23.11.2022, 13:43 ✶
Brenna spojrzała na Menodorę i… roześmiała się. Trochę było w tym autentycznej wesołości, ale trochę był to śmiech kogoś, kto przed chwilą był w naprawdę groźnej sytuacji i teraz odreagowywał ją na sposób, który dało się uznać za dość dziwny.
- Dora, dobrze, że cię znam, bo zaczęłabym się obawiać, że skończę na twoich grządkach – powiedziała, chociaż sądząc po tobie i uśmiechu był to żart. – Jeżeli trafi mnie jakaś zabłąkana avada, możesz zamiast nagrobka zasadzić nade mną drzewo, nie mam nic przeciwko, ale na razie chyba jeszcze nie jestem gotowa na zostanie nawozem dla diabelskich sideł.
Ujęła Crawley za łokieć, lekko wprawdzie, ale potem dość stanowczym gestem pociągnęła ją w stronę, z której przyszły. Starała się iść tą samą ścieżką, jaką już pokonały, bo prawdopodobnie nie powinny natknąć się na niej na żadne inne, mordercze rośliny. W drugiej dłoni natomiast trzymała wciąż różdżkę, mocno zaciskając na niej palce. Lepiej, by żadne zabłąkane zwierzątko nie poruszyło krzakami, bo chociaż Brenna zdawała się już całkiem spokojna i niemal wesoła, mogła zareagować nieco nerwowo…
- Eko policja? Nie chciałabym, żeby złapali mnie Greengrassowie. Jestem pewna, że nakarmiliby mną swoje drzewa, gdybym im wypaliła Knieję Godryka. I to mówię celowo w liczbie mnogiej, bo na pewno najpierw rozerwaliby mnie na dużo małych kawałeczków, żeby podzielić się z każdym drzewem… - paplała, rozglądając się wokół. Uważnie. Czy przypadkiem jakiś roślinny pęd nie zamacha do nich zza któregoś pnia, bo wtedy to ona nie ręczyła za siebie!
- To niegłupi pomysł, napiszę potem sowę… jeżeli nie, możesz spróbować ty albo kupię coś na Pokątnej – stwierdziła Brenna. – Lepiej, jeżeli wrócimy do Domu i się tym jak najszybciej zajmiemy. Zanim ktoś naprawdę skończy jako nawóz.
- Dora, dobrze, że cię znam, bo zaczęłabym się obawiać, że skończę na twoich grządkach – powiedziała, chociaż sądząc po tobie i uśmiechu był to żart. – Jeżeli trafi mnie jakaś zabłąkana avada, możesz zamiast nagrobka zasadzić nade mną drzewo, nie mam nic przeciwko, ale na razie chyba jeszcze nie jestem gotowa na zostanie nawozem dla diabelskich sideł.
Ujęła Crawley za łokieć, lekko wprawdzie, ale potem dość stanowczym gestem pociągnęła ją w stronę, z której przyszły. Starała się iść tą samą ścieżką, jaką już pokonały, bo prawdopodobnie nie powinny natknąć się na niej na żadne inne, mordercze rośliny. W drugiej dłoni natomiast trzymała wciąż różdżkę, mocno zaciskając na niej palce. Lepiej, by żadne zabłąkane zwierzątko nie poruszyło krzakami, bo chociaż Brenna zdawała się już całkiem spokojna i niemal wesoła, mogła zareagować nieco nerwowo…
- Eko policja? Nie chciałabym, żeby złapali mnie Greengrassowie. Jestem pewna, że nakarmiliby mną swoje drzewa, gdybym im wypaliła Knieję Godryka. I to mówię celowo w liczbie mnogiej, bo na pewno najpierw rozerwaliby mnie na dużo małych kawałeczków, żeby podzielić się z każdym drzewem… - paplała, rozglądając się wokół. Uważnie. Czy przypadkiem jakiś roślinny pęd nie zamacha do nich zza któregoś pnia, bo wtedy to ona nie ręczyła za siebie!
- To niegłupi pomysł, napiszę potem sowę… jeżeli nie, możesz spróbować ty albo kupię coś na Pokątnej – stwierdziła Brenna. – Lepiej, jeżeli wrócimy do Domu i się tym jak najszybciej zajmiemy. Zanim ktoś naprawdę skończy jako nawóz.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.