Gdy dziewczyna odwróciła się do niego przeszedł go jakiś nieprzyjemny cień, dreszcz, a może złość? Chrząknął lekko, ale widząc, że go nie poznała nie miał zamiaru jej ułatwiać zadania. Spojrzał na dziecko, które chciała w odruchu chronić przed nim; jego usta rozciągnęły się w cynicznym uśmiechu.
– Spokojnie Yaxley, nie krzywdzę bezbronnych w przeciwieństwie do innych – mruknął i spojrzał na zapłakane dziecko z nutką podejrzenia i gdzieś błąkającej się myśli, że może Geraldine przerzuciła się na dręczenie też dzieci, ale raczej w to wątpił. Polowała na zwierzęta dla biznesu i miał w głębi duszy gdzieś nadzieję, że kobieta nie robiła tego dla przyjemności. Słowa dziewczyny skutecznie odwróciły uwagę od tych niekomfortowych myśli, spojrzał na kota i uniósł brwi ku górze. Czyli polowanie na kota?
– Mogę spróbować go ściągnąć – Vincowi brakowały tylko trzy centymetry do dwóch metrów, więc nie powinien mieć problemu z sięgnięciem po kota – Musisz uważać jak nie chcesz, aby ci ten kot uciekał tak często. Może zrób mu jakąś smycz? – zasugerował i jeśli Ger zgodziła się na to, aby to Vinc zajął się ściągnięciem sierściucha to powoli podszedł parę kroków w stronę zwierzaka – Masz może jakiś przysmak dla niego? – zerknął na dziecko jeszcze nim podjął się próby łapania kota.