Postąpił impulsywnie, pod wpływem chwili i tego wszystkiego, czego doświadczył w tym krótkim odstępie czasu. Brał odpowiedzialność za swoje nierozważne decyzje i za wszystkie ich następstwa. Jednak jest tutaj, tu i teraz. Jak tylko wrócił. Laurent mógł nie mieć porównania, ale zdarzało mu się zniknąć bez słowa na stałe albo wycofać się z jakieś relacji zamiast brnąć w nią przez cały czas łamiąc po drodze szereg swoich postanowień i wykazując się poważnym brakiem silnej woli. Niektóre swoje zachowania mógłby zwalić na karb swojego zamiłowania do hedonizmu (którego naprawdę trudno było się wyzbyć), jednak pozostałych nie mógł nim w żaden sposób usprawiedliwić. Lista popełnionych przez niego błędów była naprawdę długa i w tym nie różnił się od pozostałych ludzi.
— Na twoim miejscu mógłbym odczuwać to samo, gdybym miał przebywać w czyimś domu pod nieobecność gospodarza choć starałbym sobie jakoś zorganizować czas. — W wypowiedzianych przez niego słowach nie wybrzmiał nawet cień pretensji. Naprawdę nie miałby z tym problemu aby Laurent w ten sposób wykorzystywał jego dom podczas jego nieobecności, jednak nie zamierzał tego mu narzucać. Może kiedyś znaleźć się w sytuacji, w której będzie potrzebować skorzystać z oferowanego mu azylu i dlatego nie zamierzał zmieniać swojego zdania. Doceniał prostą odpowiedź, pozbawioną pięknych słów, powierzchownego podjęcia niewygodnego tematu albo nieadekwatnych do sytuacji żartów. Pozostawał świadom, że Laurent nie musi chcieć go wysłuchać zgodnie z przyjętą niepisaną zasadą, że nie byli sobie nic winni.
Tak jak Laurent nieznacznie pobladł i trochę zrzedła mu mina, tak sytuacja zaczynała nabierać rumieńców - w tym przypadku nie musiało to oznaczać nic dobrego. Przesunął dłońmi po materiale spodni, wciąż starając się nie zdradzać odczuwanego przez siebie, ściskającego trzewia napięcia. Przygryzł mocniej dolną wargę w oczekiwaniu na jakąkolwiek werbalną reakcję ze strony Laurenta. Ona w jakimś stopniu pokrywała się z jego przewidywaniami.
— Dotąd tak było. Jeszcze potrafię rozpoznać, kiedy ktoś stara się mijać się z prawdą. Odnoszę wrażenie, że to na ciebie bardzo wpłynęło. — Podzielił się z nim swoimi spostrzeżeniami. Często stosował tego rodzaju uniki przez co można uznać go za eksperta w stosowaniu ich. Przez moment mógłby uwierzyć w jego słowa, gdyby nie to, że spostrzegł jak odwraca wzrok. — Nie było to właściwe postępowanie z mojej strony. — Przyznał jedynie, nie podejmując już jakichkolwiek prób wytłumaczenia wszystkich czynników, które skłoniły go do pośpiesznego opuszczenia magicznego Londynu. Gdyby miał zamiar to zrobić to nie znalazłby w swoich działaniach ani krztyny logiki. Emocje miały do siebie, że nie było w nich miejsca na chłodną logikę. Istniały jednak gorsze sposoby na radzenie sobie z nimi.
— Przepraszam cię, Laurie... to był najgorszy moment na tego rodzaju... wyjazd. To nie było żałosne, tylko odważne. Możesz mi nie wierzyć, jednak nadal chcę ci pomóc i to nie było coś, co akurat musiałem przemyśleć. To nie byłaby pierwsza rzecz, którą spieprzyłem. Jednak... najwięcej wiem o twoich zatargach z tymi fanatykami, o pozostałych swoich problemach powiedziałeś mi zaledwie powierzchownie. — Ludzie z krwi i kości popełniają błędy. Mógł doliczyć kolejny do długiej listy wszystkich swoich błędów. Laurent miał rację co do tego jak go potraktował i to on musiał zmierzyć się z tego konsekwencjami. Jego intencje nie uległy zmianie, jedynie ich wypełnienie stałoby się bardziej, niż zwykle skomplikowane. Przemyśleć za to musiał swoją sytuację, podjąć w swoim mniemaniu słuszne decyzje. Rozpatrywał je w kategoriach właściwych i korzystnych nie tylko dla siebie, ale i dla Laurenta... który może nie chciał tego, o czym akurat on myślał przez ostatni tydzień.
Przychodząc tutaj wydawał się być zdecydowany co do zakończenia ich znajomości, ale im dłużej tutaj siedział w obecności tego blondyna, tym stawał się mniej pewny swego i jak tak dalej pójdzie to w ogóle nie przejdzie do najtrudniejszej części rozmowy, odrzucając ten zamiar po raz kolejny na bliżej nieokreśloną przyszłość, najlepiej na nigdy. Jeszcze przed paroma miesiącami, zanim w jego życiu zapanował istny chaos, wprowadzenie w życie swojego zamiaru przyszłoby mu bez tego rodzaju zbędnych ceregieli. Nie zwykł przepraszać nikogo za swoje zachowanie egoistycznego dupka, którym bezsprzecznie potrafił być. Jest również głupcem. Jednak to słowo przechodziło mu przez gardło, w ostatnim czasie stawało się to znacznie łatwiejsze dla niego. Oparł się potrzebie sięgnięcia po wysoką szklankę z lemoniadą, za to ułożył prawą rękę na oparciu kanapy. Przez charakter ich wymiany zdań na razie powstrzymał się od zadawania mu trywialnych pytań.