15.01.2024, 19:58 ✶
Problemy z Departamentem Tajemnic były trzy mianowicie po pierwsze zajęłoby to trochę czasu, a Brenna wolała już zapłacić niż czekać, po drugie istniała bardzo duża szansa, że skończyłaby siedząc na przeciwko Alexandra Mulcibera albo któregoś z Rookwoodów, panoszących się po Departamencie Tajemnic jak mole po szafce pełnej źle pozamykanych opakowań ryżu i makaronu. Tymczasem ofiarą był syn czarodzieja i mugolki, a co Mulciberowie myślą o mugolakach, stało się jasne podczas rządów Leacha, zaś chociaż niby nie użyto czarnej magii i na razie nic nie wskazywało na udział śmierciożerców – wtedy pewnie sprawę przejęliby aurorzy – Brenna wzdrygała się przed angażowaniem jakiegoś brata czy bliskiego kuzyna Alberta Rookwooda. Wreszcie zaś trzeci: wieszcz, z którym już rozmawiała, za bardzo nie pomógł, a podręcznikowe wskazania wzbudziły w niej tylko frustrację.
Nie wspominając już o tym, że być może niektórych informacji nie powinna w ogóle wrzucać do Ministerstwa.
Morpheus, jak na złość, był zaś chwilowo nieosiągalny.
I właściwie pośród tego, co Vakel mógł zobaczyć w jej przyszłości i w związku z tymi znakami, chyba to przebijało się na pierwszy plan – w strzępach przyszłości przewijał się Longbottom, mężczyzna Vakelowi zapewne doskonale znany z przeszłych lat. Jego pusty pokój, pusty gabinet w Departamencie Tajemnic, jakiś pusty salon, a potem te same pomieszczenia, w których to migał, to znikał Morpheus.
Wszędzie było pełno Morpheusa.
Najwyraźniej z nim też chciała się skonsultować, ale nie była pewna, czy się jej to uda w najbliższym czasie. Poza tym pojawiała się ciemnowłosa kobieta, która nie tak dawno temu odwiedziła gabinet Vakela u boku Erika Longbottoma, listy, z tymi samymi znakami wkładanymi do koperty, świece ustawione w kręgu, biblioteczne półki i jakiś dom, prawdopodobnie w Little Hangleton, coś co wyglądało jak krew na ścianie…
– Powiedziałabym, że to wiadomość, panie Dolohov, ale trudno mi powiedzieć, jakiego rodzaju.
Niektóre symbole na kartce były dość oczywiste, przynajmniej pozornie. Wszystkie razem zdawały się jednak nieco wykraczać poza znaczenia, jakie dało się znaleźć w każdym podręczniku wróżbiarstwa – a wszak gdy były ze sobą splecione, zwykle nie interpretowało się ich oddzielnie… Pojedynczych z kolei Dolohov w ogóle nie znał, co prawdopodobnie mogło oznaczać tylko jedno: nie były w istocie żadnymi symbolami wróżbiarskimi, a czymś, co wymyślił twórca, chociaż gdy splatało się je z pozostałymi, popychały ku jednej interpretacji. Niemal wszystko dotyczyło tutaj trzeciego oka, dostrzegania przyszłości, bycia wieszczem, czy też może raczej „fałszywym” wieszczem, a to, co od tej tematyki odbiegało, jak flaga – zwiastowało niebezpieczeństwo lub zemstę.
@Vakel Dolohov
Nie wspominając już o tym, że być może niektórych informacji nie powinna w ogóle wrzucać do Ministerstwa.
Morpheus, jak na złość, był zaś chwilowo nieosiągalny.
I właściwie pośród tego, co Vakel mógł zobaczyć w jej przyszłości i w związku z tymi znakami, chyba to przebijało się na pierwszy plan – w strzępach przyszłości przewijał się Longbottom, mężczyzna Vakelowi zapewne doskonale znany z przeszłych lat. Jego pusty pokój, pusty gabinet w Departamencie Tajemnic, jakiś pusty salon, a potem te same pomieszczenia, w których to migał, to znikał Morpheus.
Wszędzie było pełno Morpheusa.
Najwyraźniej z nim też chciała się skonsultować, ale nie była pewna, czy się jej to uda w najbliższym czasie. Poza tym pojawiała się ciemnowłosa kobieta, która nie tak dawno temu odwiedziła gabinet Vakela u boku Erika Longbottoma, listy, z tymi samymi znakami wkładanymi do koperty, świece ustawione w kręgu, biblioteczne półki i jakiś dom, prawdopodobnie w Little Hangleton, coś co wyglądało jak krew na ścianie…
– Powiedziałabym, że to wiadomość, panie Dolohov, ale trudno mi powiedzieć, jakiego rodzaju.
Niektóre symbole na kartce były dość oczywiste, przynajmniej pozornie. Wszystkie razem zdawały się jednak nieco wykraczać poza znaczenia, jakie dało się znaleźć w każdym podręczniku wróżbiarstwa – a wszak gdy były ze sobą splecione, zwykle nie interpretowało się ich oddzielnie… Pojedynczych z kolei Dolohov w ogóle nie znał, co prawdopodobnie mogło oznaczać tylko jedno: nie były w istocie żadnymi symbolami wróżbiarskimi, a czymś, co wymyślił twórca, chociaż gdy splatało się je z pozostałymi, popychały ku jednej interpretacji. Niemal wszystko dotyczyło tutaj trzeciego oka, dostrzegania przyszłości, bycia wieszczem, czy też może raczej „fałszywym” wieszczem, a to, co od tej tematyki odbiegało, jak flaga – zwiastowało niebezpieczeństwo lub zemstę.
@Vakel Dolohov
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.