Laurence westchnął, kiedy na jego prośbę Camille odmówiła pozostania na korytarzu. Nie będzie naciskał. Wszedł do środka jako pierwszy, badając i oceniając sytuację. Ktoś najwyraźniej dokonał włamania. Jedynym oświetleniem pomieszczenia, była świeczka. Dzięki czemu, było można dostrzec poruszający się cień. Cenne dokumenty, zbiory kartotek pacjentów i tutejszych uzdrowicieli. Inne księgowe sprawy. Wszystko leżało na podłodze porozrzucane. Nie to teraz było istotne. Ale kto tego dokonał.
Lestrange, wszedł głębiej, trzymając mocno różdżkę przed sobą. Dostrzegł w pewnym momencie ruch i skierował swoją broń w prawą stronę. Była tam przygarbiona postać. Obejmowała się. Nie wyglądała na pierwszy rzut oka na ludzką. Wilkołak? Niemożliwe. Ghul? Inny opętaniec? Dostrzegając w końcu charakterystyczny strój szpitalny, mógł tylko zgadywać jedno. "Pacjent." - pomyślał. Czyżby jakimś cudem komuś uciekł z oddziału?
Czarodziej obejrzał się, gdzie była Camille, aby móc w razie czego zakryć ją sobą. Ta istota jednak zauważyła jego osobę. Kiedy rzekła słowo "różdżka", Laurence na powrót na niego spojrzał. Ukradł? Nie było czasu na zastanowienie.
Kiedy pacjent rzucił się w jego kierunku, w ramach obrony, Lestrange rzucił zaklęcie odrzucające. Aby zwiększyć dystans między nimi. Tutaj trzeba będzie unieruchomić napastnika. Nawet jeżeli to pacjent. Minie trochę chwili, nim dołączą do nich pozostali pracownicy tego budynku.
- Nie wygląda Ci to na opętanie?Zapytał koleżankę, wciąż jednak mając na celowniku pacjenta. Camille była w swojej specjalizacji bardziej obeznana, więc może w takiej sytuacji, uda jej się rozwiązać problem, aby wiedzieli jak postępować dalej. Jeżeli ta istota znów podejmie atak, Lestrange będzie próbował rzucić zaklęcie wiążące, w postaci lin, aby unieruchomić. Drastyczna metoda, ale tutaj chodziło o bezpieczeństwo wszystkich. Uśpią go i potem będzie można jakoś pomóc. Jeżeli w ogóle będzie to możliwe.