Siedzący na kanapie Philip odprowadził zmierzającego do kuchni Laurenta. Oczekiwał jego powrotu, gdyż musiał odbyć z nim kolejną poważną rozmowę, która mogła okazać się kolejną najtrudniejszą w jego życiu. Zerwanie kontaktu bez słowa, wycofanie się było dla niego proste pomimo tego, że to była bardzo niedojrzała postawa. Wyjaśnienie swojej postawy i wszystkich decyzji nawet jak naprawdę nie był nic winien Laurentowi było postawą stosowną do jego wieku i wymagało z jego strony ogromnej dozy odwagi. To nie było wyjście na boisko do Quidditcha po to aby wygrać kolejny mecz, to nie było kolejne wystąpienie publiczne ani nawet idiotyczny pojedynek z Lestrange'm, tylko prywatna bitwa, której wyniku nie potrafił przewidzieć. Zależał on nie tylko od niego, ale również od Laurenta. Starał się nie skłaniać się w stronę pesymizmu ani optymizmu - wolał trzymać się realizmu. Jeśli miałby sięgnąć po szklankę w połowie pustą albo w połowie pełną to wybrałby tę pierwszą - zawsze przyjemniej jest dać się miło zaskoczyć, niż doświadczyć niemiłego rozczarowania.
— Dziękuję. — Podziękował Laurentowi. Powoli sięgnął po tę lemoniadę, upijając kilka jej łyków. Odstawił szklankę z powrotem na stolik. Ułożył obie dłonie na swoich udach, starając się w ten sposób powstrzymać od zdradzającej odczuwaną przez niego nerwowość gestykulacji. Zwrócił się twarzą w stronę siedzącego obok niego Laurenta, który zadał mu to pytanie o cel jego niespodziewanej wizyty.
— Błysk przekazał mi od ciebie list oraz powiadomił mnie, że przyszedłeś jak tylko nie odpisałem na twój list. Jestem winien ci wyjaśnienia. — Zaczął od wyjawienia mu części powodów swojej wizyty. — Jak chciałeś tam zostać to mój skrzat domowy wpuściłby cię do środka. — Poinformował go. Nawet jeśli tam Laurent nie zastał go pod tym adresem to nie oznaczało, że nie mógł użyczyć mu całej kamienicy. Nadal ona pozostawała bezpiecznym miejscem. Sam miałby pewność, że młodszy mężczyzna nie urządziłby tam hucznego przyjęcia dla całej Ulicy Pokątnej.6
— Chciałem odpisać na ten list i bardzo chciałem się z tobą spotkać. Powinienem był napisać cokolwiek. Podjąłem decyzję o wyjeździe do domu rodzinnego w Puddlemere spontanicznie, nie mogąc wytrzymać w tamtym domu. Powodem tego było to, że tamta noc za bardzo mi się spodobała i zrozumiałem w ostatnim czasie, że chciałbym, żeby tak wyglądała ta część mojego życia, że tak ona powinna wyglądać. Nie mogłem też wyrzucić ciebie z głowy. Musiałem pewne rzeczy przemyśleć. — Starał się to wszystko wyjaśnić jak najlepiej, wyrzucić z siebie ciężar tych wszystkich myśli i podjętych w ostatnim czasie decyzji, których część właśnie mu przedstawił.
Niewypowiedzianą w tym momencie prawdą było to, że Laurent jest jedną z niewielu osób, które do siebie dopuścił w takim stopniu i które bardzo trudno było wyrzucić z głowy. Przez ten ostatni tydzień również miał z tym wyraźnym problem. Prowadziło to do drugiej, znacznie trudniejszej części odbywanej przez nich rozmowy, do której popchnęły go posiadane przez niego oczekiwania i rzeczywistość. Łączyła ich skomplikowana, zbudowana na fizyczności relacja nawet jeśli spędzali ze sobą trochę czasu to i tak wiedli osobne życia nie będąc sobie nic winni.
Wiedział, że Laurent przechodzi trudny okres w życiu, że dzieje się w jego życiu wiele złych rzeczy i chociaż nie chciał dokładać mu dodatkowych problemów, nie przestanie go lubić to na odbycie tego typu rozmów i podjęcie tego typu decyzji nigdy nie będzie dobrego momentu. Nigdy nie będzie to łatwe, ale jeśli chce coś zmienić w swoim życiu na lepsze to nie powinien czekać na dogodniejszy moment, który mógłby nigdy nie nadejść. Miał za sobą kilka prób zakończenia tej relacji. Przyszedł tutaj z zamiarem podjęcia kolejnej próby, której efektu nie był w stanie przewidzieć. Wszystkie poprzednie zakończyły się porażką z powodu jego własnej słabości.