Szarość tego dnia nie była przyjemna, ale nie zdejmowało to uśmiechu z jej bladej twarzy. Niebieskie oczy z zaciekawieniem obserwowały jak potężne, grube chmury zajmowały coraz większą przestrzeń na niebie przysłaniając jego błękit. Czasami zastanawiała się jaki kolor lubiła najbardziej, ale szybko przekonała się, że codziennie był on inny. Dzisiaj lubiła szarość wraz z niebieskim, który przegrywał tę bójkę o dominację. Elaine lubiła lato, bo było zwykle ciepłe, słoneczne i przyjemne; nawet jeśli w danym dniu pojawiały się deszczowe chwile to i tak wydawało jej się to naprawdę urokliwym momentem w jej egzystowaniu i obserwowaniu świata dookoła niej. Wykazywała się czystą, naiwną ciekawością do tego, co mógł przynieść jej nawet taki dzień. Burzowe chmury potrzebne były w życiu każdego człowieka, nawet jeśli wydawały się być czymś nieprzyjemnym i smutnym. Nawet letnie rośliny, które rozkwitały i nabierały barw potrzebowały trochę deszczu.
W końcu przestała wgapiać się w niebo i spojrzała przed siebie. Niestety okrutny los chciał, aby jej niezdarność akurat dzisiejszego dnia objawiła się przed nią niczym zdradziecka żmija i sprawił, że dziewczyna wpadła prosto na plecy jakiegoś mężczyzny. Jęknęła zaskoczona, upuściła swój koszyk, z którego posypały się drobne bibeloty, dwa jabłka i parasol.
— Aua — mruknęła rozcierając swój nos — Niech pan uważa jak pan stoi — spojrzała na niego, ale zaraz zaczęła zbierać swoje rzeczy z ziemi, aby wrzucić je do koszyczka. Nie było to zbyt przyjemne powitanie, ale głupio jej było, że tak na kogoś wpadła i po prostu to przyszło jej pierwsze na myśl. Oh, jaka z niej była niepoprawna niezdara.