Norka nie miała specjalnych oczekiwań wobec swoich najbliższych, wiedziała, że jeśli się coś wydarzy, to będą gdzieś obok, nie lubiła też przesadnie prosić o pomoc, wolała sobie radzić sama. Taki już miała charakter, należała do tych osób, które wolały słuchać i wspierać innych, niż opowiadać o swoich problemach. Zdecydowanie lepiej jej szło trzymanie wszystkiego w sobie, nie potrafiła się dzielić tym, co ją gryzło.
- Tak, babcia była na tym punkcie przewrażliwiona. - Zaśmiała się również, bo przypomniała sobie czasy dzieciństwa, kiedy większość czasu spędzały z Dolinie. Było zupełnie beztrosko, problemy wydawały się nie istnieć, a świat zdawał się być naprawdę wspaniałym miejscem. Dorosłość nieco to wszystko zweryfikowała.
- Faktycznie, to mogłoby być problematyczne i w sumie pewnie kuchnia wymagałaby po takim ekscesie renowacji. - Wolała aktualnie unikać remontów, bo ledwie zdążyła zająć się ścianami na sali, gdzie tynk nieco się sypał. Wiedziała, że miejsce, jak to jest studnią bez dna, jeśli chodzi o inwestycje swoich oszczędności, póki co jednak nie chciała dokładać nic przez niepotrzebne kuchenne rewolucje.
- Jak sobie życzysz! - Nie zamierzała odmówić im tej przyjemności, mimo, że pora była dosyć wczesna. Czasem i ona miała prawo nieco oderwać się od obowiązków. Tym bardziej, że ostatnio udało jej się znaleźć nowych pracowników do Nory, także miała trochę mniej na głowie. Większość wypieków na ten dzień była już gotowa, więc nic już jej nie powstrzymywało.
Sięgnęła po dwie lampki na wino, udało jej się otworzyć butelkę bez żadnego problemu, w końcu tym zajmowała się na co dzień. Nalała odpowiednią ilość (tak połowę szkła, żeby nie przesadzić) po czym wróciła z nimi do Aveliny. - Zdrówko, żeby praca lekką była. - Wysunęła swój kieliszek, w jej stronę, aby się z nią stuknąć.