Norka nie sądziła, że jej się uda. Była zrezygnowana. Szczególnie, że nie dawała już rady opierać się tłumowi. Jeszcze ta ręką wyślizgnęła się jej kilka razy. Była niemalże pewna, że to koniec i nawet jeśli ten mężczyzna chce jej pomóc, to mu się nie uda. Zaczynała tracić nadzieję. Poczuła, że w żebro wbija jej się czyjś łokieć. Miała wrażenie, że ten tłum zaczyna żyć jako jeden wspólny byt i nikt nie będzie miał szansy go opuścić. Coś jednak tutaj nad nią dzisiaj czuwało, a raczej ktoś, kto potrafił wypatrzyć ją wśród tych wszystkich ludzi. Ten zupełnie obcy mężczyzna najwyraźniej nie zamierzał odpuszczać, widziała, jak próbuje się do niej dostać, to spowodowało, że na nowo odzyskała nadzieję. Ponownie postanowiła spróbować. Skoro on zamierzał się w to zaangażować, a nawet jej nie znał, dlaczego ona miała odpuścić walkę o wydostanie się z tego miejsca?
Nie usłyszała co do niej mówił. Najważniejsze było to, że poczuła jego silny i pewny uścisk. Wiedziała, że jej pomoże, że już nie jest z tym wszystkim sama. Zapewne wymagało to od niego dużo siły, aby ją stąd wyciągnąć, nie wahał się jednak, a powoli, acz skutecznie przemieszczał się w stronę wyjścia z tego zamieszania. Eleonora obijała się o ludzi, którzy nadal brnęli przed siebie. Żebra jej trochę doskwierały, zacisnęła jednak zęby, nie miała czasu, aby teraz nad tym rozmyślać. Liczyło się tylko jedno - wydostanie się stąd jak najszybciej.
Jeszcze pewniej się poczuła, kiedy to przyciągnął ją do siebie. Nie było to dla niego pewnie zbyt wygodne, bo teraz to on brał na swoją osobę wszystkie ciosy, które zapewniał wszechobecny tłum. Ona jednak wiedziała, podświadomie, że jest bezpieczna i nie spotka jej tu dzisiaj żadna krzywda. Mężczyzna miał w sobie coś takiego, co spowodowało, że te wszystkie czarne myśli odeszły, może to determinacja, którą dostrzegła w jego oczach?
Całkiem szybko udało mu się ją wyprowadzić na bezpieczną odległość. Nie groziło jej już staranowanie. Mogła zacząć się powoli uspokajać, wzięła głęboki oddech, starała się zapanować nad emocjami, które przejęły władzę nad jej ciałem. Ta panika, jeszcze nigdy w życiu nie czuła się taka bezsilna. Kiedy była wśród tych wszystkich ludzi nie miała wpływu na nic, a nie znosiła tracić kontroli. Miała nadzieję, że już nigdy więcej jej się nic takiego nie przytrafi.
- Chyba nie.- Tak naprawdę jeszcze nie myślała nawet o tym, czy coś się jej nie stało. Te żebra ciągle dawały znać o swoim istnieniu, ból nie był może aż tak silny, jednak czuła, że coś jest nie tak. Może zostały lekko obite? Powinna się tym zainteresować, ale to później, jak bezpiecznie dotrze do domu. Mężczyźnie udało się ją bezpiecznie wyprowadzić z tłumu. Dopiero teraz zobaczyła, jak bardzo niebezpiecznie się tu zrobiło. Zaklęcia fruwały w powietrzu, wszędzie dookoła byli poszkodowani ludzie. Najgorsze były te krzyki i płacz.
- Strasznie to wszystko wygląda, czy oni zaatakowali, ci którzy chcą przejąć władzę?- Postanowiła skomentować to, co przed chwilą miało miejsce. Wydawało jej się, że Patrick może udzielić jej jakichś odpowiedzi. Przyglądała mu się uważnie, wszak uratował ją, wyciągnął z tłumu zupełnie bezinteresownie. - Tobie za to się coś stało.- Podeszła do niego bliżej i uniosła dłoń w kierunku jego twarzy. - O tutaj...- Wskazała miejsce, w którym była rana. - Dziękuję, nie wiem, jak Ci się odwdzięczę.- Nie miała pojęcia w jaki sposób mogłaby mu się odpłacić za to, że uratował jej życie.