14.01.2024, 20:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2024, 20:34 przez Brenna Longbottom.)
Brenna do pewnych rzeczy po prostu się nie nadawała. Przynajmniej we własnym mniemaniu.
Kiedyś pewnie myślała, że założy rodzinę, ale jakoś zawsze na chłopaków patrzyła jak na kumpli, a oni patrzyli tak samo na nią: nie była dziewczyną, która wzbudzałaby zainteresowanie, gdy wokół było tyle bardziej interesujących pań. A potem przyszła wojna i całą swoją uwagę skupiła na czymś innym. Na całe szczęście, jej brat był trochę mniej uparty w swoich zapędach niż Edward, chociaż też zdarzało się jej bezlitośnie zmyć Erikowi głowę za różne zapędy, przy których współczuła nawet nie sobie, a ich obiektom.
– Tylko ciastko? Ciastka i pączki to coś, co traktuję wręcz śmiertelnie poważnie. Dopuszczasz się herezji, Sherwood – oświadczyła, trzymając opakowanie poza jego zasięgiem. Upiła kolejny łyk kawy, a potem wrzuciła opakowanie do najbliższego kosza i ruszyła dalej ulicą. Dziennikarz, który zaczepiał Vincenta, dorwał kolejną, nieszczęsną ofiarę – Brenna obejrzała się za nim, zastanawiając się, czy czytelników w ogóle zainteresuje jakaś tam sonda uliczna.
Będzie musiała sprawdzić, czy wspomną w prasie o Abrahamie Lincolnie.
– Nie, to postać z bajki. Która wygrała takie zawody kandydatek, zgromadzonych w jednym miejscu, żeby Książę mógł sobie wybrać jedną z nich. Zainteresował się właśnie nią, bo zwiała o północy. I tak pomyślałam, że ty miałbyś większy problem z wyborem, bo jestem absolutnie pewna, że na twój widok więcej rzuciłoby się do ucieczki… – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, łamiąc kolejne ciasteczko na pół, by potem je zjeść. Brenna lubiła mugolskie baśnie i książki w ogólności, zaczytywała się Diuną, Tolkienem, ale także taką Jane Austen. Bajki o Kopciuszku jednak jakoś nigdy nie lubiła. Co to w ogóle miało być? Przecież wybranka księcia nie powinna być tylko ładna, ale też być w stanie ogarnąć sprawy państwowe. A szukanie jej na podstawie pantofelka? Jeśli miała tak małą nóżkę, że drugiej takiej nie było na całym świecie, to czy nie była pół goblinem? I czy wtedy mogłaby być tak piękna, że oczarowałaby księcia? – Och, pozwalasz. Jakże łaskawie z twojej strony. Chyba po prostu dobrze wiesz, że jeśli spróbujesz mi zabronić, postawię ci pod domem skrzynkę na listy z napisem „skrzynka Abrahama Lincolna” albo coś takiego… – parsknęła. Ale niezależnie od tego, czy pozwalał, czy nie, i tak już planowała wysłanie mu specjalnej przesyłki. – W każdym razie, jeśli chodzi o tych kłusowników… – podjęła, zniżając głos i krótko streszczając mu sytuację: oczywiście tylko odnośnie tych informacji, które nie były tajne i których nie mógłby wykorzystać do jakiejś samodzielnej vendetty…
Kiedyś pewnie myślała, że założy rodzinę, ale jakoś zawsze na chłopaków patrzyła jak na kumpli, a oni patrzyli tak samo na nią: nie była dziewczyną, która wzbudzałaby zainteresowanie, gdy wokół było tyle bardziej interesujących pań. A potem przyszła wojna i całą swoją uwagę skupiła na czymś innym. Na całe szczęście, jej brat był trochę mniej uparty w swoich zapędach niż Edward, chociaż też zdarzało się jej bezlitośnie zmyć Erikowi głowę za różne zapędy, przy których współczuła nawet nie sobie, a ich obiektom.
– Tylko ciastko? Ciastka i pączki to coś, co traktuję wręcz śmiertelnie poważnie. Dopuszczasz się herezji, Sherwood – oświadczyła, trzymając opakowanie poza jego zasięgiem. Upiła kolejny łyk kawy, a potem wrzuciła opakowanie do najbliższego kosza i ruszyła dalej ulicą. Dziennikarz, który zaczepiał Vincenta, dorwał kolejną, nieszczęsną ofiarę – Brenna obejrzała się za nim, zastanawiając się, czy czytelników w ogóle zainteresuje jakaś tam sonda uliczna.
Będzie musiała sprawdzić, czy wspomną w prasie o Abrahamie Lincolnie.
– Nie, to postać z bajki. Która wygrała takie zawody kandydatek, zgromadzonych w jednym miejscu, żeby Książę mógł sobie wybrać jedną z nich. Zainteresował się właśnie nią, bo zwiała o północy. I tak pomyślałam, że ty miałbyś większy problem z wyborem, bo jestem absolutnie pewna, że na twój widok więcej rzuciłoby się do ucieczki… – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, łamiąc kolejne ciasteczko na pół, by potem je zjeść. Brenna lubiła mugolskie baśnie i książki w ogólności, zaczytywała się Diuną, Tolkienem, ale także taką Jane Austen. Bajki o Kopciuszku jednak jakoś nigdy nie lubiła. Co to w ogóle miało być? Przecież wybranka księcia nie powinna być tylko ładna, ale też być w stanie ogarnąć sprawy państwowe. A szukanie jej na podstawie pantofelka? Jeśli miała tak małą nóżkę, że drugiej takiej nie było na całym świecie, to czy nie była pół goblinem? I czy wtedy mogłaby być tak piękna, że oczarowałaby księcia? – Och, pozwalasz. Jakże łaskawie z twojej strony. Chyba po prostu dobrze wiesz, że jeśli spróbujesz mi zabronić, postawię ci pod domem skrzynkę na listy z napisem „skrzynka Abrahama Lincolna” albo coś takiego… – parsknęła. Ale niezależnie od tego, czy pozwalał, czy nie, i tak już planowała wysłanie mu specjalnej przesyłki. – W każdym razie, jeśli chodzi o tych kłusowników… – podjęła, zniżając głos i krótko streszczając mu sytuację: oczywiście tylko odnośnie tych informacji, które nie były tajne i których nie mógłby wykorzystać do jakiejś samodzielnej vendetty…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.