23.11.2022, 15:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:28 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Florence Bulstrode - Piszę, więc jestem.
Florence Bulstrode naprawdę wysoko ceniła sobie porządek. Osiągało to wymiary niewielkiej manii, w życiu codziennym mało dostrzegalnej na szczęście, ale sprawiającej, że kobieta bardzo równo układała wszystkie ubrania, złościła się na braci, gdy w kuchni przestawili przyprawy i utrzymywała pedantyczną czystość w swoim pokoju.
W szpitalu jednak... ach, w szpitalu Florence stawała się demonem ładu i porządku, gotowym ogryzać głowę za źle postawioną fiolkę, dla której tajemnicze zaginięcie jednej buteleczki, bez wpisu do rejestrów, stawało się powodem do szeroko zakrojonego śledztwa. A tego dnia miał nastąpić chaos i apokalipsa, czyli: przypadała kolejka Florence na przejrzenie zapasów ich oddziału oraz dokonanie inwentaryzacji różnych podejrzanych przedmiotów, przez które pacjenci trafili na oddział, a które należało odczarować, skatalogować czy sprawdzić pod kątem klątw. (O ile nie były aż tak podejrzane, że zgłoszono je do BUM albo Biura Aurorów natychmiast.)
Do pomocy Bulstrode dostała Fernah, która zdaje się już wcześniej miała tutaj parę rzeczy skatalogować i opisać: może po prostu tego dnia była jej kolej, a może stażyści urządzili jakieś losowanie i kobiecie przypadła najkrótsza słomka...
- Panno Slughorn! Ile mamy buteleczek Szkiele - Wzro? - spytała, spoglądając na rejestr eliksirów ze zmarszczonymi brwiami. Z rejestru wychodziło niezbicie, że mieli dość zapasów, aby przywrócić na nogi całą, niewielką armię osób, która utraciła kości. Tymczasem była niemal pewna, że kiedy zajrzała do szafki, zobaczyła jakieś marne resztki...
- Na litość Merlina, kto opisywał te mikstury? - zirytowała się Florence, przenosząc spojrzenie z notatek na półkę. Ustawiono na niej ostatnią partię mikstur, wytworzoną na potrzeby oddziału. Bulstrode ujęła jedną z buteleczek, podnosząc ją w górę, ku magicznemu światłu, wypełniającemu blaskiem jedną z sal, gdzie trzymano zapasy. - Składniki. "Brónatnica". Przez o z kreską. Nigdy nie słyszałam o takiej roślinie. "Bieluń niedźwiedzia?" Czy chodziło o bieluń dziędzierzawa? Uzdrowiciel ma się domyślać, co umieszczono w tym eliksirze, żeby przypadkiem nie zabić pacjenta z alergią? "Serdeczności?" To mają być jakieś życzenia czy w miksturze jest serdecznik? Najwyższa pora, aby w Hogwarcie zaczęto wykładać najbardziej podstawowy przedmiot. Angielski.
Florence potrafiła zachować spokój nawet w sytuacji, gdy na oddział wjeżdżało kilka osób po magicznej katastrofie, a ona przypadkiem była jedyną klątwołamaczką w zasięgu wzroku.
Takie sytuacje jak ta przyprawiały ją jednak niemalże o apopleksję...