Jeszcze chwila, krótki moment, a będzie bezpieczna. Przynajmniej pozornie. Klubokawiarnia była miejscem, w którym znajdował się jej azyl. Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, czy Wendy uwierzy w to, że to ona. Pojawił się kolejny problem, bo jak niby udowodni jej, że jest Norą. Zaczynała nieco panikować z tego powodu, bo co jeśli wyrzuci ją z jej własnej klubokawiarni, a zarazem domu, co wtedy pocznie? Gdzie się uda. Póki co jednak nie dzieliła się tym zmartwieniem ze swoim towarzyszem. Nie chciała pokazywać, jak bardzo jest to dla niej niekomfortowe. Nie znosiła pokazywać swoich słabości, a każda odmienność od normy była dla niej ogromnym dyskomfortem.
- Broń Merlinie, chyba bym się nie pozbierała po czymś takim. - To byłby dla niej ogromny cios. Jak bowiem miałaby wytłumaczyć Mabel, że będzie miała tatę, a nie mamę? Na całe szczęście, akurat dzisiaj jej córka była w Dolinie Godryka, nie będzie więc widziała tego, co się jej przytrafiło. Nora czuła, że Mała miałaby ogromny ubaw widząc ją w tej postaci.
Panna Figg już jakiś czas temu zaangażowała się w działania Zakonu Feniksa, jak wielu jej najbliższych. Mab ostatnio pytała jej, co się z nią stanie, jeśli ona umrze. Czasy były bardzo niepewne, niebezpieczeństwo czaiło się za rogiem, nawet na tych, którzy nie wykazywali zainteresowania działaniem w organizacji. Trudno jej było odpowiedzieć na to pytanie, w końcu większość z jej najbliższych również angażowała się w te działania. Każdy mógł odejść. Zresztą pierwsze ofiary już się pojawiły, Longbottomowie stracili członka swojej rodziny. Kto wie, kto będzie następny. Pogodziła się z ryzykiem, niby ona sama nie walczyła, jednak zawsze pojawiało się ryzyko. Śmierciożercy mogli się domyślić, że pomaga tym, którzy są przeciwko nim. Zapewne nie zakładaliby, że sporo wie, w końcu była jedynie cukierniczką, nie sprawiała pozorów kogoś mocno zaangażowanego, ale pozory myliły. Wspierała Zakon swoją wiedzą, nie bała się tego, w końcu kto, jeśli nie tacy jak ona? Czuła, że musi to robić, mimo, że mogła zginąć. Ktoś musiał działać, aby uwolnić świat od zła.
Starała się też nie trzymać córki pod kloszem, chociaż było to dla niej bardzo trudne. Najchętniej nie wypuszczałaby jej z domu, z racji na to, co się działo. Chciała jednak, żeby miała szczęśliwe dzieciństwo, tak jak ona, w końcu nikt jej później nie odda tego straconego czasu.
Wiele kwestii ją zastanawiało. W końcu nigdy jeszcze nie było jej dane znaleźć się w ciele mężczyzny, trochę głupio jej jednak było zadawać mu takie pytania. - Tajemnica zawodowa. - Powtórzyła jeszcze. Ciekawe, czy spotkał się już z podobnym przypadkiem, może ten duch często w ten sposób sobie żartował z czarodziejów? - Czy zawsze wam to tak przeszkadza? Ledwo mogę chodzić z tym ciężarem między nogami. - Przystanęła w miejscu, bo dotarło do niej, co właściwie powiedziała, może lepiej było się ugryźć w język? Próbowała walczyć z zawstydzeniem, jednak czuła, że policzki zaczynają ją piec, musiały się więc na nich pojawić rumieńce.