawsze zastanawiało mnie nieco... - zapauzowała na chwilę, zastanawiajac się jakich słów użyć - Skąd ludzie wiedzą, że będzie im ze sobą dobrze. W sensie... po ślubie. Razem w domu. Nie wszyscy mają tak długi staż jak Cedric i Danny - cofnęła łyżkę. Nigdy do końca nie rozumiała meandrów szeroko pojętej miłości i związków. Koncept czystokrwistych małżeństw natomiast, często podszytych chęcią zysku, zwiększenia wpływów lub umocnienia pozycji, była dla niej tym bardziej abstrakcyjna. Oczywiście, te kwestie nie dotyczyły Lupina i Bagshot, ale im więcej o nich myślała, tym bardziej zbaczała nieco na inny tor, ten bardziej jej odległy i tajemniczy. - A ty? Nie myślałeś o małżeństwie? - zapytała, zupełnie niewinnie, uznając to za naturalną kolej rzeczy w tej rozmowie. Nigdy się nad tym poważnie nie zastanawiała, bo Erika bardzo często traktowała jak starszego brata, podobnie jak Brennę jako starszą siostrę, ale odnosiła wrażenie, że powinien być uważany raczej za dobrą partię, jeśli chodzi o Angielską społeczność czarodziejów. Bogaty, dobrze urodzony, brygadzista z okładki.
Wytarła ręce w ścierkę, odwracając się w kierunku piekarnika, i łapiąc za tacki nieupieczonych jeszcze tartaletek, by zapakować je do środka. Czujnym spojrzeniem wróciła do Longbottoma, przez moment oceniając odległość w którym ustawił krzesło. - Jeszcze z pięć centymetrów do tyłu - stwierdziła niby to poważnie, ale z przekorą czającą się w kącikach ust. Oczywiście, nie mówiła poważnie, bo też nie sądziła, że te pięć centymetrów mogłoby ich uchronić od jakiejkolwiek katastrofy, którą 'poltergeist' mógłby mieć dla nich zaplanowaną.
- Tak! Brenna pomogła mi wybrać taką ładną sukienkę. Ma taki głęboki, niebieski kolor i jest z takiego mięciutkiego materiału, który tak przyjemnie się dotyka - odparła wyraźnie podekscytowana, oczyma wyobraźni widząc już rzeczoną kreację. Oczywiście, miała wybraną też biżuterię, ale była ona raczej skromna i niebędąca gwoździem programu. A przynajmniej nie dla niej. - A jakie masz do wyboru? Może ci pomogę, co? Po pierwsze - co na siebie założysz? Dobrze by było, gdyby pasowały do reszty - wręcz zatarła ręce, gotowa w pełni oddać się zadaniu odpowiedniego odziania Erika na zbliżający się bal.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.