14.01.2024, 10:50 ✶
rzut dla Heather
– Jasne, straszna z ciebie niezdara, pewnie dlatego wyleciałaś z drużyny – fuknął Asher. Może miał to być przytyk odnośnie tego, że była za słabą zawodniczką w jego opinii przynajmniej, może sugestia, że doskonale wiedział, że kłamie, bo kto słyszał o niezdarnych graczach quidditcha… A może oba na raz? – Ty już tu lepiej nie pomagaj.
– Och, jestem Vera. Nie, lepiej nie, sama to zaraz usunę w łazience – zapewniła dziewczyna i nawet uścisnęła dłoń Wood, chociaż bardzo krótko i szybko cofnęła dłoń: wypielęgnowaną, szczupłą, która prawdopodobnie nigdy nie zaznała wysiłku fizycznego. - Asher, kotku, nie ma co się tak denerwować – powiedziała dziewczyna, uśmiechając się do niego słodko. Ledwo na nią spojrzał, złość jakby wyparowała, w oczy wkradł się niemalże cielęcy zachwyt. Wood mogła też zaobserwować, że zerkają na nich kolejne osoby, a i sama nagle przez moment wsłuchiwała się we wszystko, co mówiła panna jakoś uważnie i nawet zrobiło się jej głupio, że oblała ją tym drinkiem… przyszło jej nagle do głowy, że chyba kiedyś miała okazję zaobserwować coś podobnego. Na balu Longbottomów, gdzie występowała żona jednego z dalekich kuzynów Brenny – dość słynna śpiewaczka, jak głosiła fama ponoć mająca pośród przodków wilę…
– Chodź, kochanie, zajmiemy się tą plamą – mruknął chłopak, ujmując ją pod ramię. Nie zwracał już żadnej uwagi na Heather… Równie dobrze mogła nie istnieć.
– Jasne, straszna z ciebie niezdara, pewnie dlatego wyleciałaś z drużyny – fuknął Asher. Może miał to być przytyk odnośnie tego, że była za słabą zawodniczką w jego opinii przynajmniej, może sugestia, że doskonale wiedział, że kłamie, bo kto słyszał o niezdarnych graczach quidditcha… A może oba na raz? – Ty już tu lepiej nie pomagaj.
– Och, jestem Vera. Nie, lepiej nie, sama to zaraz usunę w łazience – zapewniła dziewczyna i nawet uścisnęła dłoń Wood, chociaż bardzo krótko i szybko cofnęła dłoń: wypielęgnowaną, szczupłą, która prawdopodobnie nigdy nie zaznała wysiłku fizycznego. - Asher, kotku, nie ma co się tak denerwować – powiedziała dziewczyna, uśmiechając się do niego słodko. Ledwo na nią spojrzał, złość jakby wyparowała, w oczy wkradł się niemalże cielęcy zachwyt. Wood mogła też zaobserwować, że zerkają na nich kolejne osoby, a i sama nagle przez moment wsłuchiwała się we wszystko, co mówiła panna jakoś uważnie i nawet zrobiło się jej głupio, że oblała ją tym drinkiem… przyszło jej nagle do głowy, że chyba kiedyś miała okazję zaobserwować coś podobnego. Na balu Longbottomów, gdzie występowała żona jednego z dalekich kuzynów Brenny – dość słynna śpiewaczka, jak głosiła fama ponoć mająca pośród przodków wilę…
– Chodź, kochanie, zajmiemy się tą plamą – mruknął chłopak, ujmując ją pod ramię. Nie zwracał już żadnej uwagi na Heather… Równie dobrze mogła nie istnieć.