Coś w jego woni, tak oderwanej od powłoki ziemskiej, że nieomal umykającej aż ponad masywy chmur burzowych, drażniło ją w nozdrza w przyjemny sposób. Zapach eteryczny, zupełnie nietypowy i skłaniający ją ku oddawaniu się głębszym miriadom myśli lotnych i egzotycznych; westchnięcie zamarło nieomal na jej spętanych obietnicą wargach, gdy brała solidny wdech, poznając woń, która czyniła jej w myślach niespokojnie i niepokornie. Czuła ją dobitnie, gdy ujmowała go pod ramię – tę niebagatelną chwilę ulotności, gdy połączył ich dotyk; wzięcie jej niemal w ramiona wszechrzeczy i jeszcze dalej – tam, gdzie myśli nie sięgały i tam, gdzie istnieli tylko w duecie, bez sylwetek oscylujących wokół nich miękko i niezauważalnie.
Myśli lotne i nieskute żadnym ciężarem, powędrowały ponownie ku osobie Alexandra, zatrzymując się gdzieś między sztywną niechęcią a słodkim rozmarzeniem. Ponownie wyjechał; ponownie zostawił ją zapłakaną i miał ponownie wracać, otulając jej łydki ramionami w rozgorzałych słowach obietnicy, iż jest najważniejsza. Kolejny głęboki wdech, rozbijający się o obmierzłe lico wszechświata – nie potrafiła zahamować, zatopić emocji buńczucznych i niezdefiniowanych, wiedziała jednak jedno.
Jeśli miłość nie boli, to nie robisz tego właściwie.
I co jej robiło to utkane w niebyt uczucie, które sterowało rozdrganymi ruchami i niewiadomym impulsem elektrycznym przechodzącym jej ciało?; prawdopodobnie nic niezwykłego, a jednak tak wyjątkowego w kalejdoskopie jednej milionowej wszechświata.
– Trafny opis – rzekła, rozbłyskając perłami urokliwego uśmiechu.
Te z kolei rozpadły się, jak nadmiernie pociągnięta żyłka, rozbijając się perlistym deszczem o posadzki – owianymi mianem metafory i ulotnych westchnięć; jak te białe plamy, duchy dawnego, pozostawiane na ścianach pamięci.
Zacisnęła palce odrobinę mocniej na jego ramieniu.
– Czym zawdzięczam przybycie? – spytała grzecznie, słodkim jak lepki miód głosem – tym, który jednał jej mężczyzn, a jednocześnie rozeźlał panny wokół.
Nie była w końcu femme fatale w żadnej mierze, a jej osobliwość czarnej wdowy zawierała się w głęboko zasadzonym okrucieństwie; butnej arogancji, z którą obchodziła się ze światem i kurtuazją salonową – wśród niej w końcu brylowała.
Gotta admit, I'm a hypocrite
I like it way better than being on the side of it
I'm a psycho, loving it