Uśmiech. Przeszło mu przez głowę: czy uśmiech był na miejscu? Przeszło mu przez myśli, że nie było się do czego uśmiech. Nie było powodu, żeby unosić kąciki ust. Niepoprawność była już wytykana tyle razy, że po raz setny nie było potrzebny, ale w tej relacji zalągł się jeszcze jeden mały problemik, który przywiódł Laurenta na drogę... rozczarowania. Mimo to odwzajemnił uśmiech mężczyzny w swoim progu. Bardzo krótki, bardzo ulotnym. Enigmatycznym. Z jednej strony miło było zobaczyć te dołeczki w policzkach i miło, że w ogóle się na uśmiech wysilił. Z drugiej miał ochotę mu powiedzieć w twarz to pytanie, które miał w głowie. Zamiast tego wybrał milczenie. Chyba za często je wybierał.
Skierował swoje kroki do kuchni, żeby nalać Philipowi lemoniady tak, jak sobie zażyczył. Coś, co było prawie tak samo pewne w jego domu jak to, że będzie jakaś butelka alkoholu mimo tego, że sam nie pił. To, że zawsze będą na stole świeże kwiaty, że za oknem zobaczy się morze i że Duma będzie chyba zawsze za rogiem pilnować swojego pana. Teraz obszedł budynek dookoła i położył się na deskach tarasu, jak to miał w zwyczaju. Nawet pies był przewrażliwiony po wydarzeniach, jakie miały tu miejsce w przeciągu ostatnich miesięcy.
Woda z cytryną, miodem i listkami mięty przelewana była do szklanki, a Laurent myślał. O tym zawodzie, który trochę osłabiał jego serce. O tym, że chyba jednak oczekiwał czegoś więcej od Philipa po tym, jak mu wyznał, że dzieje się w jego tyle złych rzeczy, że... potrzebuje pomocy. Ale Philip wyjechał następnego dnia. Było prawie jak po Beltane. Nott przyszedł do niego, szukając pocieszenia od swoich problemów, poszli do łóżka i postanowił, że nie będą się spotykali, bo on musi sobie wszystko przemyśleć. Przynajmniej wtedy go poinformował. Może dlatego, że to były jego problemy. Więc myślał dalej - po co Philip tutaj przyszedł? Żeby znowu oświadczyć, że nie będą się spotykali, bo musi coś przemyśleć? A może tym razem myślał krócej i już przemyślał? Odkrył, że było mu to bardziej obojętne niż być powinno, jakby skostniał.
Prawie wylał lemoniadę, kiedy szklanka wyślizgnęła się z jego palców, ale płyn tylko się zakołysał, a szklanka bezpiecznie stanęła na blacie.
- Co cię do mnie sprowadza? - Zapytał uprzejmie, stawiając naczynie z lemoniadą przed mężczyzną na stoliku kawowym, kiedy ten usiadł na kanapie. Laurent usiadł obok niego, obrócony w jego kierunku. Spoglądając na niego ze spokojem.