Było to dość dawno, ale podstawy Nicholas jeszcze pamiętał. Wystarczy po prostu wsiąść na wierzchowca i utrzymać równowagę. Jazda nie jest problemem. Schody mogą zacząć się na wzbijaniu w powietrze, lub w czasie galopu. Wtedy należy zachować szczególną ostrożność. Do wszystkiego trzeba podejść powoli.
Istotna różnica między wierzchowcem zwykłym a abraksanem. Te drugie były wyższe. A może raczej większe?. Może ze względu na swój wzrost, nie bardzo Nicholas to zarejestrował. Lecz jeżeli Gabriel chciał ułatwić mu dosiedlenie siodła, pozwolił na to. Siedząc już, zahaczył drugim butem o drugie strzemię. Odebrał przerzucone lejce, poprawił się i dopasował wszystko pod siebie. Był gotowy.
Obserwował, jak Laurent dosiada Michaela. Następnie ich stworzenia skierowały się w stronę plaży. Dawno nie podziwiał otoczenia z takiej wysokości, podczas poruszania się. Wspólny spacer z Laurentem. W dodatku pierwszy. Ostatnim razem Nicholas odmówił. Zrobił to dlatego, że nie chciał się przyznawać do braku umiejętności w przejażdżce na abrakssanach, nie spodziewając się wtedy spotkać Lukrecji jako Prewetta. Nie chciał tym samym nadużywać mu gościnności, widząc w nim strach wobec swojej osoby. Teraz było dobrze. Skoro Laurent sam, osobiście zaczął go zapraszać do siebie. Zaczął jakby w pewnym stopniu, ufać.
Podczas wstępnej i spokojnej przejażdżki, mogli porozmawiać. Laurent wspomniał o tym, że jak dawno nie jeździł. Czemu się tu dziwić? Mieszka sam. Co zdążył Nicholas zarejestrować. Poza pracownikiem, skrzatem i stadem abraksanów. Czy miał członków rodziny, którzy by chętnie odwiedzali i odbyli wspólne przejażdżki? Albo znajomych? Przyjaciół? Miał kogokolwiek?
Powód mógł okazać się także inny. Zdrowie.
Zapytał Nicholas, przenosząc na moment wzrok w jego kierunku. Fizycznie wyglądał w miarę dobrze, psychicznie… Może jeszcze nie w pełni, po tym co doświadczał lata temu. Trauma, lęki czy obawy jeszcze mogły się go trzymać. Sądząc po ich pierwszym spotkaniu po latach. Bał się Dantego.
Uniwersalny temat o jazdę konną. Co go skłoniło do jazdy konnej? Jakoś nigdy nie zastanawiał się co go do tego mogło skłonić. Po prostu uznawał to za ciekawość, nowe doświadczenie, zwyczajność. Czy może było coś więcej. Czy powinien odkryć przed nim swoje tajemnice? Swoje karty? Unikatowe zdolności? Laurent nie chciał kłamstwa. Chciał żyć w prawdzie.
- Ciekawość? Może doświadczenie czegoś nowego? Matka od dziecka odpowiadała nam o magicznych stworzeniach. Przez to może konie wydawały mi się być szlachetnymi stworzeniami należących do arystokratów? Może to mnie skłoniło, aby się nauczyć jazdy na nich? Matka mi kiedyś powiedziała, że jeżeli chcę dosiąść magiczne stworzenie jak Graniany, Abraksany, powinienem mieć styczność na początek z czymś prostym jak konie.Wzruszył lekko ramionami. Sam nie wiedział jak miał mu inaczej odpowiedzieć na to pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. To po prostu było. Zobaczył konia, zobaczył stadninę. Potem matka z kimś rozmawiała. Dostał pozwolenie na przejażdżkę i tak jakoś poszło. A dlaczego on? Bo odziedziczył jej geny rodzinne. Rozpoznawał magiczne stworzenia. W ten sposób poznał gatunek Laurenta. Przyciągnął go do siebie jak magnes. Pólselkie.