Czyli to nie było złudne wrażenie. Skoro on znał ją, to i ona powinna znać jego. Jak zwykle jednak nie mogła połączyć twarzy z nazwiskiem. Bardzo ją to irytowało, bo wiele by to ułatwiło. Najwyraźniej wiedział, czym się zajmuje, skoro wysilił się na ten nie do końca miły komentarz, musiał też tym gardzić. Nie był jedyny, przywykła do tego. Mało kto rozumiał to, czym się zajmowała. Łatwo przychodziło osądzanie, szczególnie, kiedy nie miało się pojęcia, jak dokładnie wygląda praca drugiej osoby. Pomagała bezbronnym, którzy nie potrafili sobie poradzić ze stworzeniami, które uprzykrzały im życie i były bardzo niebezpieczne. Ryzykowała swoje życie, aby pomagać innym. W oczach niektórych była po prostu zabójcą, najwyraźniej on należał do tych osób. Trudno, nie zamierzała udowadniać, że jest inaczej, nie uszczęśliwi wszystkich.
- Nie wiem do czego pijesz, ale ja nie atakuję ludzi. - Odpowiedziała z irytacją w głosie. No, może czasami, kiedy ktoś nadepnął jej na odcisk korzystała z pięści, aby trochę rozładować złość, aczkolwiek nie zabijała ludzi. Przynajmniej, jak na razie. Kto wie bowiem, do czego będzie zmuszona w przyszłości, szczególnie, że czasy były bardzo niebezpieczne.
Geraldine zmierzyła go wzrokiem, był od niej wyższy, miał lepsze predyspozycje chociaż ona posiadała umiejętności, które mogły jej bez mniejszego problemu pomóc złapać kota. Może chciała zobaczyć, jak się wspina, bo nie do końca wierzyła, że przechytrzy to zwierzę? Najwyżej później się dołączy do zabawy. - To spróbuj, tylko nie spadnij, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny.
- Ale koty ponoć lubią chodzić własnymi ścieżkami, nie chcę mu tego zabierać. - Powiedziała dziewczynka trochę zdziwiona tym, że wspomniał o smyczy. - Na smyczy chodzą psy, nie koty. - Dodała jeszcze. - Nie mam żadnego przysmaku. - Powiedziała jeszcze smutnym głosem.