13.01.2024, 19:51 ✶
Od słowa do słowa, od skojarzenia do skojarzenia, w głowie Rabastana malował się obraz tego, jaka mogłaby być Peppa, gdyby wszystkie jego domysły co do jej osoby okazały się prawdziwe. Oczywiście, nie było to zbyt prawdopodobne. Pierwsze wrażenia przy napotkaniu nowej osoby nie były czymś w stu procentach świadomym. Gdy na nią zerkał, w jego głowie nie pojawiał się obraz łudząco do niej podobnej. Nie oceniał jej przez pryzmat wszystkich poznanych jak do tej pory blondynek, przypisując jej tym samym zestawu cech, jakie najbardziej wybijały się z ich grona.
Pozwolił, aby te kilka charakterystycznych szczegółów Peppy napędziło jego wyobraźnię, a ta... Najwyraźniej wskazała mu kierunek niezbyt zbliżony do prawdy. O tym, jednak nie miał prawa wiedzieć. Czy błędne przekonanie o delikatności panny Potter zniknie jak sen złoty, kiedy już wyswobodzą się z opresji? A może wręcz przeciwnie; Peppa nie ukaże swej zadziornej natury, pozwalając, aby Rabastan na myśl o niej widział ją pośród pasiek lub polnych pól?
— No właśnie: Och! — sarknął pod nosem, wpatrując się bezmyślnie w ścianę tuż za drzwiami windy.
Na jego wołanie o pomoc nikt nie odpowiedział. Czy w ogóle byli na dobrym piętrze? Czy ta szpara u góry faktycznie prowadziła na parter? A może konsoleta windy tak zwariowała, że wywiozła ich w zupełnie inne miejsce? Bądź co bądź, wydawała podczas jazdy te przedziwne, mechaniczne odgłosy... A Rabastan w dużej mierze sam nie wiedział, czego się spodziewać po stanie technicznym budynku Ministerstwa Magii. Było tu tyle departamentów i trzy razy tyle pomniejszych biur. Na czymś trzeba było oszczędzać. Zwłaszcza po tym, jak taki mugolak, jak Leach rządził tu przez parę lat.
Przecież to się nadaje na skargę, pomyślał rozemocjonowany. Będzie musiał porozmawiać z ojcem... O ile w ogóle będzie mu dane szanse wrócić do rodzinny. Spanikował jeszcze bardziej, gdy dziewczyna, która mu towarzyszyła, zaczęła narzekać na zawroty głowy. Rozejrzal się na prawo i lewo; jego wzrok omiótł wszystkie cztery kąty metalowej puszki, w jakiej byli zamknięci. Nie przywykł do przewodzenia czemukolwiek. To nie byla jego robota. Zawsze, gdy trzeba było dowodzić, w okolicy zawsze znajdował się ktoś lepszy. Jak nie Rudolf, to Bellatriks, a jak nie oni, to jakiś inny Malfoy, Black czy inny ''godny'' czystokrwisty.
— To pewnie od tego szarpania windy. — Spojrzał na nią z zaniepokojeniem. Czy jego gadka jakoś jej pomagała? Znalezienie powodu zamroczenia raczej nie sprawi, że poczuje się lepiej. Podszedł do niej powoli, dotykając lekko ramienia Potterówny. — Może lepiej będzie usiąść?
Jeśli przystała na jego sugestię, pomógł jej opaść powoli na ziemię, po czym dosiadł się do niej, wgapiając się w szparę w ścianie. Westchnął ciężko, krzyżując nogi w kostkach. Nie miał przy sobie żadnego papierka, jakim mógłby się posłużyć, aby wysłać wiadomość. Poza tym nie był pewny, czy zawiniątko przetrwałoby podróż. Jeśli nie byli niedaleko głównego atrium, to liścik mógł przepaść w jakimś szybie lub utknąć w innej windzie albo trafić na jakiś stos dokumentów niesiony przez jakąś asystentkę, która...
— Musimy stąd wyjść — stwierdził sucho, przymykając na moment oczy. Sięgnął po swoją różdżkę, obracając ją między palcami. — Tutaj podobno nie działa teleportacja, poza jakimiś specjalnymi strefami dla pracowników. — Nie pamiętał, skąd to wie. Może Bella mu o tym wspomniała? Albo ktoś z rodziny? — Znasz tutaj kogoś? Jakichś znajomych? Albo znasz jakieś zaklęcie, które mogłyby... Pomóc?
Rabastan nie był najbardziej kreatywną osobą pod słońcem. Przywykł do tego, że to inni wpadali na genialne pomysły, potem jeszcze tęższe umysły je przerabiały tak, aby faktycznie były wykonalne, a to on lądował jako jeden z ''roboli'', którzy wprowadzali go w życie. A teraz miał sam opracować ucieczkę z tego... z tego więzienia? Niedoczekanie! Niby jak?
Pozwolił, aby te kilka charakterystycznych szczegółów Peppy napędziło jego wyobraźnię, a ta... Najwyraźniej wskazała mu kierunek niezbyt zbliżony do prawdy. O tym, jednak nie miał prawa wiedzieć. Czy błędne przekonanie o delikatności panny Potter zniknie jak sen złoty, kiedy już wyswobodzą się z opresji? A może wręcz przeciwnie; Peppa nie ukaże swej zadziornej natury, pozwalając, aby Rabastan na myśl o niej widział ją pośród pasiek lub polnych pól?
— No właśnie: Och! — sarknął pod nosem, wpatrując się bezmyślnie w ścianę tuż za drzwiami windy.
Na jego wołanie o pomoc nikt nie odpowiedział. Czy w ogóle byli na dobrym piętrze? Czy ta szpara u góry faktycznie prowadziła na parter? A może konsoleta windy tak zwariowała, że wywiozła ich w zupełnie inne miejsce? Bądź co bądź, wydawała podczas jazdy te przedziwne, mechaniczne odgłosy... A Rabastan w dużej mierze sam nie wiedział, czego się spodziewać po stanie technicznym budynku Ministerstwa Magii. Było tu tyle departamentów i trzy razy tyle pomniejszych biur. Na czymś trzeba było oszczędzać. Zwłaszcza po tym, jak taki mugolak, jak Leach rządził tu przez parę lat.
Przecież to się nadaje na skargę, pomyślał rozemocjonowany. Będzie musiał porozmawiać z ojcem... O ile w ogóle będzie mu dane szanse wrócić do rodzinny. Spanikował jeszcze bardziej, gdy dziewczyna, która mu towarzyszyła, zaczęła narzekać na zawroty głowy. Rozejrzal się na prawo i lewo; jego wzrok omiótł wszystkie cztery kąty metalowej puszki, w jakiej byli zamknięci. Nie przywykł do przewodzenia czemukolwiek. To nie byla jego robota. Zawsze, gdy trzeba było dowodzić, w okolicy zawsze znajdował się ktoś lepszy. Jak nie Rudolf, to Bellatriks, a jak nie oni, to jakiś inny Malfoy, Black czy inny ''godny'' czystokrwisty.
— To pewnie od tego szarpania windy. — Spojrzał na nią z zaniepokojeniem. Czy jego gadka jakoś jej pomagała? Znalezienie powodu zamroczenia raczej nie sprawi, że poczuje się lepiej. Podszedł do niej powoli, dotykając lekko ramienia Potterówny. — Może lepiej będzie usiąść?
Jeśli przystała na jego sugestię, pomógł jej opaść powoli na ziemię, po czym dosiadł się do niej, wgapiając się w szparę w ścianie. Westchnął ciężko, krzyżując nogi w kostkach. Nie miał przy sobie żadnego papierka, jakim mógłby się posłużyć, aby wysłać wiadomość. Poza tym nie był pewny, czy zawiniątko przetrwałoby podróż. Jeśli nie byli niedaleko głównego atrium, to liścik mógł przepaść w jakimś szybie lub utknąć w innej windzie albo trafić na jakiś stos dokumentów niesiony przez jakąś asystentkę, która...
— Musimy stąd wyjść — stwierdził sucho, przymykając na moment oczy. Sięgnął po swoją różdżkę, obracając ją między palcami. — Tutaj podobno nie działa teleportacja, poza jakimiś specjalnymi strefami dla pracowników. — Nie pamiętał, skąd to wie. Może Bella mu o tym wspomniała? Albo ktoś z rodziny? — Znasz tutaj kogoś? Jakichś znajomych? Albo znasz jakieś zaklęcie, które mogłyby... Pomóc?
Rabastan nie był najbardziej kreatywną osobą pod słońcem. Przywykł do tego, że to inni wpadali na genialne pomysły, potem jeszcze tęższe umysły je przerabiały tak, aby faktycznie były wykonalne, a to on lądował jako jeden z ''roboli'', którzy wprowadzali go w życie. A teraz miał sam opracować ucieczkę z tego... z tego więzienia? Niedoczekanie! Niby jak?