Eleonora powoli przyzwyczajała się do nowej codzienności. Dni mijały jej bardzo pracowicie i szybko. Nie spodziewała się, że zainteresowanie cukiernią okaże się być aż takie duże. Właściwie ogromnie ją to cieszyło. W końcu o to jej chodziło. Powodowało jednak też to, że miała ogrom pracy. Zaczynała się bać, że może zbyt wiele wzięła na siebie samą. Jeśli tak dalej pójdzie, będzie musiała znaleźć kogoś do pomocy. Te dwa tygodnie były bardzo intensywne, niewiele sypiała. Wstawała kilka godzin przed wschodem słońca, aby wszystkie wypieki były gotowe na nowy dzień. Na całe szczęście miała wydzielone mieszkanie z tyłu piętra, także mogła spędzać tu całe dnie i noce, gdy wynikała taka potrzeba. Klubokawiarnia działała do późna, Norka na razie nie myślała o tym, że mogłaby zmienić profil działalności, zyski, które przychodził dzięki sprzedaży alkoholu były na równym poziomie, co te z porannej, cukierniczej aktywności.
Klienci kręcili się w tym miejscu od tych najbardziej porannych godzin. Norka witała każdego z uśmiechem na twarzy. Co uważniejszy obserwator mógł dostrzec sińce pod oczami, najwyraźniej nie sypiała ostatnio najlepiej - nie miała na to czasu. Nikt nie mówił, że na własnej działalności będzie prosto. Zdawała sobie z tego sprawę, do tego wszystkiego dochodziło jeszcze wychowywanie Mabel, na szczęście jej rodzice angażowali się w to nawet i zabierali córkę do siebie na weekendy, aby wtedy Figg mogła mieć więcej czasu dla siebie, choć właściwie czy dla siebie? Poświęcała go dla tego miejsca.
Usłyszała dzwonek. Kolejna osoba pojawiła się w środku. Norka podniosła głowę znad ciastek, które dekorowała różowym lukrem. Czekała, aż mężczyzna podejdzie do lady. Właściwie wydawało jej się, że go skądś zna. Może z gazet? Próbowała połączyć twarz z imieniem i nazwiskiem, szło jej to raczej dość opornie. Twarz miała uśmiechniętą, w przeciwieństwie do Elliotta, kobieta była ubrana w krótką, jasnoróżową sukienkę w kwiaty w kolorze fuksji. Jej aparycja była równie barwna, co to miejsce. Włosy miała upięte do góry, jedynie kilka kosmyków niesfornie spadało jej na twarz. Nie mogła dopuścić do tego, by przypadkiem włos trafił do jedzenia.
Kiedy Malfoy już dotarł do niej posłała mu przyjazny uśmiech na przywitanie. Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że jest ona naprawdę łagodną kobietą, biło z niej dobro, którego nie dało się nie zauważyć. - Ach tak! Pogoda, wspaniała.- Odparła i spojrzała za mężczyznę. Była tak zaaferowana zdobieniem ciastek, że nawet tego nie zauważyła. - Dzień dobry! Wydaje mi się, że skądś pana znam.- Może nie powinna o tym mówić, no ale skoro już powiedziała, to zamierzała w to brnąć dalej. - Pan Fortinbras Malfoy?- Rzekła dosyć niepewnie. Ostatnio rozmawiała na temat tej rodziny z Erikiem, o ile wszystko dobrze zapamiętała, to musiało być właśnie tak. Musiała dobrze zapamiętać, prawda?
- Tak? Chętnie odpowiem na pana pytanie, oczywiście jeśli tylko będę w stanie.- Zapewne, jak większość zapyta o to, który ze swoich wypieków poleca najbardziej. Norka przyglądała mu się uważnie, próbując dopasować do niego któreś ze swoich słodkości. Może tarta cytrynowa? Nie taka oczywista, a miała wrażenie, że Elliott nie lubi prostoty. - Znajomemu?- Norka zmrużyła oczy, czyli jednak nie trafiła. No cóż, zdarzało się nawet najlepszym. - Myślę, że będę w stanie znaleźć coś odpowiedniego.- Zaczęła przyglądać się wypiekom, które znajdowały się na ladzie, a było tego sporo.
Kiedy zaczął mówić dalej - zamarła. Wyraz twarzy jej się zmienił, Erik był dla niej ważny. Wiele osób mogło wiedzieć, że się przyjaźnią, zresztą nigdy tego jakoś specjalnie nie ukrywali. Tyle, że czasy były niepewne i bała się, że ten mężczyzna stojący tuż przed nią może chcieć skrzywdzić Longbottoma. Przypomniała sobie jednak słowa przyjaciela, Erik uważał, że są porządnymi ludźmi, czy to wystarczyło, by w to uwierzyła? Cóż, miała pewność, że Longbottom nie rzucał słów na wiatr, jego opinia musiała być spowodowana doświadczeniem. - Nie tyle, że kojarzę, Erik jest moim przyjacielem.- Zamierzała to podkreślić, chciała, żeby ten tutaj wiedział, że Longbottom jest dla niej ważny. - Erik uwielbia tartę z malinami, bezy, właściwie to z moich obserwacji mogę stwierdzić, że zje wszystko, co ma w sobie choć odrobinę cukru.- Oczywiście nie było w tym nic złego, jednak był słabym testerem nowych przepisów, gdyż wszystko mu smakowało, zresztą to samo było z jego siostrą.
- Myślę, że mógłby pan dla niego kupić te tarteletki z owocami, nie są zbyt oczywiste.- Dodała jeszcze. W końcu był jej klientem, musiała mu dobrze doradzić, żeby tu wrócił.