14.01.2024, 19:48 ✶
Tak, to mogła być projekcja i gdybym mógł, to cofnąłbym pytanie, albo wyjaśnił, ale miałem wrażenie, że temat znów umarł i nawet się z tego cieszyłem, bo odniosłem wrażenie, że zakończyliśmy na dość pozytywnym zdaniu. Samowystarczalność. Najpierw pokochaj siebie, a dopiero później idź kochać innych. I takie tam sprawy i złote myśli, prawda? No właśnie.
Otworzyłem szeroko usta, jeszcze szerzej oczy w szoku, spojrzałem na nadgarstek, zaraz patrząc na ścianę, ale zegarka się nie dopatrzyłem, z resztą na co mi zegarek, jak o datę mi chodziło?
-O, to już? Zapomniałem przez te wyjazdy i pracę.-są na tym świecie rzeczy ważne i ważniejsze. Coś kojarzyłem, że niedługo będzie, ale kiedy na pewno, to tak plus minus. Czas jednak leciał szybciej niż myślałem.
-Oh, co za zbieg okoliczności. To wszystkiego najlepszego, sto lat.-uśmiechnąłem się do niej szeroko, szczerze jej życząc dobrego życia, do tego impreza z przyjaciółmi. Ja się do tego grona nie zaliczałem, a może to i dobrze, wolałem mieć nieco bardziej formalne relacje z szefami swoimi, mniej boli przy zwolnieniu albo rezygnacji.
Wytrzepałem dłonie o spodnie i stanąłem wyprostowany, żeby spojrzeć na salę.
-Idealnie. Póki co, zaraz przyjdą ludzie i wszystko zepsują. Nie po to tyle ustawiałem te kieliszki, żeby mi je przestawiali.-zaśmiałem się zły na żarty.-I oby się tylko nic nie stłukło.-rzuciłem prośbę, składając dłonie i patrząc ku górze na sekundę.-Chociaż lepiej, żeby się stłukło tu, niż jakby mieli w domu tłuc rzucając w siebie talerzami.-zaśmiałem się pod nosem i poszedłem za blat baru.-Na pewno nic w kuchni nie zostało? Żadne chusteczki, zaginione ciasteczka? Małe łyżeczki?...-spojrzałem na stół.-Wyniesione.-uśmiechnąłem się do siebie, zaraz podpierając się o biodra.-A koty nie są złe, że tyle je omija?-zagadałem pół żartem, pół serio, w końcu tyle okazji do głaskania i zjedzenia czegoś smacznego, a kocie noski na pewno czują zapachy z kuchni.
Otworzyłem szeroko usta, jeszcze szerzej oczy w szoku, spojrzałem na nadgarstek, zaraz patrząc na ścianę, ale zegarka się nie dopatrzyłem, z resztą na co mi zegarek, jak o datę mi chodziło?
-O, to już? Zapomniałem przez te wyjazdy i pracę.-są na tym świecie rzeczy ważne i ważniejsze. Coś kojarzyłem, że niedługo będzie, ale kiedy na pewno, to tak plus minus. Czas jednak leciał szybciej niż myślałem.
-Oh, co za zbieg okoliczności. To wszystkiego najlepszego, sto lat.-uśmiechnąłem się do niej szeroko, szczerze jej życząc dobrego życia, do tego impreza z przyjaciółmi. Ja się do tego grona nie zaliczałem, a może to i dobrze, wolałem mieć nieco bardziej formalne relacje z szefami swoimi, mniej boli przy zwolnieniu albo rezygnacji.
Wytrzepałem dłonie o spodnie i stanąłem wyprostowany, żeby spojrzeć na salę.
-Idealnie. Póki co, zaraz przyjdą ludzie i wszystko zepsują. Nie po to tyle ustawiałem te kieliszki, żeby mi je przestawiali.-zaśmiałem się zły na żarty.-I oby się tylko nic nie stłukło.-rzuciłem prośbę, składając dłonie i patrząc ku górze na sekundę.-Chociaż lepiej, żeby się stłukło tu, niż jakby mieli w domu tłuc rzucając w siebie talerzami.-zaśmiałem się pod nosem i poszedłem za blat baru.-Na pewno nic w kuchni nie zostało? Żadne chusteczki, zaginione ciasteczka? Małe łyżeczki?...-spojrzałem na stół.-Wyniesione.-uśmiechnąłem się do siebie, zaraz podpierając się o biodra.-A koty nie są złe, że tyle je omija?-zagadałem pół żartem, pół serio, w końcu tyle okazji do głaskania i zjedzenia czegoś smacznego, a kocie noski na pewno czują zapachy z kuchni.