Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta z sekundy na sekundę, a jeżeli nie sytuacja, to na pewno ręką Stanleya, który chciał chyba w tej sposób zablokować przepływ trucizny. Prawdę mówiąc to nie wiedział czy to w ogóle ma prawo zadziałać... bo chyba miało?
Na pewno nie pomagało to w przeszukiwaniu kolejnych szafek i półek. To musiała być odgórnie zaplanowana akcja przez siły zła albo współpra... nie. Brenny tu przecież wcześniej nie było, prawda? A może jednak była?
W tym momencie, umysł Borgina, działał trochę po omacku i wszystko co nie było w zasięgu wzroku, po prostu nie istniało. Właśnie przez to fakt, że odtrutka może znajdować się w domu, a nie szklarni, był bardzo odległym pomysłem. A może trucizna, po prostu zaczęła już działać? I nie było szans na ratunek?
Stanley nie był w stanie dostrzec ani remedium na swój problem, ani tego, że Longbottom zdążyła opuścić pracownie ich trupa, pójść do domu, znaleźć to co powinni i wrócić... A na sam koniec jeszcze zostać niezauważoną - prawdziwa sztuczka-magiczka. To by właśnie wyjaśniało zdziwienie Borgina na słowa Brenny. Po kiego licha nam Sprout, jak potrzebujemy leków dziwił się w myślach ale usłyszał kluczowe słowo "to chyba to"... I to wystarczyło.
Podniósł się i czym prędzej ruszył w jej kierunku. Mógł wypić całą i był gotów na takie poświęcenie. Może zyskałby wtedy dodatkową odporność? Coś jak ze szczepionkami? Bo chyba nie mogło mu to zaszkodzić, prawda?
- Za dużo chyba nie zaszkodzi... - rzekł do niej podchodząc - Całe wypiję na swoją odpowiedzialność jeżeli go nie znajdziemy - dodał, rozglądając się za Sproutem. Podobnie jednak jak wcześniej, starał się go wypatrzeć w szklarni i może kawałek przed. Domek jak i cała reszta posesji nie wchodziła w rachubę - nie mógł przecież tam być. Tylko czy go nie było tutaj jeszcze chwilę temu? Gdzie on mógł się podziać?
- Apollo nie widziałeś gdzieś Sprouta? - zapytał innego funkcjonariusza, licząc że może on będzie miał odrobinę więcej szczęścia z tym momencie. Kiedy on zdążył opuścić szklarnie? Też poszedł szukać remedium? Ale skoro Brenna wróciła, czemu nie wrócił i on?
Najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że ta sprawa nie byłaby zapewne, aż tak ciężka, gdyby nie to całe pogryzienie.
- Daj Brenna, ja to wypije całe - stwierdził, wyciągając dłoń w jej kierunku. Stanley nie widział nadziei w odnalezienie go, a miał wrażenie, że trucizna to już w pełni przejęła kontrolę nad jego ciałem skoro nawet nie miał żadnego problemu, aby odezwać się do Longbottom i co gorsza, nie ciągnęło go na papierosa po tych słowach.
popisowy numer
@Brenna Longbottom
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972