Camille jest kobietą odważną. Nie powinno Laurenca dziwić, że odmawiała jego prostych poleceń, próśb ze względu na jej bezpieczeństwo. Nie bez powodu przecież wybrała specjalizację dotyczącą urazów pozaklęciowych i łamaniu klątw. To drugie wymagało silnego umysłu i determinacji. Skoro ponownie odmówiła bycia przez niego chronioną i ostrzeganą, odpuścił.
Skupili się na obecnej sytuacji, która dobrze nie wyglądała. Zapytał więc, czy pacjent w takim stanie, wygląda jej na opętanego, choćby w wyniku rzucenia klątwy. Camille nie była do tego przekonana, ostrzegając go zaraz przed atakiem. Zdążył szybko zareagować i odrzucić pacjenta na drugi koniec sali. Istota pozbierała się, ale szybko też została unieruchomiona przez jego koleżankę. Dopomógł swoim zaklęciem, dzięki czemu unieruchomili pacjenta dosłownie. Panna Delacour miała możliwość przyjrzenia się tutejszemu przypadkowi, wyrażenia swojej opinii.
- Czyżbyśmy mieli do czynienia z innym przypadkiem choroby?Zapytał jakby także sam siebie.
- Musimy dowiedzieć się, czyj to pacjent.
Dodał. To było także istotne. Kim jest ta osoba i gdzie znajduje jej kartoteka, jeżeli to pacjent tego szpitala. Camille dokonywała dalszych oględzin badawczych, do pewnego momentu, kiedy istota nie zaczęła znów krzyczeć. Klepnęła zębami, a koleżanka wpadła na niego, cofając się. Chwycił ją za ramię, kiedy przylgnęła do niego plecami. Spojrzał w jej oczy z troską.
- Nic Ci nie jest?
Zapytał. Jakby chciał się upewnić, czy skażona jakąś chorobą, nie zraniła jej czasem. Nie wiadomo, czy ten przypadek jest zakaźny przez dotyk. Lepiej więc go nie dotykać. Dla swojego bezpieczeństwa. Ciało sprawcy zamieszania, leżało teraz na podłodze, wijąc się.
Do pomieszczenia weszli pozostali uzdrowiciele i ochrona miejsca, kierując się dźwiękiem hałasu. Wszyscy trzymali różdżki w pogotowiu zaskoczeniu zaistniałą sytuacją.
Laurent skierował poważne spojrzenie w stronę przybyłych i odsunął się na bok. Aby sami ocenili sytuację.
Zadał poważne pytanie. Jeżeli wśród tych osób, nie było tego konkretnego uzdrowiciela, będą musieli sami zająć się problemem i zgodnie z decyzją Camille, przewieźć go do Lecznicy Dusz. Pytanie jeszcze. Dlaczego wciąż wspominał o różdżce?