16.01.2024, 16:37 ✶
Charon zadarł lekko głowę, spoglądając na Morpheusa. Nie był całkiem ślepy – ot wiek i zapewne niezbyt zdrowy tryb życia odcisnęły swoje piętno, sprawiając, że widział słabo... przynajmniej dwojgiem oczu. Jak było z trzecim? Jak daleko sięgał jego dar, czy to on wpędzał go w pijaństwo, czy tylko pijaństwo sprawiało, że nie umiał go kontrolować?
I czy mógł wygłosić jakąś naprawdę znaczącą przepowiednię?
- Tacy goście to skarb - powiedział, rozciągając usta w uśmiechu, który nie sięgał tych bardzo jasnych oczu, których wizja powoli ginęła za mgłą. Głos miał chrapliwy, nieprzyjemny dla ucha. Przyjął butelkę: ta może i nie była z najwyższej półki, ale prawdopodobnie mężczyzna pijał na co dzień znacznie paskudniejsze trunki. Cofnął się w głąb mieszkania, ruchem ręki dając Morpheusowi znać, by wszedł. W środku czuć było alkohol. Podłoga była brudna, w kątach wiły się kłębki kurzu, nikt nie sprzątał butelek, w zlewie piętrzyły się naczynia - choć nie aż tak wiele, więc ktoś tutaj chyba przynajmniej od jakiegoś czasu sprzątał.
- Longbottom. Paskudne nazwisko dla paskudnie przyzwoitych ludzi. Przynajmniej tak mówią, ale wojna wiele zmienia, co? - spytał, opadając na krzesło, wciąż z otrzymaną butelką w dłoni. W tej chwili nie był pijany, choć ciężko było powiedzieć, aby był całkowicie trzeźwy - Morpheus trafił zapewne na ten krótki moment, w którym alkohol już niemal wywietrzał Charonowi z głowy, a nie zdążył jeszcze sięgnąć po kolejną porcję.
– Wiem, czego chcesz – mruknął, otwierając wręczoną mu butelkę, po czym upił łyk prosto z niej. Nie proponował, że się podzieli, nie oferował niczego do jedzenia. Może nie dbał o dobre maniery, a może tylko przeczuwał, że Longbottom i tak by odmówił. – Głosy mi o tobie mówiły – dodał. Czy głosy w jego głowie były przejawem talentu, czy może jedynie podszeptami na wpół oszalałego umysłu i alkoholu? Zagadka. Ale drzwi otworzył nim Morpheus do nich podszedł. – Mówią różne rzeczy, o, tutaj – dodał i popukał się przy tym w czoło. – Ale kiedy mówią moimi ustami, ja nie pamiętam. Młody twierdzi, że mówiłem o wyspie. Głosy czasem szepcą o wyspie i jaskiniach, ale nigdy ich nie znalazłem. Nie wiem nawet, jakie to jaskinie. Wiem tylko, że mieszka w nich bezimienna groza.
Pociągnął kolejny łyk rumu i zapatrzył się na Longbottoma.
– Kiedyś szukałem tego, o czym mówiły. Potem już nie. Nic dobrego nie przychodzi z takich przepowiedni i gonienia za nimi. Lepiej, że nie pamiętam.
I czy mógł wygłosić jakąś naprawdę znaczącą przepowiednię?
- Tacy goście to skarb - powiedział, rozciągając usta w uśmiechu, który nie sięgał tych bardzo jasnych oczu, których wizja powoli ginęła za mgłą. Głos miał chrapliwy, nieprzyjemny dla ucha. Przyjął butelkę: ta może i nie była z najwyższej półki, ale prawdopodobnie mężczyzna pijał na co dzień znacznie paskudniejsze trunki. Cofnął się w głąb mieszkania, ruchem ręki dając Morpheusowi znać, by wszedł. W środku czuć było alkohol. Podłoga była brudna, w kątach wiły się kłębki kurzu, nikt nie sprzątał butelek, w zlewie piętrzyły się naczynia - choć nie aż tak wiele, więc ktoś tutaj chyba przynajmniej od jakiegoś czasu sprzątał.
- Longbottom. Paskudne nazwisko dla paskudnie przyzwoitych ludzi. Przynajmniej tak mówią, ale wojna wiele zmienia, co? - spytał, opadając na krzesło, wciąż z otrzymaną butelką w dłoni. W tej chwili nie był pijany, choć ciężko było powiedzieć, aby był całkowicie trzeźwy - Morpheus trafił zapewne na ten krótki moment, w którym alkohol już niemal wywietrzał Charonowi z głowy, a nie zdążył jeszcze sięgnąć po kolejną porcję.
– Wiem, czego chcesz – mruknął, otwierając wręczoną mu butelkę, po czym upił łyk prosto z niej. Nie proponował, że się podzieli, nie oferował niczego do jedzenia. Może nie dbał o dobre maniery, a może tylko przeczuwał, że Longbottom i tak by odmówił. – Głosy mi o tobie mówiły – dodał. Czy głosy w jego głowie były przejawem talentu, czy może jedynie podszeptami na wpół oszalałego umysłu i alkoholu? Zagadka. Ale drzwi otworzył nim Morpheus do nich podszedł. – Mówią różne rzeczy, o, tutaj – dodał i popukał się przy tym w czoło. – Ale kiedy mówią moimi ustami, ja nie pamiętam. Młody twierdzi, że mówiłem o wyspie. Głosy czasem szepcą o wyspie i jaskiniach, ale nigdy ich nie znalazłem. Nie wiem nawet, jakie to jaskinie. Wiem tylko, że mieszka w nich bezimienna groza.
Pociągnął kolejny łyk rumu i zapatrzył się na Longbottoma.
– Kiedyś szukałem tego, o czym mówiły. Potem już nie. Nic dobrego nie przychodzi z takich przepowiedni i gonienia za nimi. Lepiej, że nie pamiętam.