• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972

Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
15.01.2024, 23:28  ✶  
~ ➤ ~

Gdyby Crow nie doświadczył swojego życia i gdyby życie nie doświadczyło jego - czy tak by wyglądał? Gdyby życie nie doświadczyło ciebie samego i gdybyś ty doświadczył je inaczej - tak by malowali twój obraz? Nie tak nędznie chudy jak w dniu dzisiejszym, a słodko miękki, z motylimi skrzydłami we włosach? Niebieskimi, bo błękit pięknie wyglądał przy czarnych piórach. I nie współgrał z tym psim brązem, o nie. Stworzono błękit nieba po to, by stanowił ledwo tło dla wielkich pni drzew pnących się ku słońcu. Jego oczy współgrały z cieniami i mętną zielenią najgłębszych z kniei. Tak też grał jego dotyk. Nie bolał, a mógł zacząć. Tak grał jego uśmiech. Nie przerażał, a mógł błysnąć kłami, które poraziłyby mocą. Czy może pokazałby dziób i szpony, którymi wydarłby oczy spod powiek? Na razie nie było takiej woli. Na razie masz patrzeć. To nie ty leżysz w spektrum twojego własnego zainteresowania - to ta sylwetka, która przyszła być w tej wannie łożem. Chyba zabójczo wygodnym, jeśli możliwe było zaśnięcie w jego ramionach. Więc patrzył Przyglądał się temu, co wygodne i co chciało, żeby wzroku nie odwracał. Twarzy pozbawionej bruzd i ramionom pozbawionym blizn. Jego piękno nie zakrywało tylko jednego - wewnętrznej brzydoty, która nadal nakazywał mu gryźć i kąsać. Która świeciła życiem w tych czarujących oczach, które kilkoma spojrzeniami rozpalały uda człowieka i rzucały się do jego stóp potrzebą dotknięcia chociaż skrawka jego skóry. Ten blask, to zło, które się tam tliło - to ono przerażało. Tak jak paraliżujący bezruch, z którym śmieszne wręcz byłoby walczyć.

No właśnie. To nie było nawet lustro. To była ledwie mętna szyba, w której tylko wyobraźnia mogła malować dokładnie odbicia przy tym tańcu świec. Złudnym blasku. Za łatwo było zgasić te drobny promyczki i pozwolić na to, żeby ciemność goszcząca pomiędzy piórami Crowa wdarła się w tą niecodzienność. W ten... sen? Laurent wyciągnął swoje dłonie, żeby ułożyć je na brzegu wanny, ale w tej pozycji nie znalazł w tym komfortu. Podnieść się? Nie podniesiesz. Instynkt nakazywał siedzieć w miarę w bezruchu, żeby nie sprowokować bestii do dalszych ruchów w odpowiedzi. Przesuwasz się - bestia goni. Brak strachu był jedynym rozwiązaniem, bo ponoć dla drapieżników pachniał jak perfumy. Jak te róże, które teraz stały się zbyt słodkie i zbyt mdłe w połączeniu z zapachem tego miodu i mleka. Z ciepłem tej wody. Z tym, że jakoś powiększały się węzły chłonne, kiedy ta dłoń spoczywała na gardzieli. Tam, za tym oknem, powinny kołysać się drzewa New Forest, a zamiast tego kołysała się cichuteńka noc. Nieznana łaźnia, nieznane niebo. Lubił dotyk na swoich włosach, ale temu jakoś brakowało czułości, mimo że nie brakowało jej wcale. Zamiast uczucia komfortu to posłał kolejny zimny dreszcz po karku. Jak przestroga. Mógł złapać za tę szpilę spinki i wbić ją prosto w plecy. Już to było, pamiętałeś. Blizna, pamiątka po nożu, który chciał dosięgnąć bardziej witalnych punktów. Który miał zabić. Bezwładnie poruszył się razem z nim, czy raczej - został poruszony. Nawet nie próbował wyślizgnąć się z tych objęć, czując szybciutko bijące serce i pulsującą w żyłach krew. Ale nic się nie działo. Nie było tego pieczenia w klatce piersiowej, nie było dyskomfortu oddechu, rozjeżdżającego się obrazu. Wszystko było ciągle tak samo wyraźne i pewne. Więc właśnie - czy to sen? A jeśli to sen - czemu był w nim Crow?

- Jesteś złym wspomnieniem, które napotkałem w teraźniejszości. - I które teraz do ciebie przyszło, nawiedzało w snach. Skoro nie musiałeś odpowiadać, to czy cisza była odpowiednim wyborem, czy jednak nawiązanie konwersacji było tym lepszym? I co to miało znaczyć, że był... innym sobą? - Bolą cię skrzydła? - Ze wszystkich istotnych pytań jakoś to pierwsze wyrwało się na wierzch. Czy było istotne? Jakoś wydawało się, a jednocześnie jawiło jako jakieś absurdalne. Lub nie? Kiedy tkwił w tych obco-nie-obcych ramionach z poczuciem bycia zdanym na łaskę jego ruchów. Mówił o festiwalu. Zamierzał dalej na niego iść?

- Przestań... nie gaś ich. - Oczy Laurenta, które chciały namierzyć Crowa, ale nie mogły go dosięgnąć, zaczęły latać niespokojnie po pomieszczeniu, za dźwiękiem tej wody, za zapachem gaszonych świec i widokiem gasnącego światła. Miał to okropne przeczucie, że jeśli światło zgaśnie to stanie się coś strasznego. - N-nóż? - Napięcie w nim rosło i narastało. Przeniósł dłonie z krańców wanny na kolana Fleamonta, potem na jego przedramiona, którymi go oplatał, chcąc je trochę rozluźnić, zrobić sobie miejsce, którego było za mało. Albo właśnie... za dużo? Serce strzeliło mu jeszcze mocniej na to słowo klucz. Zgiął nogi w kolanach, chcąc się trochę odsunąć. I uciec... tam, donikąd? Albo jednak nie uciekać wcale. "Donikąd" nie wydawało się dobrym celem wędrówki.

- Czym mam się zabawić? - Jego głos był napięty, zadrżał wraz z nim, kiedy dłoń przesunęła się po jego klatce, a on spojrzał na tor jej wędrówki. Czy zaraz w drzwiach pojawi się ONA? Czy to jakieś... wydawało mu się, że to jakieś niedobre wspomnienie. - Po naszym ostatnim spotkaniu pewnie nazwałbym cię Fantazją. - Jakoś nawet nie musiał się nad tym zastanawiać. Kiedy tylko pojawiło się żądanie (czy zaproszenie?) o nadanie mienia, to po prostu to wiedział. Czuł. - Chyba nigdy tego nie spostrzegłaś, ale każdy twój krok niósł siłę tajfunu, który mieszał w moim sercu. - A potem strach i przerażenie mieszał się w jedno z ekstazą.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5355), The Edge (5539)




Wiadomości w tym wątku
Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 12.01.2024, 21:11
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez Laurent Prewett - 13.01.2024, 13:46
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 15.01.2024, 18:56
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez Laurent Prewett - 15.01.2024, 23:28
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 17.01.2024, 02:59
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez Laurent Prewett - 17.01.2024, 12:27
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 22.01.2024, 03:24
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez Laurent Prewett - 24.01.2024, 14:06
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 29.01.2024, 01:43
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez Laurent Prewett - 30.01.2024, 17:12
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 05.02.2024, 13:05
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez Laurent Prewett - 05.02.2024, 13:50
RE: Kraina snów // Noc z 9 na 10 lipca 1972 - przez The Edge - 05.02.2024, 20:05

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa