16.01.2024, 10:03 ✶
Morpheus miał kilka możliwości pozyskania przepowiedni, z których najprostszą było przekonanie Alistaira, aby podzielił się z nim swoim wspomnieniem - później mającym trafić nie do myślodsiewni, a do kuli w Departamencie, o ile oczywiście zostanie uznana za prawdziwe wieszczenie. Na razie właściwie jednak nawet nie mieli pewności, czy faktycznie mają do czynienia z przepowiednią - czy wszystko nie jest wielką pomyłką i niczego nie trzeba będzie ani katalogować, ani ukrywać. Może Charon spił się i wygadywał bzdury, nie mające niczego wspólnego z Trzecim Okiem? A może Alistair coś sobie wymyślił, bo chciał ściągnąć na siebie uwagę? Czy w przepowiedni, nawet prawdziwej, było coś, co powinno zostać ukryte, czy doszło do pomyłki? A jeżeli nawet, opcji było wiele - od tych nieco bardziej radykalnych, które po wyjściu na jaw mogłyby narazić jego karierę, po drobniejsze, jak maksymalne przyspieszenie proceder, by kula błyskawicznie i bezpiecznie trafiła na półkę, z której nie zdejmie jej szeregowy pracowników, i drobniutkie niedopatrzenia czy odpowiednie sformułowania w dokumentach, dzięki którym sprawa nie powinna wzbudzić niczyjego zainteresowania.
Dom Charona był niewielki i kiedyś musiał być piękny - surowym pięknem budynku, który wzniesiono z myślą o trwałości, oparciu się wiatrom i ulewom, szalejącym na klifach. Teraz nosił jednak ślady zaniedbania: wokół domku pleniły się chwasty, dachowi prawdopodobnie przydałaby się naprawa, ławka, ustawiona pod jedną ze ścian, zbutwiała i jedna z desek się wyłamała. Drzwi, od dawna nie odnawiane, otworzyły się, jeszcze zanim Morpheus zdążył w nie zapukać.
Na progu stał mężczyzna, który wyglądał na lat przynajmniej siedemdziesiąt – i to mimo tego, że czarodzieje zwykle żyli dłużej, a wedle papierów Charon miał lat sześćdziesiąt jeden. Skołtunione włosy i zaniedbana broda były zupełnie siwe, twarz żłobiły głębokie zmarszczki, ubrania wyglądały na stare. W nozdrza uderzał zapach, wskazujący na to, że poprzedniej nocy Charon wypił całkiem sporo. Gdyby zresztą zajrzeć ponad jego ramieniem do izby, dałoby się dostrzec, że jest zabałaganiona, a istotnym elementem tego bałaganu są puste butelki, poniewierające się po podłodze oraz po stole. Nie sprzątano tutaj zbyt często, a informacja o tym, że Charon za bardzo upodobał sobie rum, musiała być prawdziwa.
– Nic nie pamiętam – powiedział, nie pytając nawet kim jest Morpheus ani po co tu przyszedł. Zwrócił na niego spojrzenie bardzo jasnych, wyblakłych oczu: prawdopodobnie miał jakieś kłopoty ze wzrokiem, ale nie nosił okularów. – Głosy nie chcą niczego powiedzieć.
Dom Charona był niewielki i kiedyś musiał być piękny - surowym pięknem budynku, który wzniesiono z myślą o trwałości, oparciu się wiatrom i ulewom, szalejącym na klifach. Teraz nosił jednak ślady zaniedbania: wokół domku pleniły się chwasty, dachowi prawdopodobnie przydałaby się naprawa, ławka, ustawiona pod jedną ze ścian, zbutwiała i jedna z desek się wyłamała. Drzwi, od dawna nie odnawiane, otworzyły się, jeszcze zanim Morpheus zdążył w nie zapukać.
Na progu stał mężczyzna, który wyglądał na lat przynajmniej siedemdziesiąt – i to mimo tego, że czarodzieje zwykle żyli dłużej, a wedle papierów Charon miał lat sześćdziesiąt jeden. Skołtunione włosy i zaniedbana broda były zupełnie siwe, twarz żłobiły głębokie zmarszczki, ubrania wyglądały na stare. W nozdrza uderzał zapach, wskazujący na to, że poprzedniej nocy Charon wypił całkiem sporo. Gdyby zresztą zajrzeć ponad jego ramieniem do izby, dałoby się dostrzec, że jest zabałaganiona, a istotnym elementem tego bałaganu są puste butelki, poniewierające się po podłodze oraz po stole. Nie sprzątano tutaj zbyt często, a informacja o tym, że Charon za bardzo upodobał sobie rum, musiała być prawdziwa.
– Nic nie pamiętam – powiedział, nie pytając nawet kim jest Morpheus ani po co tu przyszedł. Zwrócił na niego spojrzenie bardzo jasnych, wyblakłych oczu: prawdopodobnie miał jakieś kłopoty ze wzrokiem, ale nie nosił okularów. – Głosy nie chcą niczego powiedzieć.