Sama wolała nie patrzeć na siebie w lustrze, przynajmniej dopóki nie pozbędzie się efektów tego żartu. Nie miała pojęcia, jak źle jest. Jako, że miała tendencje do zakładania najgorszego... cóż, naprawdę uważała, że wygląda okropnie. Nigdy też nie zastanawiała się nad tym, jakby to było, gdyby była mężczyzną. Z jej charakterem mogło to być okropnie trudne, bo od mężczyzn wymagało się tego, aby byli zdystansowani i silni, a ona była tych cech zupełnym przeciwieństwem. Należała do tych dziewczęcych dziewcząt, nie tylko jeśli chodzi o wygląd, ale też o zainteresowania. Plotkarskie czasopisma, ciasteczka, herbatki, to było coś, co naprawdę sprawiało jej przyjemność.
- Tak, może inni mają. Wolę jednak, żeby pan wiedział, że ja nie należę do takich osób. Bardzo dobrze czuję się w swoim ciele. - Może i czasem znajdowała sobie mankamenty, którymi się przejmowała, w tej chwili jednak te pucułowate policzki, czy niewielki wzrost wydawały się nie być nawet małym problemem, bo jak widać, zawsze mogło być zdecydowanie gorzej. Zdecydowanie nigdy więcej nie zamierzała powtórzyć tego doświadczenia, miała nadzieję, że zrobią coś z tym okropnym duchem, bo nie chciałaby go ponownie spotkać go na swojej drodze i nie życzyła podobnych doświadczeń komukolwiek innemu.
- Ach, teraz rozumiem. - Nie miał na myśli nic złego, chciał, żeby weszła w rolę i nie wzbudzała podejrzeń. Było to całkiem rozsądne podejście, a ona już zaczęła się martwić, że coś jest z nią nie tak. Próbowała zmienić swój chód, rozstawiała stopy szerzej, bardziej na zewnątrz, tak jak ją nakierował. Tyle, że to wcale nie było takie proste, kiedy się wyprostowała miała wrażenie, że zaraz kogoś zaczepi swoimi barkami, czuła się okropnie kwadratowa. Wcale nie tak prosto jej to przychodziło, miała wrażenie, że jeszcze chwila, a wszyscy zaczną na nią zwracać uwagę, wyczują, że coś jest nie tak, a bardzo, ale to bardzo tego nie chciała.
Norka nigdy nie miała potrzeby, aby przebierać się za mężczyznę, może w magicznym przedszkolu, podczas jakiegoś przedstawienia? Pewnie to był ostatni raz, dlatego też nie potrafiła odtworzyć tych drobnych niuansów, jak chociażby męski chód. Rzadko kiedy nosiła spodnie, więc nawet to było dla niej sporym utrudnieniem, szczególnie, że zmieniła się budowa jej ciała, i miała w tych spodniach więcej niż dotychczas...
- Poniekąd. - Odparła zgodnie z prawdą. - Nie wyszedłbym na zakupy w takiej formie, gdybym wiedział, co mi się przytrafi. Musiałam... Znaczy musiałem uzupełnić spiżarkę, stąd te torby, wtedy poltergeist postanowił sobie zażartować i wydarzyło się to wszystko. - Nie zamierzała zostawić zakupów, bo były to dość istotne składniki, których potrzebowała też do warzenia eliksirów dla członków Zakonu Feniksa. - Nie da się tego wyleczyć. - Powiedziała rozczarowanym tonem. - Z tego, co mówili w Mungu, to efekt zniknie sam, ma to potrwać dwadzieścia cztery godziny. - W tej chwili brzmiało to dla niej jak wieczność.