Wyglądało na to, że Nicholas był w małym błędzie, sądząc że Laurent mieszka tutaj sam. Sam wszystko ogarnia z pomocą niejakiego Alexandra. Dla Nicholasa, wyglądającego na stajennego. Nie spodziewał się tego, że wspominany mężczyzna, pełnił tutaj znacznie wyższą rangę. Bo właśnie zastępcy, prawej ręki. Travers musiał przyznać, że był nieco pod wrażeniem takiej decyzji. Choć po tym człowieku nie widział nic co by wskazywało na takiego, randze odpowiadającego. W dodatku byli też inni pracownicy, lecz mało widoczni. Pochowani. Zajmujący się widocznie ogarnianiem terenu od środka, lub w innym miejscu, nie dostrzegając ich na pierwszy rzut oka.
- Na pierwszy rzut oka jakoś mi na takiego nie wyglądał.W swojej odpowiedzi, Nicholas odniósł się do rangi pełnionej przez Alexandra. Był szczery w tym przypadku. Błędne myślenie, może było spowodowane tym, czym się zajmował przy abraksanach?
Dalej już Laurent tylko go wychwalał. Szanował i opowiedział krótko, kim jest i że tutaj mieszka. Niczym przygarnięta zabłąkana owca. Pasja łącząca ludzi. Te słowa dały Nicholasowi do myślenia, na jego temat, spoglądając z góry na tył głowy Gabriela. Pasja. Czy to możliwe, że do jego zainteresowań można zaliczyć magiczne stworzenia? Że potrafił je zrozumieć, wytropić, rozpoznać w ludzkich ciałach? Laurent miał bystre spojrzenie. Choć Nicholas do tego się nie przyznawał. Nie dostrzegał?
Później Laurent wspomniał o decyzji swojego ojca. Namowie do zamieszkania w innym miejscu. Być może rodzinnym. Zdrowie bywało problematyczne. Przez które Prewett był zależny od miejsca zamieszkania. Upierdliwą musiał mieć chorobę. W przypadku przekazania szybkiej instrukcji, Nicolas spojrzał na Laurenta z zainteresowaniem. Co takiego miałby zrobić, gdyby to on był świadkiem, objawów choroby? "Zajmij moje myśli…" - powtórzył w myślach. Banalnie prosta zasada. Ale czy łatwa i skuteczna? Numerologia. Travers uznał to za przykład. Bo raczej z numerologią nie miał nic wspólnego.
- Pocałunek też wystarczy? Czy musiałbym serio kombinować?Zapytał wprost. Bez zawahania, bez emocji, jakby to było coś zwyczajnego. Jak to mugole nazywają w metodach leczenia, ratowania życia ludzkiego. Ust-usta? Pierwsza pomoc? Jakoś tak. Zabawne dopytywanie się o ratowanie Laurenta podczas objawów choroby, czy zaś ataku. Nie wiedząc raczej, jak się może objawiać.
- W moich oczach? Tak.
Potwierdził jego słowa. Nawet jeżeli brzmiały zaczepnie. Tutaj Nicholas nie zamierzał tego ukrywać i stwierdzać, że Laurent świetnie sobie radzi. Nie znał jego umiejętności, poza urokiem selkie. Porcelanowym ciele, które przykuwało uwagę. Nie znał jego innych umiejętności w walce, zaklęciach i tego podobnych. Także był dla Nicholasa zagadką. Mały jednak szczegół można było dostrzec, że kącik ust u Traversa uniósł się ku górze. Ukryte rozbawienie?
Prewett był bardzo otwarty w tej rozmowie. Bez problemu coraz więcej opowiadał. W tym o swoim ojcu. Czy zrobił to dlatego, że Nicholas wspominał o swojej matce? Wymiana informacji o jednym rodzicu?
Zadając pytania, Nicholas chciał wiedzieć, jak cały ten atak wyglądał, pod względem przewidzenia sytuacji. Odpowiedzią było, przekazanie sprawy w biurze aurorów. Dał Laurentowi moment na pomyślenie, zastanowienie się nad odpowiedzią w sprawie lęków. Czy obawia się kolejnych ataków? Czy ogólnie boi się o siebie? O abraksany to na pewno.
Z jego słów wynikało, że to nie pierwszy atak, jak wcześniej wspomniał. Jego życie było zagrożone już w czerwcu. Przygodę życia miał także na jakimś statku na morzu. Kolejne próby morderstwa. Nic nadzwyczajnego, aby Nicholasa poruszyło. Zaniepokoiło. Laurent żyje. Zatem szczęśliwie oszukiwał ciągle przeznaczenie. Co więcej, w jego słowach pojawiło się znane im dotąd imię.
- Dante?Nicholas zmarszczył brwi i skupił uwagę na Laurencie.
- Kontaktował się z Tobą? Sądziłem, że zaszył się szczurzej norze i nie wychyla od tamtego incydentu.
Zapytał zwyczajnie. Skoro już Laurent o tym wspomniał, Nicholas pociągnął temat. Sam sobie był winny, że poruszył temat przeszłości, do której nie chciał wracać. Nie chciał wspominać. Ona do niego przyszła widocznie sama.
Ile Nicholas wiedział o Dante? Niewiele. Nie interesował się zbytnio jego dalszą egzystencją, póki przyjaciel kuzyna nie zaprosił go na pierwsze spotkanie Kongresu, gdzie omawiana była część sieci biznesowych na Nocturnie. Czy Nicholas miał pojęcie o reaktywacji dawnego Rose Noire? Tak. Wiedział o tym.