Zgodnie z poleceniem kobiety przeniosła swoje poszukiwania ku szafkom przy drzwiach. Tylko że tam również nie stał żaden eliksir, który, chociaż z koloru przypominał Szkiele Wzro. Fernie zaschło w gardle, kiedy zobaczyła sunącą w jej kierunku Florence.
— Dwadzieścia cztery. Eliksiry. Do czyszczenia ran. — powtórzyła przyciszonym głosem, spoglądając na przełożoną z lekkim przerażeniem.
Myśl, że mogłaby zostać pożarta przez panią Bulstrode przestała być aż tak zła. Fernah podświadomie czuła, że zdecydowanie gorszy los spotka tego, kto maczał palce w tutejszym chaosie. Jeżeli wyjdzie cało z inwentaryzacji, to pierwsze co zrobi, to ostrzeże Camerona, bo ta „brunatnica” była bardzo w jego wykonaniu.
— Pani Bulstrode, znalazłam kilka eliksirów. — odezwała się po chwili, po tym jak wyciągnęła szeroką szufladę z dolnej części szafki.
Być może nie była to błyskotliwa uwaga, jako że znajdowały się w magazynie z leczniczymi specyfikami, w tym i eliksirami. I być może Fernah dla własnego dobra pominęła pewien bardzo ważny szczegół, dotyczący wspomnianych mikstur.
Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że przynajmniej pięć butelek to poszukiwane Szkiele Wzro. Gorzej, że tylko trzy były zakręcone. Reszta była otwarta i stała w małych kałużach szarawego płynu.
Fernah przykucnęła, by móc lepiej zapoznać się z zawartością szuflady.
— Jeżeli się nie mylę, również tutaj są trzy zagubione porcje sproszkowanego dyptamu, których nie mogłam znaleźć wcześniej. Oraz znalazłam też. Momencik. — przerwała na chwilę, by upewnić się, że nie popełnia gafy.
W końcu chrzanowy zapach był charakterystyczny dla tojadu, ale co tutaj robiłby...
— Wywar tojadowy?