Magiczne stworzenia. Piękniejsze niż zwyczajne zwierzęta zamieszkujące planetę. Świat magiczny potrafił być niesamowity. Abraksany, podobne do Granianów. Końskich stworzeń zamieszkujących Norwegię. Były do siebie podobne, ale jednak coś ich wyróżniało. Stojąc w bezpieczniej odległości, ale blisko abraksanów, Nicholasa bardziej interesował z tych dwóch Michael. Jak się jednak okazało, to nie z nim przyjdzie mu pierwsza lekcja przejażdżki. A z kolei Gabrielem. To dlatego został mu przedstawiony. No nic. Może niech tak zostanie. Większe będzie miał szanse na przeżycie.
Dla Laurenta, te magiczne stworzenia były w sumie wszystkim. Widać było jego przywiązanie i to jak o nie dbał. Nicholas miał styczność z wieloma istotami na swojej drodze. Ze względu na nazwisko i odziedziczoną umiejętność rodową po rodzicielce. Co warto jeszcze dodać. Nie mieszkał z Abraksanami jak Laurent. A z kolei z wilkołakami. Czarodziei, zmagających się z klątwą. Na swoje szczęście, nie odziedziczył genu z linii ojca.
Na abraksanach nie jeździł. Na koniach już tak. Lecz w dawnych czasach. Kiedy jeszcze mieszkał w rodzinnej posiadłości. Kiedy też polował z matką lub udawał na wycieczki, w celu odkrywania nowych gatunków i poznawania obecnych. Aby swój dar udoskonalić. Jak ich rozpoznawać. Jak wyczuć, że istota ludzka, czarodziej, nie jest nim w pełni, jak Laurent.
Nauczy go.
Niby Nicholas nie chciał lekcji. Raz już odmówił Prewettowi. Ale tego nie mógł. Teraz byłoby niegrzecznie odmówić, skoro zgodził się przyjąć zaproszenie. Abraksany przygotowano. Nicholas przybył i zgodził się na przejażdżkę. Stoi przed nimi. Nie może się wycofać.
- Konno tak.Potwierdził. Odpowiadając na pytanie. Niby stworzenia były w budowie do siebie podobne, to jednak były cechy ich różniące. Abraksany posiadały skrzydła. Niczym pegazy. Trzeba było umieć dosiąść skrzydlate stworzenie a dalej, wiedzieć gdzie chwycić i utrzymać się w powietrzu.
Na polecenie Laurenta, Nicholas podszedł bliżej i stanął z tej strony, gdzie mu kazał. Słuchał przyglądając się budowie ciała i uskrzydlenia Gabriela. Przyglądał się również temu, co robił Laurent.
- Rozumiem.Przytaknął jednym słowem, przyjmując do wiadomości ważne i istotne sprawy związane z tymi stworzeniami, podczas przejażdżki.
- Nie trzeba. Poradzę sobie.
Zapewnił. Nie chciał wyjść na dupka, który potrzebowałby jeszcze opiekuna na tym samym grzbiecie magicznego stworzenia. Jeżeli było to wszystko, Nicholas chwycił za przedni i tylny łęk, wsadził stopę w strzemię i podciągnął się, aby odpowiednio usiąść, pilnował jedynie tego, aby drugą nogą nie zahaczyć o skrzydło. Nicholas był wysoki, więc pewne elementy trzeba byłoby pod jego wzrok zapewne dopasować. Czy mu się powiodło i Gabriel nie zwalił go? Czy siodło dobrze było zamocowane? Czy może Nicholas nie zrobił czegoś dobrze?