Pokiwał ze zrozumieniem głową. Doceniał, że ufała jego osądowi w tej kwestii i brała go pod uwagę. Nie miał jej też za złe tego, że nie kojarzyła zbytnio Fortinbrasa. Jeśli dobrze pamiętał i naprędce poprawnie zliczył daty, to senior rodu Malfoyów zaczął swoją kadencję jeszcze w czasach, gdy uczęszczali do szkoły.
Nic dziwnego, że kobiecie chwilę zajęło połączenie ze sobą niektórych kropek. Bądź co bądź, to kto akurat dzierżył wówczas władzę w Ministerstwie Magii, nie było sprawą najwyższej wagi, gdy każdego dnia w Hogwarcie, gdy do późnej nocy pisało się wypracowania z Eliksirów czy Historii Magii. Eh, to dopiero były proste czasy.
— Jak to nie masz nic z życia? Prowadzisz własny biznes razem z magicznym kotem, a w tym momencie próbujesz utrzeć nosa swojej własnej matce i nauczyć córkę, że nie zawsze można być ciągle na szczycie. Ja tu widzę same plusy. Z wrodzonej skromności nie wspomnę o moim towarzystwie, które doszło w pakiecie w tym dniu. — Mrugnął do kobiety z rozbawieniem na twarzy.
Uniesione kąciki ust miały za zadanie nie tylko przekazać, że żartował, ale także skryć to, że nieco się zląkł, gdy dała mu jasno do rozumienia, że fantazjowała o nim. A raczej fantazjowała o fantazjach innych ludzi, które dotyczyły jego osoby. Wprawdzie z własnego doświadczenia wiedział, że nuda potrafi przekierować sposób myślenia człowieka na zupełnie niespodziewany tory, jednak to była spora niespodzianka.
Jakoś tak przez ostatnie lata przywykł do myśli, że jawił się Norze jako kompletnie aseksualna postać. Chociaż dorastali od piaskownicy praktycznie jako najlepsi przyjaciele, tak, gdyby nie brak pokrewieństwa między nimi, śmiało, można by było ich nazwać rodzeństwem. A tutaj takie brudne myśli... Nieładnie, nieładnie. Cóż, ta dywagacja zdecydowanie odciągnęła uwagę Erika od wydarzeń, które miały miejsce na ostatnim balu.
— Wiesz, jeśli chcesz, to możemy spróbować Ci kogoś znaleźć. Z Thesem całkiem nieźle się bawiłaś na tańcach, więc raczej dogadanie się z płcią przeciwną to nie problem w Twoim przypadku. — powiedział rzeczowo.
Fioletowe pole - dookoła siebie nie widzisz żadnych jajek.
Efekt: Erik niczego nie znajduje [ma obecnie 2 czekoladowe jajka]
Aktualne pole: Erik znajduje się na polu 26.
Zaczął wodzić wzrokiem po pobliskich krzakach, jednak nie dostrzegł żadnych oznak wskazujących na to, że gdzieś w okolicy skrywało się czekoladowe jajko. Spojrzał smętnie do wiklinowego koszyka. Wolałby znaleźć więcej, jednak mieli jeszcze trochę czasu. Kto wie, może uda im się znaleźć jakieś specjalne, wielkie jajo, które byłoby równowartością dziesięciu lub dwudziestu? To dopiero byłaby nagroda za długie poszukiwania.
— Oczywiście, że chwalili. Czemu mieliby tego nie robić, skoro dostali masę próbek? W sumie to nawet dobrze się składa. Skoro tylu BUMowców pokochało Twoje pączki, to wiesz... Przez żołądek do serca? Na pewno ktoś by Ci wpadł w oko. Mamy młodych, dojrzałych, starych, sędziwych. Do wyboru, do koloru.
Proponując pomoc przy znalezieniu jej chłopaka w Ministerstwie Magii, nie miał na myśli niczego złego. Wiedział, że Nora, gdyby tylko chciała, mogłaby bez problemu sobie kogoś znaleźć, nawet podczas zwykłego spaceru przez miasto. Miała tak ciepłą osobowość, że ludzie naturalnie do niej lgnęli, licząc, że trochę tej pozytywnej energii przejdzie także na nich i pozwoli im odzyskać siły. Szczęściu można było jednak od czasu do czasu pomóc... A co jak co, ale Brygada Uderzeniowa pełna była dżentelmenów. Wprawdzie i tutaj występowały wyjątki od reguły, jednak takowe można było bardzo łatwo wykluczyć z tego równania.
— Nie jesteś w błędzie, tyle jestem w stanie stwierdzić. Warto jednak pomyśleć o tym Twoim bodyguardzie — mruknął, gdy objaśniła mu powody, dla których zależało jej na zabezpieczeniu nowo-zakupionego lokalu. — Osobiście brałbym jednak poprawkę na to, że „Nora Nory” nie jest też podrzędnym pubem po złej stronie Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Jakieś sprzeczki między klientami mogą się pojawić, ale raczej nie zdemolują Ci od razu wnętrza.
Należało też mieć na uwadze to, że klubokawiarnia mogła się spodziewać najazdu ze strony pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Po zawrotnej akcji marketingowej w wykonaniu Brenny nie ulegało wątpliwości, że wielu pracowników zacznie się tam stołować w przerwie między zmianami, po zakończonej pracy lub podczas baaardzo nudnego i bezowocnego patrolu. Obecność funkcjonariuszy prawa w tego typu lokalach zazwyczaj działała odstraszająco na ludzi, którzy starali się wywołać zamieszanie.
Zielone pole - znajdujesz jajko.
Efekt: Erik znajduje jajko [ma obecnie 3 czekoladowe jajka]
Aktualne pole: Erik znajduje się na polu 35.
Huh, wyglądało na to, że im mniej Erik się skupiał na tym, aby wypatrzeć jedno z jajek, tym łatwiej na nie wpadał. Zaaferowany dyskusją z Norą, praktycznie się potknął o jedno z nich, jednak w kluczowym momencie odskoczył w bok, co by go nie zgnieść. Uśmiechnął się z zadowoleniem i wrzucił jajo do koszyka. Szło mu coraz lepiej, teraz tylko pozostawało mu kibicować jego towarzyszce w drodze na szczyt!
— Może nie zawsze jest na straży, gdy tego chcesz, ale raczej zjawia się, gdy go najbardziej potrzebujesz. Najwyraźniej tak działa jego instynkt — skomentował zachowanie Salema. Sądząc po tym, jak podczas ich kłótni dołączył do ich grona niemalże w kluczowym momencie, Erik wierzył, że koty Figgów mogły być w jakiś sposób wyczulone na emocje czy epizody stresu u swoich właścicieli. Ot, taka mała teoria.
Niebieskie pole - cofasz się o dwa pola.
Efekt: Erik cofa się o dwa pola [ma obecnie 3 czekoladowe jajka]
Aktualne pole: Erik znajduje się na polu 38, ale cofa się o 2, więc jest na 36.
— Będę trzymał kciuki. Może wygrzebiesz u któregoś handlarza jakieś egzotyczne składniki do swoich ciastek! — Oczy mężczyzny momentalnie rozbłysły na samą myśl.
Nora mogła być czarownicą w prawdziwym życiu, ale w kuchni zmieniała się w niekwestionowaną czarodziejkę. Z pewnością potrafiłaby wyczarować istne cuda, gdyby dostała w swoje ręce jakieś wyjątkowe ingrediencje. Biorąc pod uwagę kuchenne problemy Erika, to dobrali się, jak nikt inny. Dobrze, że kobieta zbyt często nie zapraszała go do pomocy przy pieczeniu, a zamiast tego była na tyle dobra, aby oddelegować go do innych obowiązków, jeśli akurat potrzebowała wsparcia.
Po paru minutach spokojnego spaceru dotarli do drobnego rozwidlenia. Longbottom przekrzywił głowę w bok, taksując uważnym wzrokiem obie drogi, po czym odwrócił się, jak gdyby liczył, że dołączy do nich ktoś jeszcze i wskaże im najlepszą ścieżkę. Odczekał trzy sekundy. Nic się nie zmieniło, więc westchnął tylko cicho i wbił spojrzenie w pannę Figg.
— To co, którędy chcesz iść? Lewo czy prawo? — spytał, bo sam z jakiegoś powodu nie chciał podejmować tej decyzji. Wprawdzie ryzyko, że na teren zabawy przypałęta się jakieś dzikie zwierzę, było niskie, ale zgubienie się... Tak, to już była całkiem prawdopodobna opcja. Nawet jeśli jako tako znali te tereny. Chociaż, jeśli pójdą głębiej w las, to może znajdą więcej jajek?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞