23.11.2022, 13:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 13:15 przez Brenna Longbottom.)
Domy, długo stojące puste, miały specyficzny zapach. Nosa nie dało się oszukać i Brenna wiedziała już – podobnie, jak na pewno wiedział Patrick – że nie znajdą tu ani Emily Hill, ani jej syna. A jeżeli znajdą, to nie w taki sposób, na jaki liczyli. Chociaż Brenna wciąż trzymała się nadziei, że skoro Mroczny Znak nie zapłonął na niebie nad tą wioską, to poszukiwani wciąż żyją.
Zatrzymała się na ułamek sekundy. Jej twarz niewiele wyrażała, aura za to na moment zafalowała, zdradzając mieszankę emocji trudnych do sprecyzowania. Brenna nie była pewna, czy to tylko jej wyobraźnia, obawa przed tym, co znajdą… czy coś więcej, bo przez moment miała ochotę się cofnąć. Wyjść za drzwi. Jakby było tu coś, co pragnęło ją wykurzyć, zatrzasną te drzwi przed nosem.
Nie cofnęła się jednak. Zamiast tego wydobyła z jednej z licznych kieszeni płaszcza rękawiczki – istniała przecież szansa, że w pewnym momencie pustym domem i zaginięciem gospodarzy zainteresują się i mugole… - i zaczęła przetrząsać korespondencję. Sprawdzała, kto pisał do Emily Hill. Szukała na ulotkach daty promocji w markecie albo na gazetach – daty artykułów. Chciała wiedzieć, jak dawno temu właściciele zniknęli.
- Wyrzuciłaby jedzenie – powiedziała Brenna, bardzo na siebie lakonicznie. Zapach jedzenia wwiercał się w jej nozdrza, bardzo wrażliwe na wonie. Nie tak, jak jej kuzynki Mavelle, zdolnej wyczuć cudzy zapach z daleka, ale wciąż dość wyczulony, od dnia, gdy pierwszy raz przemieniła się w wilka.
Dopiero gdy skończyła przerzucać papiery wstała, ruszając w głąb domu. Wrażenie nie mijało, nasilało się tylko, aż Brenna przystanęła i głęboko wciągnęła powietrze w płuca, wraz z wonią stęchlizny, zepsutego jedzenia. Szukała innego zapachu. Woni popiołu, dymu i czegoś jeszcze, co nie miało nazwy, ale było nieprzyjemne i dobrze znane: zapachu czarnej magii. Nie powiązała na razie uczucia z własnym Trzecim Okiem, z tym, że coś w domu mogło chronić swoich sekretów. Ale specyficzna aura tego miejsca, uczucie skręcającego się żołądka, obserwacji, bycia niechcianym gościem, mogła być też pozostałością po czarnej magii…
- Sprawdzę parter. Jeśli nic nie znajdziemy, rozpalę świece i zobaczymy, co uda mi się zobaczyć – stwierdziła Brenna, najpierw zaglądając do szafki, sprawdzając, czy wygląda na to, że ktoś zabrał stąd więcej butów. Potem ruszyła prosto do kuchni. Szukała… czegokolwiek. Śladów walki. Kartek z rozpiską zajęć. Kalendarza, na którym mogłaby być zaznaczona data albo dodatkowe zapiski.
Ciał.
Zatrzymała się na ułamek sekundy. Jej twarz niewiele wyrażała, aura za to na moment zafalowała, zdradzając mieszankę emocji trudnych do sprecyzowania. Brenna nie była pewna, czy to tylko jej wyobraźnia, obawa przed tym, co znajdą… czy coś więcej, bo przez moment miała ochotę się cofnąć. Wyjść za drzwi. Jakby było tu coś, co pragnęło ją wykurzyć, zatrzasną te drzwi przed nosem.
Nie cofnęła się jednak. Zamiast tego wydobyła z jednej z licznych kieszeni płaszcza rękawiczki – istniała przecież szansa, że w pewnym momencie pustym domem i zaginięciem gospodarzy zainteresują się i mugole… - i zaczęła przetrząsać korespondencję. Sprawdzała, kto pisał do Emily Hill. Szukała na ulotkach daty promocji w markecie albo na gazetach – daty artykułów. Chciała wiedzieć, jak dawno temu właściciele zniknęli.
- Wyrzuciłaby jedzenie – powiedziała Brenna, bardzo na siebie lakonicznie. Zapach jedzenia wwiercał się w jej nozdrza, bardzo wrażliwe na wonie. Nie tak, jak jej kuzynki Mavelle, zdolnej wyczuć cudzy zapach z daleka, ale wciąż dość wyczulony, od dnia, gdy pierwszy raz przemieniła się w wilka.
Dopiero gdy skończyła przerzucać papiery wstała, ruszając w głąb domu. Wrażenie nie mijało, nasilało się tylko, aż Brenna przystanęła i głęboko wciągnęła powietrze w płuca, wraz z wonią stęchlizny, zepsutego jedzenia. Szukała innego zapachu. Woni popiołu, dymu i czegoś jeszcze, co nie miało nazwy, ale było nieprzyjemne i dobrze znane: zapachu czarnej magii. Nie powiązała na razie uczucia z własnym Trzecim Okiem, z tym, że coś w domu mogło chronić swoich sekretów. Ale specyficzna aura tego miejsca, uczucie skręcającego się żołądka, obserwacji, bycia niechcianym gościem, mogła być też pozostałością po czarnej magii…
- Sprawdzę parter. Jeśli nic nie znajdziemy, rozpalę świece i zobaczymy, co uda mi się zobaczyć – stwierdziła Brenna, najpierw zaglądając do szafki, sprawdzając, czy wygląda na to, że ktoś zabrał stąd więcej butów. Potem ruszyła prosto do kuchni. Szukała… czegokolwiek. Śladów walki. Kartek z rozpiską zajęć. Kalendarza, na którym mogłaby być zaznaczona data albo dodatkowe zapiski.
Ciał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.