W życiu by się nie zgodził, że jego fach jest bardziej niebezpieczny od tego co robiła Pandora. Fakt, zdarzało się uderzyć w palce młotkiem czy gdzieś się skaleczyć ale miał przecież jeszcze te niebieskie plasterki, które dostał jako prezent w Turcji - Tak, tak. Lżejsza. Mhmm... Jeszcze może powiesz, że nagle zaczęły Ci się podobać te wszystkie bale w Turcji? - spojrzał na nią tak poważnie jak tylko potrafił, jednak szybko zaśmiał się pod nosem - No nie wiem, nie wiem... - przejechał kilka razy po brodzie w geście zastanowienia się, a później wystawił dwa palce przed siebie aby pokazać niedużą odległość między nimi - Lekko? - wzruszył ramionami aby zachować swoje pozory. Jeszcze by brakowało, aby Dagur czy ktoś inny usłyszał, że tak było to nie miałby już w ogóle życia.
- Nie wiem, próbujesz mnie teraz przekupić? - zapytał na wspomnienie o maślance. Co by nie mówić był to dosyć dobry argument aby wymusić na nim pozostanie, wszak to była część porannej tradycji. Hjalmar zasiadł na tym stołku i przyglądał się jak Pandora (nadal uparta jak ten osiołek) sukcesywnie wyjmuje kolejne rzeczy - No prawda, prawda... Ale to też nie byłby żaden problem. Pamiętaj - zauważył i zwrócił tym samym uwagę. Nie chciał aby myślała, że byłoby inaczej. Hjalmar trzymał się dobrze - chodził grzecznie spać wieczorami i wstawał skoro świt. Ciężka praca powodowała, że usypiał jak małe dziecko i przesypiał całą noc bez żadnych problemów o czym zresztą Prewettówna miała już okazję się przekonać.
Czytał po raz kolejny nagłówek z gazety kiedy Turczynka zaskoczyła go swoim pytaniem - Umm... No tak... - pokiwał głową - No chyba, że wziąć pod uwagę... - przejechał dłonią po karku - Moją przypadłość... To nie wiem jak to rozpatrywać ale ogólnie to tak. Nordgersimowie to czystokrwista rodzina. Dosyć znana zresztą w moich rodzinnych stronach - dodał od siebie, a później podszedł do paleniska. O ile problem mógł nie dotyczyć jego czy jego najbliższych, tak dotyczył dużej części mieszkańców Doliny Godryka, którzy byli jego sąsiadami, a Hjalmar nie widział możliwości aby zostawić ich w potrzebie gdyby coś się stało. Lata kiedy to on był tym złym, minęły już dawno i teraz był tym dobrym, który martwił się o innych i chciał ich chronić za wszelką cenę - nawet własnego życia.
Ogień uspokajał go w jakiś sposób, a on sam nie wiedział czemu tak było. Tańczące płomyki łapczywie brały udział w tym tańcu na węglikach, a Hjalmar po prostu to obserwował niczym jakiś występ w teatrze. Po prostu miało w sobie to coś co pozwalało się w tym zatracić i stracić rachubę czasu - No... - zaczął ale zaraz przerwał kiedy Pandora złapała go za podbródek. Mimo wszystko spoglądał gdzieś tam kątem oka w kierunku ognia - Niby tak... Ale to nadal jest kilka tygodni strachu czy zagrożenia - wyjaśnił, kładąc dłoń na jej ramieniu, mniej więcej na wysokości bicepsu - I nie chodzi o mnie nawet. Ja się go nie boję. Ani go ani nikogo z tych ludzi, którzy za nim pójdą... - ciężko westchnął by po chwili nabrać powietrza w płuca - Nie mogę tego samego powiedzieć o innych... O osobach na których mi zależy. Nie mogę być przecież wszędzie aby każdego ochronić... Nie mogę być na raz w Anglii i na Islandii. A co jeżeli coś się stanie Njali z Lisą pod nieobecność Ivara? Co jeżeli coś się stanie którejś z moich sióstr pod nieobecność moją i ojca? - zapytał, przejeżdżając palcem - Co... Jeżeli stanie się coś Tobie? - dodał, przenosząc swoje spojrzenie na Prewettównę, oddając jej pełnię swojej uwagi.