17.01.2024, 14:21 ✶
- Macie swoje wpływy, pieniądze, znajomości. Za co was tu lubić? Nawet jeśli pomagacie, to możecie to robić dlatego, że jesteście częścią układu. Nie bylibyście wciąż czystej krwi, gdybyście do niego nie należeli i zupełnie was to nie obchodziło - powiedział Charon z krzywym uśmiechem. Ale nie zdawało się, że sam ma jakąś niechęć do Longbottomów w ogólności czy konkretnie do Morpheusa, tak bardzo nie pasującego do tego wnętrza: raczej podchodził do zagadnienia z obojętnością. Był człowiekiem mieszkającym gdzieś na krańcu świata, pocieszenia szukającym w butelce, żyjącym poza granicami społeczeństwa, borykającym się z chorobami i obłędem. Niewiele obchodziła go wojna albo czystokrwiste rody. Tak, jak niewiele obchodzili go i mugolacy. Jego świat zaczynał się i kończył na smaku rumu, na strzępkach obrazów, pojawiających się w głowie, które pojawiały się nawet wtedy, kiedy ich nie szukał i na cichych podszeptach, z których niektóre mogły być przejawem magii, a inne zaledwie oznaką szaleństwa.
- Przestałem szukać dawno temu. Rum pomógł - mruknął, unosząc butelkę ponownie do ust, by pociągnąć parę łyków. - Groza, największe lęki, największe pragnienia. Nie wolno im ufać. Co to znaczy? Kto wie. Może tylko głosy. Ale one nie wyjaśniają niczego - stwierdził z zamyśleniem. Znów jednak w żaden sposób nie było pewne: czy głosy były podpowiedzią od trzeciego oka, za pomocą którego zwykle przecież przeglądało się głównie cudze intencje, czy jedynie podszeptem z dna butelki. Charon na pewno był pijakiem, na pewno nie był do końca przy zdrowych zmysłach i na pewno posiadał talent jasnowidzenia. Te trzy rzeczy nie ulegały już wątpliwości, pytaniem pozostawało jednak, co z tego, co mówił, było wieszczeniem, a co jedynie wytworem niespokojnego umysłu.
- Mówiłem podobno niedawno. Nie pamiętam, kiedy. Chyba była jeszcze wiosna? Dni się zlewają. Wiem, że padał deszcz, że niebo było tamtego dnia szare, że morze było niespokojne. Nie wiedziałbym nawet, że coś powiedziałem, gdyby nie siedział ze mną chłopak. Ale wtedy pewnie nic bym nie powiedział, prawda? Przepowiednie chcą zostać usłyszane. Dlatego wciskają się do głowy - powiedział. Jego głos zmienił się lekko, stał się nieco mniej wyraźny, wpływ wypitego alkoholu, choć organizm przywykł do wlewania w niego rumu w takich ilościach, że te pół butelki, które teraz Charon opróżnił, nie wystarczyło, aby się upił. Wciąż zdawał się świadomy tego, co mówił i składał pełne zdania, nawet jeżeli odrobinę dziwne. - Chłopak na pewno pamięta. Nie pije tyle, co ja i wiek jeszcze nie zgrabił mu grzbietu. Pytał. Nie myślę, że go to przeraziło. Zaciekawiło raczej. Chciał szukać. Pytał ludzi. Dlatego przecież tu jesteś, prawda? Głupi młodzik.
- Przestałem szukać dawno temu. Rum pomógł - mruknął, unosząc butelkę ponownie do ust, by pociągnąć parę łyków. - Groza, największe lęki, największe pragnienia. Nie wolno im ufać. Co to znaczy? Kto wie. Może tylko głosy. Ale one nie wyjaśniają niczego - stwierdził z zamyśleniem. Znów jednak w żaden sposób nie było pewne: czy głosy były podpowiedzią od trzeciego oka, za pomocą którego zwykle przecież przeglądało się głównie cudze intencje, czy jedynie podszeptem z dna butelki. Charon na pewno był pijakiem, na pewno nie był do końca przy zdrowych zmysłach i na pewno posiadał talent jasnowidzenia. Te trzy rzeczy nie ulegały już wątpliwości, pytaniem pozostawało jednak, co z tego, co mówił, było wieszczeniem, a co jedynie wytworem niespokojnego umysłu.
- Mówiłem podobno niedawno. Nie pamiętam, kiedy. Chyba była jeszcze wiosna? Dni się zlewają. Wiem, że padał deszcz, że niebo było tamtego dnia szare, że morze było niespokojne. Nie wiedziałbym nawet, że coś powiedziałem, gdyby nie siedział ze mną chłopak. Ale wtedy pewnie nic bym nie powiedział, prawda? Przepowiednie chcą zostać usłyszane. Dlatego wciskają się do głowy - powiedział. Jego głos zmienił się lekko, stał się nieco mniej wyraźny, wpływ wypitego alkoholu, choć organizm przywykł do wlewania w niego rumu w takich ilościach, że te pół butelki, które teraz Charon opróżnił, nie wystarczyło, aby się upił. Wciąż zdawał się świadomy tego, co mówił i składał pełne zdania, nawet jeżeli odrobinę dziwne. - Chłopak na pewno pamięta. Nie pije tyle, co ja i wiek jeszcze nie zgrabił mu grzbietu. Pytał. Nie myślę, że go to przeraziło. Zaciekawiło raczej. Chciał szukać. Pytał ludzi. Dlatego przecież tu jesteś, prawda? Głupi młodzik.