17.01.2024, 03:18 ✶
Kiedy tak sobie znowu myślał o mężczyźnie, u którego na polu to znaleziono zebrane szczątki, nie mógł nie przywołać ponownie jego wyrazu twarzy, który przybierał chyba za każdym razem, kiedy oficer lub aurorzy zadawali mu kolejne pytania. Jakby za każdym razem kiedy kończył odpowiadać, usilnie próbował zakopać nieprzyjemne obrazy gdzieś głęboko w głowie i zwyczajnie bolało go, że po chwili ponownie musi do nich sięgnąć. Bulstrode nie do końca to rozumiał, ale też dość szybko doszedł do wniosku, że może brała go w tym temacie jakaś zawodowa znieczulica. Owszem, każda śmierć była na swój sposób dotkliwa, jednak kiedy widziało się takich trupów już parę w życiu, szczególnie takich śmierdzących spopielałym aromatem czarnej magii, coś w człowieku się wyłączało. Jakiś przełącznik, który odpowiadał za atawistyczną wręcz reakcję na widok nieruchawych ciał czy rozrzuconych kości. W sumie nawet Orion wydawał się nieco poruszony widokiem, kiedy tak sobie wykopywali te szczątki spod pługa i próbowali zebrać do kupy to, czego właśnie się dowiedzieli.
Kiwnął krótko głową, kiedy Rookwood się z nim zgodził. Bo po trochu też żałował, że nie mógł na własne oczy zobaczyć, jak wyglądał Derwin, kiedy znaleźli go w lesie. Niestety jednak, wtedy wciąż leżał sobie wygodnie w kowenie Whitecroft, myśląc nad tym jak bardzo denerwuje go seplenienie paplającej do niego Sarah i starając się nie powiedzieć nic głupiego, co osiągał poprzez wpychanie w siebie kolejnych kęsów jajecznicy ze śniadania, które mu przyniosła. Jak tak sobie o tym potem myślał, to nawet żałował, że nie skorzystał z jej propozycji, bo może zajęta czym innym nie gadałaby wcale, ale jakaś niewygodna przyzwoitość nie pozwalała mu na wysłanie sowy.
Przyjął od mężczyzny teczkę, otwierając ją chyba dla samego porządku i patrząc się w znajdujące dokumenty, by z pewnym roztargnieniem przekartkować parę stron. Słuchał go jednak uważnie, właśnie jego słowom poświęcając większość swojej uwagi, bo raport zawsze mógł sobie na spokojnie otworzyć przy swoim biurku i tam go porządnie przeczytać. Brat pewnie mu się uśmieje, widząc jak poważnie zabiera się do roboty, ale prawda była jednak taka, że nawet jeśli Atreus sprawiał momentami wrażenie lesera, to potrafił przyłożyć się pracy. Nawet tej papierkowej.
- Mhm, to był pług. Świadek zeznał, że zaraz po tym jak usłyszał że coś pęka, zatrzymał się, żeby sprawdzić na co trafił - rzucił, spoglądając jeszcze na ostatnie zdanie raportu, po czym zamknął teczkę i spojrzał na Augustusa już z pełną uwagą. - Cieszę się. Z tego co wiem, nie tylko nasz departament ma z tym ból głowy. Departament Tajemnic rozłożył się na Polanie Ognisk i prowadzi te swoje badania, ale nawet jeśli na coś sensownego by trafili, to wątpię że chętnie by się tym podzielili - westchnął z pewną boleścią, bo czasem naprawdę niezwykle ta cała... tajemniczość Departamentu Tajemnic wszystko utrudniała. Mieli swoje sekreciki, nad którymi się starannie pochylali, jednak chronili je strasznie zazdrośnie, jakby wypuszczenie ich na światło dzienne miało nie oświecić, a wyniszczyć wszystko to nad czym pracowali. Atreusowi wystarczyło, że miał już w domu nie tyle szeregowego pracownika tego departamentu, co samego szefa, który gadał cały czas zagadkami i doprowadzał wszystkich (głównie jego samego) momentami do szału.
- Tak. Wszystko wyglądało nad wyraz spokojnie. Ani śladu po napastnikach, tylko te dwa ciała, bezsensownie porzucone na polu. Cokolwiek czai się w Kniei, jest niezwykle podstępne. Tak jakby pojawiało się znikąd i zaraz rozpływało w powietrzu. Na pocieszenie jednak mogę ci powiedzieć, że zaraz czeka mnie rozmowa z widmowidzem w tej sprawie - popukał palcem w trzymaną teczkę. - Mam nadzieję, że rzuci nam to nieco więcej światła na przebieg zajścia, a jeśli nie to chociaż rozwieje do końca wątpliwości odnośnie tego, co mogło się czaić za napaścią. Jeśli chcesz, to mogę dać ci znać, kiedy pojawi się z rytuału raport, będziesz mógł sobie poczytać do porannej kawy. - uśmiechnął się do niego krótko, chociaż w pewien sposób posępnie, bo miał jakieś nieprzyjemne uczucie, czające się gdzieś z tyłu głowy, że samo widmowidzenie też niewiele powie im ponad to, co już wiedzą. Że w Kniei czai się coś, co do tej pory było zwyczajnie nieznane. Jakieś nowe, zupełnie obce niebezpieczeństwo, które pozbawiało życia nagle i w sposób, w który niezwykle ciężko było się bronić.
- Nie martw się, następnym razem poproszę specjalnie o ciebie - parsknął rozbawiony, ale w gruncie rzeczy mówił nawet całkiem szczerze. Praca w terenie jemu samemu leżała o wiele bardziej i rozumiał, jeśli ktoś nie tyle mógł, co czasem chciał pobrudzić sobie ręce. Z resztą, jakkolwiek nie przepadał za Cynthią, nie wyobrażał jej sobie po łokcie grzebiącej w ziemi na środku pola.
Kiwnął krótko głową, kiedy Rookwood się z nim zgodził. Bo po trochu też żałował, że nie mógł na własne oczy zobaczyć, jak wyglądał Derwin, kiedy znaleźli go w lesie. Niestety jednak, wtedy wciąż leżał sobie wygodnie w kowenie Whitecroft, myśląc nad tym jak bardzo denerwuje go seplenienie paplającej do niego Sarah i starając się nie powiedzieć nic głupiego, co osiągał poprzez wpychanie w siebie kolejnych kęsów jajecznicy ze śniadania, które mu przyniosła. Jak tak sobie o tym potem myślał, to nawet żałował, że nie skorzystał z jej propozycji, bo może zajęta czym innym nie gadałaby wcale, ale jakaś niewygodna przyzwoitość nie pozwalała mu na wysłanie sowy.
Przyjął od mężczyzny teczkę, otwierając ją chyba dla samego porządku i patrząc się w znajdujące dokumenty, by z pewnym roztargnieniem przekartkować parę stron. Słuchał go jednak uważnie, właśnie jego słowom poświęcając większość swojej uwagi, bo raport zawsze mógł sobie na spokojnie otworzyć przy swoim biurku i tam go porządnie przeczytać. Brat pewnie mu się uśmieje, widząc jak poważnie zabiera się do roboty, ale prawda była jednak taka, że nawet jeśli Atreus sprawiał momentami wrażenie lesera, to potrafił przyłożyć się pracy. Nawet tej papierkowej.
- Mhm, to był pług. Świadek zeznał, że zaraz po tym jak usłyszał że coś pęka, zatrzymał się, żeby sprawdzić na co trafił - rzucił, spoglądając jeszcze na ostatnie zdanie raportu, po czym zamknął teczkę i spojrzał na Augustusa już z pełną uwagą. - Cieszę się. Z tego co wiem, nie tylko nasz departament ma z tym ból głowy. Departament Tajemnic rozłożył się na Polanie Ognisk i prowadzi te swoje badania, ale nawet jeśli na coś sensownego by trafili, to wątpię że chętnie by się tym podzielili - westchnął z pewną boleścią, bo czasem naprawdę niezwykle ta cała... tajemniczość Departamentu Tajemnic wszystko utrudniała. Mieli swoje sekreciki, nad którymi się starannie pochylali, jednak chronili je strasznie zazdrośnie, jakby wypuszczenie ich na światło dzienne miało nie oświecić, a wyniszczyć wszystko to nad czym pracowali. Atreusowi wystarczyło, że miał już w domu nie tyle szeregowego pracownika tego departamentu, co samego szefa, który gadał cały czas zagadkami i doprowadzał wszystkich (głównie jego samego) momentami do szału.
- Tak. Wszystko wyglądało nad wyraz spokojnie. Ani śladu po napastnikach, tylko te dwa ciała, bezsensownie porzucone na polu. Cokolwiek czai się w Kniei, jest niezwykle podstępne. Tak jakby pojawiało się znikąd i zaraz rozpływało w powietrzu. Na pocieszenie jednak mogę ci powiedzieć, że zaraz czeka mnie rozmowa z widmowidzem w tej sprawie - popukał palcem w trzymaną teczkę. - Mam nadzieję, że rzuci nam to nieco więcej światła na przebieg zajścia, a jeśli nie to chociaż rozwieje do końca wątpliwości odnośnie tego, co mogło się czaić za napaścią. Jeśli chcesz, to mogę dać ci znać, kiedy pojawi się z rytuału raport, będziesz mógł sobie poczytać do porannej kawy. - uśmiechnął się do niego krótko, chociaż w pewien sposób posępnie, bo miał jakieś nieprzyjemne uczucie, czające się gdzieś z tyłu głowy, że samo widmowidzenie też niewiele powie im ponad to, co już wiedzą. Że w Kniei czai się coś, co do tej pory było zwyczajnie nieznane. Jakieś nowe, zupełnie obce niebezpieczeństwo, które pozbawiało życia nagle i w sposób, w który niezwykle ciężko było się bronić.
- Nie martw się, następnym razem poproszę specjalnie o ciebie - parsknął rozbawiony, ale w gruncie rzeczy mówił nawet całkiem szczerze. Praca w terenie jemu samemu leżała o wiele bardziej i rozumiał, jeśli ktoś nie tyle mógł, co czasem chciał pobrudzić sobie ręce. Z resztą, jakkolwiek nie przepadał za Cynthią, nie wyobrażał jej sobie po łokcie grzebiącej w ziemi na środku pola.